Pikieta pod placówką Ukrainy w centrum Krakowa była, jak mówi ks. Isakowicz-Zaleski, uroczystością dla upamiętnienia ofiar rzezi na Wołyniu, która miała miejsce latem 1943 r.
Ksiądz zapowiada także organizację kolejnych pikiet pod placówkami dyplomatycznymi Ukrainy w całej Polsce. - Będę je organizował, dopóki władze Ukrainy nie uczczą w należyty sposób pomordowanych Polaków na Kresach Wschodnich - zapowiada.
Na pikietę w Krakowie przyszło kilkadziesiąt osób, wśród nich
Młodzież Wszechpolska. Transparenty - m. in. "Ukraino! Dlaczego nie ma krzyży na mogiłach 150 tysięcy Polaków pomordowanych przez UPA?" - pomagali mu ustawiać członkowie Klubu "Gazety Polskiej".
Zebrani ułożyli przed bramą krzyż z płonących zniczy. I zatknęli polskie flagi za ogrodzenie konsulatu.
- UPA mordowała nie tylko Polaków, ale też Ormian, Żydów, a również tych Ukraińców, którzy pomagali Polakom i Żydom. Niestety, rządzący wolną Ukrainą prezydent
Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko milczą na ten temat i stawiają pomniki zbrodniarzom z UPA - przemawiał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Już na początku lipca ksiądz protestował przeciw wizycie Juszczenki w Lublinie z okazji rocznicy unii lubelskiej i nadaniu mu honorowego doktoratu przez KUL. Jego zdaniem Juszczenko gloryfikuje zbrodniarzy z UPA i SS-Galizien.
Prof. Grzegorz Hryciuk, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego: - Nie mnie oceniać działalność księdza. Jestem jednak zwolennikiem spokojniejszych metod w dochodzeniu do prawdy historycznej i głębszej refleksji nad takimi tragicznymi zdarzeniami. Moim zdaniem nie tędy droga. Bo co dadzą te protesty? Czy rodziny ofiar będą miały satysfakcję, jeśli w taki sposób upamiętnia się ich krewnych? Uważam, że powinno się dążyć i w Polsce, i na Ukrainie do wspólnego zrozumienia tego trudnego momentu historii obu narodów. Po obu stronach powinno też znaleźć się miejsce na wybaczenie.
Zaniepokojona działalnością duchownego jest mieszkająca w Polsce społeczność mająca związki z Ukrainą.
- Znam księdza Isakowicza-Zaleskiego i nie mogę się nadziwić tej jego swoistej krucjacie przeciwko Ukrainie. Trzeba pamiętać o wspólnej, często trudnej historii. Ale to, co teraz robi ksiądz, to rozdrapywanie ran, które może doprowadzić do nowych waśni - uważa Stefan Hładyk, przewodniczący Zjednoczenia Łemków w Polsce. - Dziwię się takiej roli księdza katolickiego, bo w jego działaniu nie mogą dopatrzyć się ducha ekumenizmu.
Co na to ks. Isakowicz-Zaleski? - Jeśli mniejszość związana z Ukrainą chce ekumenicznych modlitw, to może się do nas przyłączyć i wspólnie z nami modlić za pomordowanych. Nie zamierzam zaprzestać swojej działalności, nawet jeśli nie będzie się podobała hierarchom kościelnym - mówi.
• Uroczystości upamiętniające zbrodnie na Polakach na Wołyniu zapowiedziano na ten weekend. W sobotę odbędą się modlitwy w intencji pomordowanych Polaków przez Ukraińców w Chełmie i Tarnowie, a w niedzielę w Bydgoszczy, Legnicy, a także w Łucku na Ukrainie.
Tragedia wołyńska W lecie 1943 r. UPA (Ukraińska Armia Powstańcza) rozpoczęła akcję eksterminacji polskiej ludności Wołynia i Galicji Wschodniej. Doszło tam do tragedii, którą można uznać za czystkę etniczną. Polscy badacze są zgodni, że akcja antypolska była zaplanowana przez najbardziej radykalny odłam Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów podporządkowany Stepanowi Banderze, pod którego auspicjami powstała UPA. Celem części jej dowódców było oczyszczenie Wołynia z Polaków, by stworzyć tam teren pod budowę jednolitego etnicznie państwa ukraińskiego.
Szacuje się, że w akcjach UPA na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło ok. 100 tys. Polaków. Straty ukraińskie - w akcjach odwetowych oddziałów AK oraz tworzonej spontanicznie przez Polaków samoobrony - były trzykrotnie mniejsze.