http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Miłość letnia, miłość konkretna

rozmawiał Łukasz Klesyk
2009-07-12, ostatnia aktualizacja 2009-07-10 11:50

Kobieta za pomocą tych samych słów i zwrotów nieraz mówi rzeczywiście coś trochę innego niż mężczyzna - rozmowa z pisarzem Robertem Stillerem

<b>Robert Stiller</b> 
- pisarz i poeta, tłumacz, eseista, językoznawca i literaturoznawca. Zna 30 języków, tłumaczy z kilkunastu. Przełożył m.in. 'Mechaniczną pomarańczę' Burgessa, 'Alicję w Krainie Czarów' Lewisa Carrolla, 'Lolitę' Nabokova, komplet powieści Iana Fleminga o Jamesie Bondzie oraz książki Esther Vilar.
Jest również edytorem kompletu przedwojennych dzieł Wiecha
Fot. Sławomir Kamiński
Robert Stiller - pisarz i poeta, tłumacz, eseista, językoznawca i...
ZOBACZ TAKŻE
Twoja świeżo wydana 'Poetyka pierwszej dziewiątki' to 700 stron wierszy pisanych od roku 1945 do dziś. Najczęściej o miłości. Czy myśmy w ogóle kiedykolwiek dorobili się porządnej literatury erotycznej?

Oprócz Jana Andrzeja Morsztyna, później Gałczyńskiego, Boya, Tuwima, Pawlikowskiej lub takiej osobowości jak Anna Świrszczyńska ten gatunek i temat praktycznie w Polsce nie istnieje. Tu leży chyba najgłębsza na mapie ludzkości depresja kultury erotycznej. Ale nie bez wyjątków! Nie wynika to z charakteru narodowego Polaków. Na taki stan rzeczy złożyły się odwieczne tradycje kościelnej hipokryzji, rubaszności szlacheckiej, nędzy ludowej i literackiego prostactwa w połączeniu z nieobecnością kultury mieszczańskiej. Przez długie lata cokolwiek u nas wykraczało poza dopuszczalne rejony westchnień i ślubu, kwiatków i motylków, odsyłano z oburzeniem do piekła pornografii. A już nie daj Boże, jeśli płci towarzyszył humor czy jakakolwiek lekkość ujęcia! Choćby tzw. obscena poetyckie Boya. Do tej pory właściwie nikt ich nie wydał.

Język polski też chyba nie ma tu wielkich możliwości?

One są, ale słabo wykorzystane. Np. Niemcy mają wielki słownik erotyczny, który opracował znakomity Ernest Borneman. U Francuzów to np. Julien Teppe, Jacques Cellard itd. U Anglików i Amerykanów aż trudno wyliczyć. A u nas? To i owo w żargonie przestępczym i kurewskim. Nic normalnego! Problem nawet z wyrazem 'miłość'. Bo niby jaka? Duchowa czy seksualna? Czy do matki, dziewczyny, Pana Boga, ojczyzny, a może nawet pieniędzy?

W swoim przekładzie 'Baśni domowych tylko dla dorosłych' - niby to według braci Grimm, z 1909 roku - stworzyłeś chyba sto czy dwieście smakowitych neologizmów: mieszadło, smyk, wspanialec, gargulec, bindas, szamszurka, mechatka, pieśćka, rozkoszka, łaskotka, meszka ucieszka, kielich, hamerajda...

Wiele z nich wymyśliłem, inne można wyszukać w bogactwie gwar ludowych, które nie muszą być tak ubogie ani chamskie jak nasza obiegowa dziesiątka obrzydliwości z rynsztoka.

Lubisz mówić o sobie, że jesteś feministą. Co to dla ciebie znaczy?

Pojęcie feminizmu stało się dwuznaczne. Dodatnie i ujemne. Wiele napisała o tym (chyba najmądrzejsza kobieta świata) Esther Vilar, której twórczość wprowadziłem do Polski, przekładając jej powieści 'Matematyka Niny Gluckstein', 'Amerykańska papieżyca' i ostatnio 'Na dziewczęcej skórze'. Ta wielka (i do tego piękna) pisarka i feministka niemiecko-argentyńska podkreśla, że niektóre działaczki źle zaczęły z feminizmem, zwłaszcza w amerykańskiej wersji Women's Liberation. Wmawiają sobie i światu, że kobieta i mężczyzna to wrogowie, że mężczyźni są potworami chcącymi tylko wykorzystać i zniszczyć kobietę. Tymczasem Vilar uświadamia, że kobiety również do perfekcji opanowały sztukę wyzyskiwania mężczyzn w zamian za usługi seksualne; że wynikają z tego mechanizmy chorobliwe i zgubne dla obu stron; że zdrowym rozwiązaniem może być tylko rzetelna i wszechstronna współpraca kobiet i mężczyzn w człowieczeństwie swym co najmniej równorzędnych.

Czy feminizm ma dzisiaj o co walczyć? Wciąż mówi się o dyskryminacji społecznej kobiet, ale ja raczej jej nie dostrzegam. Moje znajome na żadną dyskryminację się nie skarżą.

Jednak problem istnieje. Nawet w Polsce, a nie tylko w tak skrajnych i obrzydliwych przypadkach jak islam. Ale nie dowiesz się o nim w kawiarni od swych koleżanek, przeważnie wykształconych i dobrze zarabiających kobiet z dużego miasta. Czytujesz tygodnik 'Nie'?

Dawno przestałem.

A szkoda. Tam jest prawdziwe życie. W każdym numerze znajdziesz historie, od których włos się jeży na głowie. A to kobieta nie może dokonać prawnie jej przysługującej aborcji. A to szef ją molestuje seksualnie. A to zmuszanie do pracy po godzinach bez wynagrodzenia. I tak dalej. Wymiar sprawiedliwości zaś na ogół nie reaguje. Bo w większości takich przypadków obyczaj społeczny na to przyzwala. Czy to nie jest dyskryminacja kobiet? Ale może wróćmy do 'Poetyki'.

Czy tak rozmaite i ciekawe sprawy intymne, z których to wszystko wyrosło, oparte są rzeczywiście na twojej biografii?

Rzeczywiście. I oczywiście.

Więc dużo tego było. Sześć razy żonaty?

Tak. Choć urzędowo tylko trzy razy, ale ja tego nie rozróżniam. Chyba zgodzimy się, że to coś dużo ważniejszego niż papierek podpisany przez byle urzędasa? Po prostu z moich związków trzy nie znalazły odbicia w osobnej książce poetyckiej. A z tych, które znalazły, inne trzy nie były aż tak poważne. W otwierającym tę księgę zbiorze 'Pierwszy raz w życiu' to była młodzieńcza miłość z lat studenckich... ale nie podam szczegółów, bo to już dzisiejsza wielka polityka. O poemacie 'Z czarnowłosych gwiazd' wspomnę tylko, co napisał do mnie wtedy, w 1952 roku, mój przyjaciel Stanisław Lem - że to 'pierwszy utwór, który mógłby stać się partyturą wzruszeń dla wielu tysięcy młodych w Polsce'... Z kolei 'Romans archeologa' wynikł po prostu z gorącego lata na Mazurach. Ale 'Teatr na dwa szepty' i 'Listy do kochanki' to już dwie miłości jak najbardziej konkretne i długotrwałe, tak samo jak do dzisiaj aktualne 'Kroniki adaptacji'. Odłóżmy jednak te ściśle osobiste historie do mojej autobiografii, która ma się ukazać w przyszłym roku. Tu wspominam o tym, ponieważ związek prawdziwego życia i przeżyć oraz ich precyzyjnego odbicia w poezji uważam za coś bardzo konkretnego i ważnego. To jakby najdokładniejsza i najgłębsza z relacji, a nie jakaś tam subiektywna fikcja literacka. I tak właśnie trzeba to czytać. Jak powieść psychologiczną.

Więc zacierasz granice między poezją a prozą?

Poezja niespełniająca tego warunku nie zasługuje na miano poezji. To byłyby tylko wierszyki. Jakaś lipa. Większość tego, co wydaje się obecnie w Polsce pod nazwą "poezji", to puste ględzenie.

Lepiej wróćmy już do feminizmu.

Często powtarzasz, że kobieta jest lepszym gatunkiem człowieka niż mężczyzna.

Nie zawsze i nie pod każdym względem. Lecz statystycznie? Owszem. Jeśli spojrzymy na człowieka, tak jak go rozumiemy dzisiaj, w XXI wieku, to kobieta ma zdecydowanie więcej cech, które kojarzą nam się z humanizmem, z których jako gatunek możemy być dumni. Kobieta patrzy na wszystko, co się dzieje w życiu, bardziej racjonalnie. Jest bardziej odpowiedzialna. Bardziej odporna na frazesy, na przykład hasła polityczne, więc na ogół trudniej nią manipulować. Ewolucja wyposażyła nas w zestaw cech, które kiedyś pomagały przetrwać. Dzisiaj te same cechy są groźne dla naszego istnienia. Na przykład skłonność do ślepej destrukcji, która ułatwiała jaskiniowcom walkę z dzikimi zwierzętami, teraz prowadzi do niszczenia i zatruwania planety. Dążenie do zdobywania nowych terytoriów, które kiedyś dawało siłę do wędrówek i karczowania lasów pod pola uprawne, już od stuleci jest tylko i wyłącznie źródłem wojen. Niepohamowane dążenie do rozmnażania się, które kiedyś zapewniało nam liczebną przewagę nad zwierzęcą konkurencją, dzisiaj prowadzi do klęski przeludnienia. Skłonność do podporządkowania się przewodnikowi stada, ułatwiająca organizację pierwszych wspólnot ludzkich, dzisiaj prowadzi do fanatyzmów i totalitaryzmów. A to raczej kobiety dbają o przyrodę, dążą do pacyfizmu, walczą o kontrolę urodzeń i wprowadzają cywilizowane obyczaje do świata polityki. Więc z punktu widzenia ludzkości feminizm byłby też uczeniem się od kobiet nowego, lepszego świata i sposobu życia.

Aby jednak ta druga, gorsza połowa świata mogła się od kobiet czegoś nauczyć, najpierw się musi z nimi porozumieć. Niektórzy mężczyźni sądzą, że jest to trudne albo wręcz niemożliwe.

Kobieta za pomocą tych samych słów i zwrotów nieraz mówi rzeczywiście coś trochę innego niż mężczyzna. Ale przecież gramatyka i słowa to nie wszystko. Jest intuicja, którą warto rozwijać. Jest mowa ciała, zachowań i gestów, które też warto rozumieć. Zresztą na przykład Alan Pease wydał specjalny podręcznik takiego porozumiewania się. Pewne utrudnienia i blokady mentalne kryją się w samym języku. U większości ludzi mowa kształtuje myślenie - oni myślą słowami, a nie pojęciami. Więc jeżeli znamy tylko jeden język, włada on niepodzielnie naszym mózgiem. Czym to grozi? Prosty przykład: język polski ma trzy rodzaje - męski, żeński i nijaki. Wszystko, co w nim się powie lub napisze, automatycznie otrzymuje płeć. Na przykład 'człowiek' jest rodzaju męskiego, więc automatycznie kojarzy się z mężczyzną. Podczas gdy po angielsku męskie i żeńskie jest niemal wyłącznie samcem albo samicą. Uczmy się więc języków - nie tylko po to, żeby dogadać się z obcokrajowcem, ale nawet z własną żoną czy mężem!

Źródło: Wysokie Obcasy

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

3 głosy

Brak komentarzy
W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne