Przed komisją śledczą badającą sprawę śmierci b. posłanki
SLD Barbary Blidy (zastrzeliła się 25 kwietnia 2007r., gdy chciała ją zatrzymać
ABW) stanęło wczoraj dwóch prokuratorów z Katowic. Jacek Krawczyk (dzisiaj adwokat) prowadził od 2005 r. śledztwo przeciwko śląskiej bizneswoman Barbarze K., przyjaciółce Blidy. Jarosław Wilczyński (nadal w prokuraturze) był jego nieformalnym zastępcą w dziale. Ich przesłuchanie miało wyjaśnić, dlaczego pod postanowieniem o wszczęciu śledztwa, które doprowadziło do postawieniu zarzutów Blidzie, jest podpisany Krawczyk, chociaż to nie on pisał postanowienie. Sprawę ujawniła "Gazeta" w maju tego roku.
Wyszło to na jaw, gdy w warszawskiej prokuraturze Krawczykowi pokazano postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie korumpowania przez Barbarę K. osób pełniących funkcje publiczne. Zdumiony Krawczyk oświadczył, że ani podpis, ani napisany odręcznie brudnopis tego postanowienia nie są jego autorstwa. Po naszej publikacji do kierownictwa prokuratury w Katowicach zgłosił się Jarosław Wilczyński. Powiedział, że to on - w zastępstwie Krawczyka - napisał i podpisał dokument. Nie potrafił wiarygodnie wyjaśnić, dlaczego wyraźnie nie zaznaczył tam, że to on jest autorem (nie napisał nawet skrótu "wz", czyli "w zastępstwie"). Wczoraj Wilczyński zeznawał przed komisją jako pierwszy. Powtarzał, że wiele razy zastępowali się z Krawczykiem i odczytywał sygnatury zarządzeń w tej sprawie.
- Niczego bezprawnie nie napisałem, nie sfałszowałem podpisu Krawczyka. Byłoby to zawodowe samobójstwo i miałoby bardzo krótkie nogi - przekonywał. Dodał, że postanowienie napisał "w pełnym porozumieniu z Krawczykiem". - Nie było niczyjego polecenia, wpływu czy manipulacji - zapewniał.
Wskazał też komisji dziwny znaczek przypominający literę "a". Jego zdaniem był to właśnie skrót "wz". Powiedział, że jeśli to on napisał postanowienie, to Krawczyka musiało nie być w pracy.
Ale Krawczyk zaprzeczył. Potwierdził co prawda, że zastępowali się z Wilczyńskim w takich sprawach, ale akurat 3 marca 2006 r. (data napisania postanowienia) był w prokuraturze. - Nikt mnie nie informował, nie pytał o zgodę i nie mówił, że jest na mnie wypisywane takie postanowienie. Mój kolega powinien na tym złożyć swoją pieczątkę i podpis - mówił. Dodał, że za tak poważną decyzję odpowiedzialność ponosi prokurator, który jest pod nią podpisany. - A to nie jest mój podpis ani moje pismo - przypominał.
Komisja raczej nie zdecyduje się na konfrontację obydwu prawników.
- Nie rozumiem, jak to jest. Przez rok nie ma pan ze sprawą nic do czynienia, a potem pan pisze postanowienie, które miało tak tragiczne skutki, i mówi pan, że to było w porządku. Ja się z tym po prostu nie zgadzam - komentował relację Wilczyńskiego przewodniczący komisji
Ryszard Kalisz (Lewica).
Krawczyk oświadczył, że on sam nie zdecydowałby się wszcząć śledztwa, bo było ono oparte na zeznaniach b. posła SLD Ryszarda Zająca, znanego ze skłonności do konfabulacji.
- Niestety, w 2006 r. po zmianach w katowickiej prokuraturze te zeznania padły na żyzną glebę, bo dotyczyły korupcji wśród polityków lewicy - stwierdził Krawczyk. Przypomniał, że przełożeni nie byli zadowoleni, że nie zdołał postawić Barbarze K. zarzutów korupcyjnych. Dopiero po wydaniu postanowienia sprawę przejęła prokuratura okręgowa, a powołany w niej specjalny zespół doszedł do wniosku, że Barbarę K. łączył z Blidą układ korupcyjny.