http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kruchy spokój w Sinkiangu

Maria Kruczkowska, Reuters
2009-07-11, ostatnia aktualizacja 2009-07-10 16:24

W obawie przed nowymi zamieszkami władze odwołały nakaz zamknięcia meczetów.

W czwartek w Urumczi: chińskie oddziały zajmują pozycje na głównej ulicy miasta
Fot. NIR ELIAS REUTERS
W czwartek w Urumczi: chińskie oddziały zajmują pozycje na głównej ulicy miasta
W piątek kordon policji strzegł Białego Meczetu, jednej z setek muzułmańskich świątyń w Urumczi. Muzułmanie mogli jednak wejść do niego na piątkową modlitwę, choć wszystkie meczety miały być zamknięte. W obawie przed nowymi zamieszkami władze nakazały, by muzułmanie modlili się w domach. Ale zakazu nie dało się utrzymać - świątynie szturmowały tłumy i władze się ugięły.

Pod jednym z meczetów w Urumczi doszło wczoraj do niedużej demonstracji Ujgurów. Potem świadkowie widzieli młodych mężczyzn prowadzonych z podniesionymi rękoma przez policję.

W Urumczi, stolicy autonomicznego regionu ujgurskiego, gdzie w niedzielę doszło do zamieszek pomiędzy Ujgurami a Chińczykami, panuje kruchy spokój, którego pilnuje 40 tys. specjalnie sprowadzonych policjantów i wojska. Helikoptery zrzucają ulotki wzywające do zachowania spokoju i niedawania wiary separatystom. Władze chińskie winią o wszystko "siły zagraniczne", oskarżając ujgurską emigrację o chęć zbrojnego oderwania Sinkiangu.

Ujgurom i Chińczykom trudno będzie zapomnieć o tym, co stało się w Urumczi w ostatnią niedzielę i poniedziałek. Zginęło co najmniej 156 osób, setki zostały ranne. Zaczęło się od demonstracji Ujgurów, którzy domagali się sprawiedliwości za zabicie na południu kraju dwóch rodaków, którym miejscowi Chińczycy zarzucili gwałt na dziewczynie.

Nie wiadomo dokładnie, co stało się potem, bo relacje chińskich władz i emigracyjnych organizacji Ujgurów są sprzeczne. W przeciwieństwie do zeszłorocznych antychińskich zamieszek w Tybecie już dwa dni po rozruchach władze zabrały do Urumczi zagranicznych dziennikarzy, pozwalając im na w miarę swobodne poruszanie się po mieście.

Według relacji zachodnich korespondentów najpierw Ujgurzy zaatakowali Chińczyków, a dzień później role się odwróciły. Opowieści rannych w szpitalach mrożą krew w żyłach. - 5 lipca zobaczyliśmy setki Ujgurów, którzy biegli ulicą. Dziesięciu z nich wpadło do sklepu, zaczęli bić ludzi cegłami i kamieniami - opowiedziała londyńskiemu "The Times" jedna z rannych Chinek. Kobieta widziała, jak jej syn próbował ukryć się w kurniku na tyłach budynku, ale Ujgurzy dopadli go, zabili i ucięli głowę. Podobny los spotkał męża kobiety. W największym stołecznym szpitalu inny zachodni korespondent doliczył się 277 rannych w zamieszkach, tylko 33 nie było Chińczykami.

- Chińczycy zasztyletowali i obcięli głowy czterem studentom ujgurskim miejscowej akademii medycznej. Ich ciała powiesili przy wejściu - powiedział niemieckiemu "Der Spiegel" przedstawiciel Światowego Kongresu Ujgurów. To największa organizacja emigracyjna z siedzibą w Monachium. Twierdzi, że w Urumczi miała miejsce masakra cywilów i że zginęło 800 Ujgurów. Kongres powołuje się na swoje źródła w Sinkiangu.

To najpoważniejsze od dziesięcioleci zamieszki etniczne w Państwie Środka, które zamieszkuje 56 narodowości, w tym Hanowie - etniczni Chińczycy - stanowiący 91 proc. ludności. Władze chińskie zamierzają szybko i surowo ukarać sprawców, którym zagrożono już karami śmierci.

Sinkiang to bogaty w zasoby naturalne i rzadko zaludniony region Chin na pograniczu m.in. z Kazachstanem i Pakistanem. Ujgurzy twierdzą, że są spychani na margines życia gospodarczego i publicznego oraz że z rozwoju regionu korzysta przede wszystkim chińska ludność napływowa. Rok temu władze zakazały kobietom noszenia muzułmańskich chust, a mężczyznom bród.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':