OGLĄDAJ WYWIAD Z ALEKSANDREM GRADEM O ODWOŁANIU JERZEGO PRUSKIEGO Gdy rząd PO-PSL obejmował władzę, plany prywatyzacyjne były ogromne: 740 spółek i 30 mld zł dochodów w cztery lata. Ile udało się wam sprywatyzować po prawie dwóch latach rządów? Aleksander Grad: Około 140, a myślę, że to bardzo dużo. Na prywatyzację, za którą ja odpowiadam, trzeba patrzeć z perspektywy ostatniego roku, tj. od maja 2008 do czerwca 2009 r. Pierwsze miesiące mojego urzędowania to był czas, kiedy musiałem odbudować w Ministerstwie Skarbu struktury odpowiedzialne za prywatyzację, przygotować jakikolwiek grunt pod prywatyzację po latach zaniechań.
Kiedy maszyna prywatyzacyjna zaczynała znowu ruszać, po prawie 12 miesiącach od objęcia przeze mnie funkcji "pojawił się" ogromny tajfun na rynkach finansowych świata, który spowodował, że inwestorzy zaczęli wycofywać się nie tylko z rynków, ale nawet z już uzgodnionych transakcji.
Przez ten rok prywatyzacji osiągnęliśmy przychody na poziomie 4,2-4,3 mld zł. A na drugą połowę 2009 r. będziemy mieli kolejne 8-10 mld zł. Biorąc pod uwagę wpływy z prywatyzacji z lat wcześniejszych, to dobry wynik. W całym 2009 r. prywatyzacja ma przynieść około 12 mld zł. To będzie pierwszy taki wynik od prawie dziewięciu lat.
Na przyszły rok mamy przygotowane kolejne projekty prywatyzacyjne, a przychody w 2010 r. na poziomie tegorocznych to absolutne minimum, ponieważ to one odegrają kluczową rolę w stabilizowaniu finansów państwa. Jeżeli mamy do wyboru podnosić podatki albo zwiększać wpływy z prywatyzacji, to wybór jest chyba oczywisty. Już teraz przygotowuję korektę czteroletniego planu prywatyzacji [ogłoszonego jeszcze w kwietniu 2008 r.], bo chcemy przyspieszyć sprzedaż tych spółek, które są już notowane na giełdzie. Żadne ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, plan przedstawię za trzy-cztery tygodnie Radzie Ministrów.
Zapewniacie, że tegoroczne plany prywatyzacyjne uda się zrealizować. Ostatnio jednak odstąpiliście od prywatyzacji PW Rzeczpospolita, do której należy 49 proc. udziałów w Presspublice, wydawcy dziennika "Rzeczpospolita". Kilka zaplanowanych aukcji mniejszych spółek nie udało się, bo nie zgłosił się nikt chętny. - Wszystkich, którzy mówią dzisiaj o przyspieszeniu prywatyzacji, zachęcam, żeby wzięli pod uwagę to, że jest jeszcze druga strona tych transakcji - rynek i inwestorzy.
W latach 2006-07, kiedy zainteresowanie inwestorów było ogromne i oferowali wysokie ceny, wola do kontynuowania prywatyzacji była minimalna i nie chciano nic sprzedawać. Gdybyśmy mieli chociaż jeden rok takiej koniunktury jak w 2007, to dziś bylibyśmy dużo dalej.
Wszystko, co mogliśmy zrobić, by zachęcić inwestorów, zostało zrobione, a mimo to czasami nie udaje się znaleźć chętnych na sprzedawane spółki. W ub.r. mieliśmy 60 przypadków, w których nie doszło do zawarcia transakcji, ponieważ albo inwestorzy się wycofywali z uwagi na kryzys, np. nie dostawali kredytów inwestycyjnych, albo proponowali 20, może 30 proc. wartości spółki - np. Lido Łódź czy Białostockich Zakładów Graficznych. Są granice gospodarności i podejmowania decyzji prywatyzacyjnych.
Może jednak trzeba było się odważyć i za te 30 proc. wyceny sprzedać jakąś spółkę. Czy wierzy pan, że np. za PWR inwestorzy w przyszłości dadzą więcej? - Proszę nie mylić odwagi z głupotą. Od odwagi - czyli sprzedawania spółek w trudnych warunkach, po nieco niższej cenie - łatwo przejść do braku zdrowego rozsądku, czyli sprzedawania spółek dużo poniżej ich realnej wartości, czyli sprzedawania za bezcen.
By raz na zawsze zakończyć dyskusję o tym, dlaczego wycofaliśmy się ze sprzedaży PWR, chciałbym jedną rzecz wyjaśnić. Oferta ostateczna złożona przez inwestora - ZPR, firmę kontrolowaną przez Zbigniewa Benbenka - była 30-krotnie niższa niż oferta początkowa. 30-krotnie! Smutna prawda jest taka, że na samym końcu procesu sprzedaży PWR okazało się, że inwestor tak naprawdę nie miał zamiaru kupić tej spółki, a tylko by nie stracić wadium, złożył ofertę, która była śmiesznie niska.
Nie lepiej w takim razie podzielić tę spółkę i sprzedać ją w kawałkach? Przecież sam tylko budynek w centrum Warszawy należący do PWR jest wart kilkadziesiąt milionów. - I dokładnie taką decyzję podjęliśmy! PWR będzie spółką, w której aktywach zostanie tylko budynek i 49 proc. udziałów w Presspublice oraz niezbędna grupa ludzi do zarządzania. Pozostały majątek PWR (czasopisma branżowe itp.) zostanie sprzedany oddzielnie.
Dlaczego wszystkie największe prywatyzacje, które przesądzą o tym, czy uda się wykonać tegoroczny plan dochodów, skumulują się w ostatnich miesiącach roku? - Doradcy prywatyzacyjni nas ostrzegali, że pierwsze półrocze 2009 r. będzie bardzo trudne i że lepiej te projekty przesunąć na drugą część roku, kiedy ustabilizują się rynki na świecie.
Co zamierzacie sprzedać w 2010 r.? - Tauron, czyli drugą co do wielkości grupę energetyczną w Polsce. Zdecydowaliśmy, że sprzedamy ją inwestorowi branżowemu. Nie będziemy prywatyzować Tauronu w dwóch etapach (czyli najpierw przez giełdę) ze względu na opóźniony debiut giełdowy Polskiej Grupy Energetycznej - największej polskiej firmy energetycznej. Nie chcemy, żeby dwie firmy z tej samej branży konkurowały o zainteresowanie inwestorów giełdowych.
Na sprzedaż będą też wystawione Polfy i druga grupa chemiczna - Zakłady Azotowe "Puławy" i Zakłady Chemiczne "Police". To też będą poważne kwoty.