http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jakie podatki podnosić?

Witold Orłowski, Wojciech Orliński
2009-07-12, ostatnia aktualizacja 2009-07-12 22:22

Wojciech Orliński: Skoro kryzys, to pewnie trzeba będzie podnosić podatki. Ale które? Moi znajomi spierają się, czy gorsze są podatki pośrednie, czy bezpośrednie. Postanowiłem, że zapytam pana, a potem będę to powtarzać z mądrą miną w towarzystwie. To jakie podatki pańskim zdaniem trzeba podnosić w pierwszej kolejności - VAT, CIT, PIT czy jakiś jeszcze inny skrót?

Bezpieczne oszczędzanie na ciężkie czasy
Bezpieczne oszczędzanie na ciężkie czasy
Witold Orłowski: Odpowiedź jest bardzo prosta - najlepiej, zwłaszcza w czasie recesji, nie podnosić żadnych podatków. Podwyżka podatków zawsze powoduje, że ludziom w kieszeni zostaje mniej pieniędzy, więc ograniczają zakupy. A w czasie recesji najbardziej boli właśnie ograniczanie przez ludzi wydatków.

Oczywiście zdarza się, że nie ma innego wyjścia. Jeśli rząd nie jest w stanie obniżyć wydatków (a to w czasie recesji nie jest łatwe, bo wtedy niektóre wydatki trzeba wręcz zwiększyć!), dziura budżetowa może nabrać niepokojących rozmiarów. Oczywiście można ją pokryć, zapożyczając się na rynku, ale jeśli zaczniemy zapożyczać się za bardzo, może nastąpić wybuch paniki, osłabi się kurs waluty, wzrosną stopy procentowe - to cały szereg straszliwych kłopotów, które i tak trudną sytuację zamieniłyby w koszmar. No i wtedy rząd nie ma innego wyjścia, jak tylko podnosić podatki.

Dopiero po tym wyjaśnieniu, dlaczego w ogóle w czasie stagnacji lub recesji może dojść do podwyżki podatków, mogę odpowiedzieć na pańskie pytanie, od których podatków należałoby tę smutną operację zacząć. Należy przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje ma podniesienie różnych podatków dla sytuacji gospodarczej.

Podatki, jak pan pamięta, mogą być pośrednie i bezpośrednie. Podatki pośrednie są wkalkulowane w cenę produktów. Nabywając większość towarów, płacimy w Polsce VAT, a przy niektórych - również akcyzę. Kiedy w budżecie brakuje pieniędzy, zazwyczaj w pierwszej kolejności podnosi się podatek akcyzowy.

Zgodnie z tradycyjną interpretacją akcyza wliczana jest w cenę towarów, których konsumpcja z jakichś powodów jest uznawana za zbędny luksus: alkoholu czy tytoniu. W rzeczywiści od dawna już akcyzę stosuje się również tam, gdzie łatwo ściągnąć z rynku pieniądze (energia elektryczna, paliwa, samochody).

Dobra strona podniesienia akcyzy polega na tym, że wzrost cen dotyka tylko wybranych produktów, a ludzie, widząc go tylko, kiwają z rezygnacją głowami. Rząd może też twierdzić, że w niektórych przypadkach (np. tytoniu) nie wyrządza się nikomu krzywdy. Zła strona podniesienia akcyzy jest głównie taka, że stanowi to zachętę dla przedsiębiorczych obywateli do obchodzenia prawa w postaci choćby przemytu tańszych papierosów czy alkoholu.

Z kolei jeśli rząd podniesie VAT, możliwość ucieczki obywateli w szarą strefę jest ograniczona ("mrówki" nie będą przecież przenosić przez granicę chleba, dżemu i proszku do prania!). Ale podwyżka VAT powoduje wzrost wszystkich cen, a w ślad za tym spadek realnej siły nabywczej ludzi. Co oczywiście pogłębia recesję.

Z kolei podatki bezpośrednie płacimy, oddając urzędowi skarbowemu część naszego dochodu (gospodarstwa domowe oddają PIT, przedsiębiorstwa CIT). Wzrost takich podatków oznacza, że po prostu mniej pieniędzy zostaje nam w kieszeni. Opodatkowuje się więc w ten sposób wszystkie nasze pieniądze, zarówno wydatki, jak i oszczędności.

W czasie głębokich recesji rząd może uznać, że częścią problemu jest to, iż ludzie nie są skłonni wydawać wszystkich pieniędzy, które zarabiają, chętniej odkładając część na czarną godzinę. Z kolei banki nie mają ochoty wypuszczać tych pieniędzy na rynek w formie kredytów, a firmy nie za bardzo chcą dokonywać inwestycji. Jeśli więc uważa się, że część pieniędzy pozostaje w gospodarce niewykorzystana, opodatkowanie ich (zwłaszcza opodatkowanie ludzi zamożniejszych, którzy więcej oszczędzają) może pomóc ożywić rynek.

Są jednak oczywiście i słabe strony tego działania. Po pierwsze, wyższe podatki z pewnością zachęcą do ucieczki w szarą strefę, po drugie - wcale nie jest pewne, czy rzeczywiście opodatkujemy pieniądze, których ludzie by nie wydali. A skoro tak, to konsekwencje dla rynku mogą być podobne jak przy podwyżce VAT.

No i mamy dylemat. Jak napisałem, podatków w ogólnie nie należy podwyższać. Ale jeśli już jest to rzeczywiście niezbędne, to nie ma dobrego ruchu - którykolwiek podatek podwyższymy, gospodarka i tak to boleśnie odczuje. Teoretycznie w okresie recesji należałoby najpierw podnieść akcyzę, potem podatki bezpośrednie, a na samym końcu VAT. Ale pewności, że w ten sposób mniej zaszkodzimy gospodarce, wcale nie ma!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':