http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fico chce zmusić Węgrów, by mówili po słowacku

Luboš Palata
2009-07-10, ostatnia aktualizacja 2009-07-09 16:37

Wczoraj premier Słowacji miał być w Budapeszcie. Tak miał się skończyć trwający od trzech lat okres napiętych stosunków między obydwoma krajami. Ale się nie skończył

Robert Fico, premier Słowacji
Fot. Kuba Atys / AG
Robert Fico, premier Słowacji
Ustalano już szczegóły programu wizyty Roberta Ficy na Węgrzech, pierwszej od ośmiu lat wizyty szefa słowackiego rządu w Budapeszcie.

Jednak ostatniego dnia czerwca słowacki parlament uchwalił nowelizację ustawy o języku, która z punktu widzenia Budapesztu zniszczyła szanse na jakikolwiek przełom. - Ta ustawa w sposób wyraźny szkodzi mniejszości węgierskiej na Słowacji i całym stosunkom Słowacji z Węgrami - stwierdził nowy węgierski premier Gordon Bajnai.

I dodał, że wizyta Ficy będzie miała sens tylko wtedy, kiedy będzie o czym rozmawiać, czym dał do zrozumienia, że teraz rozmawiać nie ma o czym.

Premier Fico odparł, że Budapeszt szuka tylko pretekstu, jak nie poprawić wzajemnych relacji i zamiast wyjaśnień skorzystał z okazji, by zaatakować Węgrów. - Ochrona języka narodowego musi być pierwszym punktem oparcia każdego słowackiego rządu. To także sposób, jak uchronić się przed niebezpiecznym irredentyzmem [dążeniem do połączenia w jednym kraju wszystkich ziem zamieszkanych przez jedną grupę narodowościową], który coraz częściej czuć nad Dunajem - ogłosił Fico.

Ostro zaprotestował także słowacki MSZ pod kierownictwem doświadczonego dyplomaty Miroslava Lajcaka, który zazwyczaj w podobnych przypadkach raczej łagodzi konflikty. - Nikt nie może kwestionować prawa państwa do przyjęcia ustawy o języku, nie ma prawa go nadinterpretować i wykorzystywać jako pretekst do tego, by nie przyznać, że boi się zaprosić premiera rządu kraju sąsiedzkiego - stwierdził minister.

Węgrzy mają oczywiście na ten temat inne zdanie. Marszałek węgierskiego parlamentu Katalin Sziliova chce poprosić Komisję Europejską, by ta zmusiła Słowację do zmiany najbardziej dyskryminujących zapisów. Protestuje także zazwyczaj bardzo pokojowy Związek Wolnych Demokratów. - Przyjęcie tej ustawy łamie wolność słowa, prawa człowieka, ochronę mniejszości, umowy międzynarodowe i prawdopodobnie także słowacką konstytucję - ogłosił w poniedziałek Janos Koka, szef frakcji liberałów w węgierskim parlamencie.

Dlaczego ustawa tak wzburzyła Węgrów? Jej celem jest ograniczenie używania języka węgierskiego w południowej Słowacji, którą zamieszkuje mniejszość węgierska. Do tej pory każdy mógł się tam czuć bardziej jak na północy Węgier niż na południu Słowacji. Na słupach ogłoszeniowych wisiały plakaty zapraszające po węgiersku na koncerty czy inne wydarzenia w Budapeszcie i innych węgierskich miastach. W urzędzie miasta czy w sklepie najpierw zwrócą się do klienta po węgiersku, a dopiero potem po słowacku, jednak dalekim od doskonałości. W "węgierskich" miastach takich jak Komarno, Dunajska streda czy Sturovo można także spotkać pomniki węgierskich bohaterów i tablice pamiątkowe po węgiersku.

Prawie wszyscy miejscowi Słowacy nauczyli się węgierskiego lub od małego go znali. Podczas moich podróży po tej części Słowacji zawsze podkreślali, że z Węgrami nigdy nie mieli żadnych problemów.

Jednak nacjonalistyczny rząd Roberta Ficy napisał ustawę, która pod groźbą kar finansowych aż do 10 tys. euro narzuca pierwszeństwo w posługiwaniu się słowackim. Ustawa nakazuje słowackim Węgrom, by w kontaktach z urzędami, w szkołach (także tych dla mniejszości) czy nawet u lekarza w pierwszej kolejności posługiwali się językiem słowackim. Lekarz, który jest słowackim Węgrem, powinien więc najpierw zwrócić się do pacjenta po słowacku, nawet jeśli wie, że jest to Węgier.

Jednak najbardziej absurdalny jest przepis dotyczący pomników i tablic pamiątkowych, gdzie napis po słowacku ma co najmniej takiej samej wielkości jak ten po węgiersku. Wszystkie pomniki i tablice należy przebudować do końca roku.

Zsolt Nemeth, przewodniczący komisji spraw zagranicznych w węgierskim parlamencie z ramienia opozycyjnej partii Fidesz, twierdzi, że "od czasów wojny nie było podobnego do tego prawa karzącego mniejszość narodową za posługiwanie się swoim językiem". Wypowiedź tę należy uzupełnić komentarzem słowackiego dziennika "Sme", w którym czytamy: "Przyjęcie tej uchwały przed spotkaniem premierów obu krajów, na które czekaliśmy latami, jest przejawem niczym nieograniczonej arogancji słowackiej koalicji rządzącej. To policzek wymierzony poprzez Dunaj".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':