Twoja świeżo wydana 'Poetyka pierwszej dziewiątki' to 700 stron wierszy pisanych od roku 1945 do dziś. Najczęściej o miłości. Czy myśmy w ogóle kiedykolwiek dorobili się porządnej literatury erotycznej? Oprócz Jana Andrzeja Morsztyna, później Gałczyńskiego, Boya, Tuwima, Pawlikowskiej lub takiej osobowości jak Anna Świrszczyńska ten gatunek i temat praktycznie w Polsce nie istnieje. Tu leży chyba najgłębsza na mapie ludzkości depresja kultury erotycznej. Ale nie bez wyjątków! Nie wynika to z charakteru narodowego Polaków. Na taki stan rzeczy złożyły się odwieczne tradycje kościelnej hipokryzji, rubaszności szlacheckiej, nędzy ludowej i literackiego prostactwa w połączeniu z nieobecnością kultury mieszczańskiej. Przez długie lata cokolwiek u nas wykraczało poza dopuszczalne rejony westchnień i ślubu, kwiatków i motylków, odsyłano z oburzeniem do piekła pornografii. A już nie daj Boże, jeśli płci towarzyszył humor czy jakakolwiek lekkość ujęcia! Choćby tzw. obscena poetyckie Boya. Do tej pory właściwie nikt ich nie wydał.
Język polski też chyba nie ma tu wielkich możliwości? One są, ale słabo wykorzystane. Np.
Niemcy mają wielki słownik erotyczny, który opracował znakomity Ernest Borneman. U Francuzów to np. Julien Teppe, Jacques Cellard itd. U Anglików i Amerykanów aż trudno wyliczyć. A u nas? To i owo w żargonie przestępczym i kurewskim. Nic normalnego! Problem nawet z wyrazem 'miłość'. Bo niby jaka? Duchowa czy seksualna? Czy do matki, dziewczyny, Pana Boga, ojczyzny, a może nawet pieniędzy?
W swoim przekładzie 'Baśni domowych tylko dla dorosłych' - niby to według braci Grimm, z 1909 roku - stworzyłeś chyba sto czy dwieście smakowitych neologizmów: mieszadło, smyk, wspanialec, gargulec, bindas, szamszurka, mechatka, pieśćka, rozkoszka, łaskotka, meszka ucieszka, kielich, hamerajda...
Wiele z nich wymyśliłem, inne można wyszukać w bogactwie gwar ludowych, które nie muszą być tak ubogie ani chamskie jak nasza obiegowa dziesiątka obrzydliwości z rynsztoka.
Lubisz mówić o sobie, że jesteś feministą. Co to dla ciebie znaczy? Pojęcie feminizmu stało się dwuznaczne. Dodatnie i ujemne. Wiele napisała o tym (chyba najmądrzejsza kobieta świata) Esther Vilar, której twórczość wprowadziłem do Polski, przekładając jej powieści 'Matematyka Niny Gluckstein', 'Amerykańska papieżyca' i ostatnio 'Na dziewczęcej skórze'. Ta wielka (i do tego piękna) pisarka i feministka niemiecko-argentyńska podkreśla, że niektóre działaczki źle zaczęły z feminizmem, zwłaszcza w amerykańskiej wersji Women's Liberation. Wmawiają sobie i światu, że kobieta i mężczyzna to wrogowie, że mężczyźni są potworami chcącymi tylko wykorzystać i zniszczyć kobietę. Tymczasem Vilar uświadamia, że kobiety również do perfekcji opanowały sztukę wyzyskiwania mężczyzn w zamian za usługi seksualne; że wynikają z tego mechanizmy chorobliwe i zgubne dla obu stron; że zdrowym rozwiązaniem może być tylko rzetelna i wszechstronna współpraca kobiet i mężczyzn w człowieczeństwie swym co najmniej równorzędnych.
Czy feminizm ma dzisiaj o co walczyć? Wciąż mówi się o dyskryminacji społecznej kobiet, ale ja raczej jej nie dostrzegam. Moje znajome na żadną dyskryminację się nie skarżą. Jednak problem istnieje. Nawet w Polsce, a nie tylko w tak skrajnych i obrzydliwych przypadkach jak islam. Ale nie dowiesz się o nim w kawiarni od swych koleżanek, przeważnie wykształconych i dobrze zarabiających kobiet z dużego miasta. Czytujesz tygodnik 'Nie'?
Dawno przestałem. A szkoda. Tam jest prawdziwe życie. W każdym numerze znajdziesz historie, od których włos się jeży na głowie. A to kobieta nie może dokonać prawnie jej przysługującej aborcji. A to szef ją molestuje seksualnie. A to zmuszanie do pracy po godzinach bez wynagrodzenia. I tak dalej. Wymiar sprawiedliwości zaś na ogół nie reaguje. Bo w większości takich przypadków obyczaj społeczny na to przyzwala. Czy to nie jest dyskryminacja kobiet? Ale może wróćmy do 'Poetyki'.
Czy tak rozmaite i ciekawe sprawy intymne, z których to wszystko wyrosło, oparte są rzeczywiście na twojej biografii? Rzeczywiście. I oczywiście.
Więc dużo tego było. Sześć razy żonaty? Tak. Choć urzędowo tylko trzy razy, ale ja tego nie rozróżniam. Chyba zgodzimy się, że to coś dużo ważniejszego niż papierek podpisany przez byle urzędasa? Po prostu z moich związków trzy nie znalazły odbicia w osobnej książce poetyckiej. A z tych, które znalazły, inne trzy nie były aż tak poważne. W otwierającym tę księgę zbiorze 'Pierwszy raz w życiu' to była młodzieńcza miłość z lat studenckich... ale nie podam szczegółów, bo to już dzisiejsza wielka polityka. O poemacie 'Z czarnowłosych gwiazd' wspomnę tylko, co napisał do mnie wtedy, w 1952 roku, mój przyjaciel Stanisław Lem - że to 'pierwszy utwór, który mógłby stać się partyturą wzruszeń dla wielu tysięcy młodych w Polsce'... Z kolei 'Romans archeologa' wynikł po prostu z gorącego lata na Mazurach. Ale 'Teatr na dwa szepty' i 'Listy do kochanki' to już dwie miłości jak najbardziej konkretne i długotrwałe, tak samo jak do dzisiaj aktualne 'Kroniki adaptacji'. Odłóżmy jednak te ściśle osobiste historie do mojej autobiografii, która ma się ukazać w przyszłym roku. Tu wspominam o tym, ponieważ związek prawdziwego życia i przeżyć oraz ich precyzyjnego odbicia w poezji uważam za coś bardzo konkretnego i ważnego. To jakby najdokładniejsza i najgłębsza z relacji, a nie jakaś tam subiektywna fikcja literacka. I tak właśnie trzeba to czytać. Jak powieść psychologiczną.
Więc zacierasz granice między poezją a prozą? Poezja niespełniająca tego warunku nie zasługuje na miano poezji. To byłyby tylko wierszyki. Jakaś lipa. Większość tego, co wydaje się obecnie w Polsce pod nazwą "poezji", to puste ględzenie.
Lepiej wróćmy już do feminizmu.