http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Złoto rodziny Atkinów

Magdalena Grzebałkowska
2009-07-12, ostatnia aktualizacja 2009-07-07 13:50

To, czego szukasz, wciąż tam jest. Ale cholernie trudno będzie to wydobyć

Douglas (pierwszy z lewej) - specjalista od multimediów z Nowego Jorku, Nigel  (w środku) - organizator dyskotek z Ibizy i Mark (z prawej)- romanista. Atkinowie 
od dzieciństwa wierzą,że skarb wciąż na nich czeka
Dzięki uprzejmości twórców filmu tekst został zilustrowany kadrami z planu filmowego
Douglas (pierwszy z lewej) - specjalista od multimediów z Nowego Jorku, Nigel ...
Skarb jest jeden. To sztabki złota schowane przez dziadka Jacka Atkina pod podłogą małego domu. Zniósł z pomocą odźwiernego Kijasa ciężką skrzynię do salonu, podwinął dywan w kącie i zerwał klepki parkietu. Układał sztabki równo, jedna za drugą, na koniec zamaskował dziurę. Następnego dnia opuścił Łódź na zawsze. Odźwierny zginął wkrótce we własnym domu podczas niemieckiego nalotu.

Skarby są dwa. O tym drugim dziadek Jack nie wiedział. Jego wujowie załadowali srebrem i porcelaną srebrną wannę na złotych lwich łapach. Pewnie pod osłoną nocy wynieśli ją z dużego domu i zakopali gdzieś w ogrodzie. Matko, a kto to się kąpał w srebrnej wannie? A przemysłowcy Schrage, potentaci przemysłu gumowego, bogacze. Ci sami, którzy ofiarowali Polsce, tuż przed wybuchem wojny, statek podwodny, samolot i czołg. Babcia Coral Atkin nie znosiła ich ostentacji.

Skarby są trzy. Nie należy zapominać, że były jeszcze dwa Rembrandty. Pewnie wisiały w reprezentacyjnym holu. Dziadek Jack schował je podobno gdzieś obok złota.

Skarby są cztery. Ale ten ostatni to już nie ma żadnej wartości materialnej. Drewniana krówka wyrzeźbiona przez Jacka Atkina, gdy czekał na transport do obozu. Poza tym nie trzeba jej szukać. Stoi teraz w domu w Londynie, na półce biblioteczki. Mark, wnuk Jacka, mówi, że w razie pożaru pierwszą rzeczą, jaką będzie ratował, jest właśnie ta drewniana krowa.

Scena I w której Mark i David stają przed starym domem

Koniecznie musi być dworzec. Polski, oklejony reklamami i klejący się od brudu. Łódź Fabryczna. Jest środa, koniec maja tego roku. Świeci słońce, choć zapowiadają opady. Na stację wjeżdża pociąg z Warszawy. W drzwiach wagonu ukazuje się chudzielec o chłopięcym uroku, przed pięćdziesiątką, z haczykowatym nosem. Z paszportu wynika, że nazywa się Mark Atkin, ale on sam woli żartować z siebie, że jest Żydem Wiecznym Tułaczem (technicznie Żydem wcale nie jest, bo jego matka i babka były angielskimi protestantkami). Podaje rękę starszemu mężczyźnie o lasce, w kraciastym kaszkiecie, i pomaga mu wysiąść. To David Atkin, ojciec Marka. Ten sam haczykowaty nos, ale postawa pochylona. Od dwóch lat cierpi na alzhei-mera. Jest w początkowym stadium choroby, ale coraz częściej i coraz więcej zapomina.

Teraz potrzebna jest taksówka. Proszę bardzo. Bordowy zużyty mercedes z nieświeżym zapachem w środku czeka już na postoju. Przybysze wsiadają, nie znają ani słowa po polsku. O ile nazwę ulicy "Gdanska" są w stanie wymówić, to numer domu "89" Mark zapisuje w czarnym notesie i pokazuje kierowcy. Nigdy się nie rozstaje z cienkim zeszytem zamykanym na gumkę, marki Moleskine. Zapisuje w nim nazwiska i adresy poznanych ludzi, złote myśli, notuje ceny i nazwy potraw. Dziś po obiedzie dopisze: "Szczawiowa, 6 zl".

Kurs jest krótki, bo ulica Gdańska jest w centrum. Taksówkarz kasuje 9 zł i odjeżdża. David od razu poznaje kamienicę. Została zbudowana w 1903 roku dla fabrykanta Bennicha. Pierwszy właściciel musiał mieć dość ponure poczucie humoru. Dom nadal ma ciemnoszarą fasadę ozdobioną splecionymi gałęziami kasztanowca, spod okien wciąż spoglądają głowy sów, a spod dachu kamienny nietoperz.

David szepcze synowi do ucha, że to jak podróż w czasie, bo nic się nie zmieniło od chwili, gdy miał dziesięć lat i po raz ostatni patrzył na ten dom. Tylko zamiast dorożek ulicą jeżdżą tramwaje.

Ojciec i syn wchodzą w bramę domu.

Scena II w której czujemy, że marzenia Anglików są nierealne

David i Mark Atkinowie marzą, że będzie tak:

Pukają do drzwi małego domu, który zbudowano na tyłach dużej kamienicy. Otwiera im sympatyczny Polak mówiący po angielsku. Zaprasza do środka, częstuje herbatą i wysłuchuje historii o Jacku Atkinie, dziadku Marka, ojcu Davida, który w chwilę po wybuchu II wojny światowej schował gdzieś tu w mieszkaniu złoto pod podłogą. Polak, wzruszony do łez losem bogatego Żyda, zaczyna odsuwać meble, woła na pomoc dzieci, w pośpiechu zwijają dywany, zdzierają wykładziny i kłaniają się nisko Anglikom, żeby zaczęli szukać skarbu. Wtedy Mark osuwa się na kolana i wiedziony instynktem, wyposażony w młotek (pożyczony od życzliwego Polaka) lub łom (też pożyczony), stuka w parkiet. Dziadek Jack wyznał, że chował sztabki gdzieś pod ścianą, w pokoju na parterze, tuż przy fundamentach. Głuchy stukot podłogi będzie oznaczał, że tam musi być złoto. Mark zrywa klepki parkietu, wydobywa skarb, pakuje go do walizki i wychodzi, ściskając dłoń gospodarza. Żona Polaka ociera łzę rąbkiem haftowanego fartucha.

Zanim Mark przyjechał do Polski szukać skarbu, odwiedził nigdy niewidzianą rodzinę w Los Angeles, która też mieszkała przed wojną przy ulicy Gdańskiej 89. Wuj Morris Schrage, który po wojnie zbił majątek na produkcji filmów pornograficznych i opon samochodowych, sympatyczny hałaśliwy grubas, wyznał, że jego ojciec Michael Schrage zakopał tuż przed wojną wannę pełną srebra i porcelany gdzieś na terenie ogrodu, który rozciągał się za domami. Niestety, żadnej mapy nie pozostawił.

Więc David i Mark Atkinowie wyobrażają sobie dalej, że idą do ogrodu. Mark trzyma w ręku łopatę (pożyczoną od Polaka) i znów wiedziony instynktem zaczyna kopać. Po chwili wykopuje srebrną wannę na złotych nogach pełną skarbów. Wszyscy się radują. Życzliwi Polacy robią z radości barbecue (po polsku grill).

Znalezione skarby Atkinowie zamierzają oddać miastu Łodzi. Wiedzą, że nie mają prawa wywieźć ich z Polski. Zresztą nie o majątek im chodzi.

Scena III w której okazuje się, że teraz w domu wojsko bada mundury

Jest tak:

Mark i David Atkinowie wysiadają więc z taksówki w pewne majowe łódzkie popołudnie i zagłębiają się w bramie kamienicy pod numerem 89.

Zatrzymuje ich współczesna krata wyposażona w dzwonek. Z bocznych drzwi wychodzi mężczyzna.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':