Obama przemawiając wczoraj przez pół godziny przed świeżo upieczonymi absolwentami moskiewskiej Rosyjskiej Szkoły Ekonomii kreślił ramy nowej polityki wobec Rosji. Wcześniej zjadł
śniadanie z premierem Władimirem Putinem. Choć gospodarz wcześniej pieklił się na sugestie Obamy, że reprezentuje stary, czyli niedemokratyczny styl rządzenia Rosją, poranne spotkanie odbyło się w serdecznej atmosferze. Po dwugodzinnej rozmowie politycy zapewniali, że "stworzyli podstawy dobrych relacji". Współpracownicy amerykańskiego prezydenta przyznali nawet, że Obama zmienił zdanie o Putinie. Prezydent zaznaczał jednak, że nie ze wszystkim z Putinem się zgadza. Główna oś sporu to budowa tarczy rakietowej w Polsce i Czechach. Wczoraj Obama z uporem powtarzał, że jest zwolennikiem jej budowy. Dziś zapowiedział, że
USA mogą z tarczy zrezygnować, gdy
Iran zrezygnuje ze swoich ambicji nuklearnych.
Absolwentom, a za pośrednictwem transmitującej przemówienie telewizji informacyjnej Wiesti również zwykłym Rosjanom, Obama mówił, że "czasy, w których imperia traktowały niezależne kraje jak pionki na szachownicy się skończyły". - Każdy światowy porządek, który próbowałby wynieść jeden naród ponad inne, upadnie - przestrzegał. To przytyk wobec rosyjskich prób odbudowy wpływów na terenie byłego ZSRR. Obama przy okazji wstawił się też za
Ukraina i Gruzją, wzywając Rosję by szanowała ich suwerenność. Nie poparł jednak wprost starań Kijowa i Tbilisi by wejść do NATO. - NATO nie chce z Rosja konfrontacji - zapewniał. Łagodził też ton mówiąc o tym, że "rosyjscy pisarze uczyli Amerykanów zrozumieć złożoność człowieka i rozpoznać wieczne prawdy".
- W XX w. panowało przekonanie, że USA i Rosja są skazana na bycie przeciwnikami. To jednak jest nieprawda. Obydwa kraje muszą prowadzić ze sobą dialog i bardziej współpracować - przekonywał. Wzywał też Rosjan do budowy demokracji i walki z korupcją.