http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Włoski szczyt krajów G8 ciężką próbą dla Silvia Berlusconiego

Tomasz Bielecki
2009-07-09, ostatnia aktualizacja 2009-07-08 19:24

Wojna Silvia Berlusconiego ze światowymi mediami, które zarzucają jego rządowi nieudolność i brak przygotowania do szczytu G8. Twierdzą nawet, że Amerykanie przechwycili prowadzenie obrad

Silvio Berlusconi wita prezydenta USA
Baracka Obamę w L'Aquili
Fot. JIM YOUNG REUTERS
Silvio Berlusconi wita prezydenta USA Baracka Obamę w L'Aquili
- Przenosimy stolicę świata do stolicy cierpienia - tak włoski premier tłumaczył niedawno swą decyzję o przeniesieniu szczytu G8 z Sardynii do abruzyjskiej L'Aquili zniszczonej w kwietniu przez trzęsieniem ziemi, w którym zginęło blisko trzystu ludzi. Gdy przywódcy klubu siedmiu najbogatszych krajów świata (USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Kanada i Japonia), do którego ze względów geopolitycznych należy też Rosja, rozpoczynali wczoraj obrady, w mieście dało się odczuć serię słabych wstrząsów o sile 2 stopni Richtera.

Jednak zagrożenie nowym trzęsieniem (w ub. tygodniu w Abruzji zanotowano wstrząsy o sile 4 stopni) jest teraz najmniejszym zmartwieniem Berlusconiego, który usiłuje ratować swój międzynarodowy wizerunek zszargany podejrzeniami o skandale obyczajowe i stanem przygotowań do szczytu.

"To zupełny chaos. Berlusconi nie przygotował planu obrad i nie ma żadnego pomysłu na ten szczyt. Wśród krajów G8 pojawił się nawet pomysł, aby pozbawione dobrego przywództwa Włochy wykluczyć z tego klubu. Włochy mogłaby zastąpić Hiszpania" - napisał przedwczoraj prestiżowy brytyjski dziennik "The Guardian". "Chaotyczność przygotowań" potwierdził m.in. "The New York Times".

W odwecie Berlusconi oskarżył zagraniczne media o spiskowanie na szkodę Włoch, a minister spraw zagranicznych Franco Frattini publicznie wyraził nadzieję, że "The Guardian" wkrótce "zostanie wykluczony z klubu największych gazet świata".

Frattini zdecydowanie zaprzeczył też, aby zniecierpliwieni ślamazarnością włoskiego rządu Amerykanie w ostatniej chwili przechwycili przygotowania do szczytu. Zdaniem "Guardiana" Biały Dom zorganizował telefoniczną konferencję szerpów, czyli koordynatorów delegacji krajów G8, aby wypracować plan obrad trzydniowego szczytu.

Amerykanie oficjalnie tłumaczą się, że telekonferencja była związana z jesiennym szczytem G20, a nie z nieporadnością ministrów Berlusconiego. - Włochy to nasz wielki przyjaciel. I kraj o silnym przywództwie - zapewniał wczoraj prezydent Barack Obama po wylądowaniu w Rzymie, dokąd przybył z Moskwy.

Coroczne szczyty G8 zwykle nie kończą się poważnymi ustaleniami (bywają złośliwie nazwane "szczytami wolnymi od treści"), więc potyczki Berlusconiego z mediami zdominowały doniesienia z pierwszego dnia szczytu.

Media wciąż dowcipkują na temat zdjęć paparazzich z willi Berlusconiego - ponoć przedstawiających go m.in. w towarzystwie półnagich całujących się kobiet - które zdaniem "The Sunday Times" zostaną wkrótce opublikowane przez prasę. Włoski premier sugeruje, że to brudny spisek właściciela gazety Ruperta Murdocha, z którym Berlusconi jako potentat medialny ostro rywalizował na włoskim rynku.

Niedawno hiszpański "El Pais" wydrukował zdjęcia byłego czeskiego premiera Mirka Topolanka, który pozwolił się sfotografować nago w willi Berlusconiego, i to z erekcją. Dlatego media ironicznie ostrzegały niemiecką kanclerz Angelę Merkel przed wspólnymi fotografiami z Berlusconim, bo "mogą jej zaszkodzić w przed jesiennymi wyborami".

Krytyka światowej prasy to ciężki cios dla Berlusconiego, który ma zwyczaj wyolbrzymiania swej roli przywódcy światowego, lubi opowiadać o osobistych sukcesach w roli pośrednika między USA i Rosją (m.in. na temat tarczy antyrakietowej) i - to zasługa jego prawdziwych talentów showmeńskich - skutecznie wmawia te historyjki swym wyborcom.

- Teraz jednak jest w opałach. Duszą go skandale, które sam sobie zgotował - komentuje Enzo Mauro, szef opozycyjnego dziennika "La Repubblica".

Wczoraj szyki popsuli mu też mieszkańcy kompletnie zniszczonej trzęsieniem ziemi Onny pod L'Aquilą, którzy podczas wizyty kanclerz Merkel ułożyli wielki napis: "Yes, we camp" ("Tak, obozujemy"), nawiązujący do ślimaczącej się odbudowy ich domów. Choć organizacja szczytu w Abruzji miała przyspieszyć poprzez dodatkowe dotacje jej rekonstrukcję, to ok. 40 tys. ludzi wciąż koczuje tam w namiotach lub musi korzystać z gościny u przyjaciół lub krewnych.

Przywódcy krajów G8 obradują w koszarach policji finansowej, które dzięki swej odporności na wstrząsy sejsmiczne przetrwały kwietniową katastrofę i były centrum pomocy dla jej ofiar.

Na terenie koszar, gdzie wedle oficjalnie niepotwierdzonych informacji medialnych przywódcy mają też nocować, stacjonuje kilkadziesiąt wojskowych śmigłowców gotowych do natychmiastowej ewakuacji polityków w razie nowego trzęsienia.

Przywódcy krajów G8 dostali wczoraj od Berlusconiego ważące 24 kilogramy albumy poświęcone twórczości włoskiego klasycystycznego rzeźbiarza Antonia Canovy, z okładką wykonaną z marmuru karraryjskiego.

Dziś do delegacji ósemki dołączą też m.in. przywódcy Indii, Brazylii i przedstawiciele chińskiego prezydenta Hu Jintao, który wrócił z Włoch do Chin, by zająć się zamieszkami w Sinkiangu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':