- Prezydent przybył do Osetii Południowej z roboczą wizytą - oświadczyła wczoraj niespodziewanie rzeczniczka rosyjskiego prezydenta. - Spotkał się z prezydentem Eduardem Kokojtym.
Tylko
Rosja i Nikaragua uznają niepodległość Osetii Płd. - Dziękuję za zaproszenie do waszego nowego państwa, nowego państwa Osetia Południowa, które powstało wskutek tragicznych wydarzeń - powiedział sam Miedwiediew przed spotkaniem z Kokojtym w stolicy republiki, Cchinwali.
- Lud osetyjski jest panu wdzięczny za pomoc, za uznanie naszego państwa i za ocalenie - odwzajemnił się Kokojty. - Mamy jeszcze wiele do zrobienia - dodał Miedwiediew. - Pokażcie, za co trzeba się zabrać najpilniej. I dodał od siebie, że najważniejsza jest współpraca wojskowa.
Osetia Południowa, a także Abchazja, ogłosiły secesję od Gruzji, gdy ta na przełomie lat 80. i 90. oznajmiła z kolei, że zamierza oderwać się od Związku Radzieckiego i funkcjonować odtąd jako niepodległe państwo. Abchazi i Osetyjczycy obawiali się, że w rządzonej przez nacjonalistów Gruzji staną się obywatelami drugiej kategorii.
Abchazi powoływali się też na swoje tradycje państwowe, gdy żyli w niezależnych od Gruzji księstwach. Abchazów i Osetyjczyków w buncie przeciwko Tbilisi wspierała Rosja.
Gruzja próbowała stłumić rebelie, ale sromotnie przegrała obie wojny secesyjne. Od 1993 r. zbuntowane prowincje funkcjonowały jako kraje faktycznie niezależne, lecz przez nikogo nieuznawane.
Ich sytuacja zmieniła się radykalnie latem zeszłego roku, po pięciodniowej rosyjsko-gruzińskiej wojnie o Osetię Południową. Gruzińskie wojsko poniosło klęskę, a Rosja ogłosiła, że uznaje niepodległość zarówno Osetii Południowej, jak i Abchazji.
W marcu Osetia Płd. wydzierżawiła Rosji na 99 lat tereny pod budowę baz wojskowych. Na budowę u siebie rosyjskich baz zgodziła się też Abchazja. W zamian Rosja zobowiązała się wziąć na siebie ochronę ich terytorium, wód terytorialnych i przestrzeni powietrznych.
Gruzińskie władze, podobnie jak większość świata, uznają Abchazję i Osetię Południową za tereny opanowane przez rebeliantów. W poniedziałek Tbilisi określiło wizytę rosyjskiego prezydenta w Cchinwali jako "prowokację".