http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dymisja Chłoń-Domińczak i niszczenie TVP

Dominika Wielowieyska
2009-07-07, ostatnia aktualizacja 2009-07-07 11:30

Przegląd wtorkowych gazet.

Dominika Wielowieyska
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Dominika Wielowieyska
ZOBACZ TAKŻE
"Dziennik" - podobnie jak "Gazeta Wyborcza" - dużo miejsca poświęca dymisji wiceminister pracy Agnieszki Chłoń-Domińczak. Główną odpowiedzialną za tę dymisję czyni minister pracy Jolantę Fedak. "Zobaczyliśmy jak pewna pani, której kompetencje kwestionują nawet koalicyjni koledzy, przeczołguje podwładną, o której kompetencjach dobrze mówi nawet opozycja." - pisze Piotr Gursztyn.

A Kamila Wronowska w tej samej gazecie cytuje anonimowych pracowników ministerstwa pracy: "Fedak i PSL chcą być społeczną twarzą rządu. Odsuwając Chłoń-Domińczak minister wyeliminowała wpływy PO". Tyle tylko, że Chłoń-Domińczak nigdy z PO nie była związana. Pracowała w tym resorcie już za Jerzego Hausnera. A jej główną winą było chyba to, że dobrze współpracowała z ministrem Michałem Bonim.

Pod tekstem o dymisji wiceminister bardzo ciekawe sprostowanie. A rzecz dotyczy rzekomego wywiadu, który "Dziennik" przeprowadził z Jackiem Chwedorukiem, prezesem zarządu Rothschild Polska. Wywiad dotyczył transakcji Janusza Palikota ze spółkami z raju podatkowego. Sprostowanie dotyczy tego, że w istocie nikt z Chwedorukiem nie rozmawiał, a wywiad był z kimś innym. Z kim? Nie wiadomo. Pomyłki i sprostowania zdarzają się każdej gazecie i niemal każdemu dziennikarzowi, także i mnie. Problem w tym, że jeśli gazeta pomyliła się i zamieściła wywiad z zupełnie inną osobą niż wynikałoby to z podpisu, to po prostu trzeba o tym poinformować czytelników następnego dnia, w każdym razie tak szybko jak to możliwe. "Dziennik" to czyni po ponad miesiącu.

*

W "Trybunie" Andrzej Celiński z SdPL nie zostawia suchej nitki na Platformie Obywatelskiej, której zarzuca niszczenie mediów publicznych. I mówi o premierze Tusku: "Jego stosunek do kultury narodowej, europejskiej jest niemądry, głupawy, a jednocześnie arogancki, przy czym lekkomyślny: zniszczę to co jest, a potem się zobaczy".

Celiński nie oszczędza też SLD, które zachowuje się "haniebnie". "Wszyscy doskonale wiedzą, że chodziło w tym dealu o kilkadziesiąt stołków" - konkluduje. W domyśle: dla ludzi SLD. Krytyka ostra, ale też Platforma i SLD na nią zasłużyły. Zabrakło wyobraźni i pomysłu jak zmienić media publiczne.

Z kolei "Rzeczpospolita" informuje, że pracownicy telewizji wyrzuceni z telewizji przez Piotra Farfała (w tym słynna Patrycja Kotecka), liczą na powrót do pracy, gdy Krajowy Rejestr Sądowy uzna, iż obecnie obowiązki prezesa będzie pełnił Sławomir Siwek. Kotecka - donosi "Rz" - jest brana pod uwagę jako szefowa telewizyjnej Jedynki. Siwek nie chce wypowiadać się na temat personaliów. I powtarza, że chce apolitycznej telewizji publicznej. To ciekawe czy nową twarzą tej apolitycznej telewizji będzie Patrycja Kotecka.

*

Gazety poświęcają sporo miejsca nowelizacji budżetu, którą dziś zajmie się rząd. Były wiceminister finansów Witold Modzelewski w wywiadzie dla "Polska the Times" mówi, że rząd wciąż przyjmuje zbyt optymistyczne prognozy. Prorokuje, że jesienią może dojść do kolejnej nowelizacji budżetu, a w 2010 roku wzrosną wszystkie podatki. Modzelewski radzi, by przywrócić sankcję finansową za zaniżanie podatku VAT, która zniechęcała podatników do takiego procederu. A PO sankcję zniosła. Ponadto - radzi Modzelewski - trzeba przywrócić akcyzę na broń myśliwską, karty na gry i inne drobne towary. Pytanie tylko czy takie zmiany przyniosą znaczące dochody. Boję się, że nie. Ponadto Modzelewski postuluje, że jeśli już podnosić podstawową stawkę VAT, to tylko o 1 proc. Taka podwyżka przyniosłaby - jego zdaniem - 9 mld zł. Były wiceminister finansów jest - podobnie jak wielu innych ekonomistów - przeciwko cięciu wydatków. "Cięcia przyniosą nam więcej szkód niż pożytku. Bo jeśli państwo ma mniej pieniędzy np. na zamówienia publiczne to oznacza, że mniej będzie kontraktów". A firmy będą mnie zarabiać i mniej zapłacą podatków. Wszystko to smutne diagnozy i prognozy, ale niestety mogą się okazać prawdziwe.

W "Fakcie" ciekawa rozmowa z szefem Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej Mikołajem Dowgielewiczem o kandydaturze Jerzego Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego. "Z zdziwieniem śledzę komentarze jak mało ważna to funkcja - mówi Dowgielewicz - Życzyłbym sobie zawsze, by Polak siedział przy stole, przy którym o takich sprawach się decyduje. Byłem doradcą szefa PE Pata Coksa i wiem, że szef europarlamentu jest na bieżąco w kontakcie z szefami Komisji Europejskiej i szefem prezydencji. Uczestniczy w najważniejszych decyzjach podejmowanych w Brukseli, dotyczących tego, co UE będzie robiła np. w negocjacjach następnej perspektywy budżetowej po 2014 roku. Szefuje konferencji przewodniczących (złożonej z frakcji), która w PE podejmuje najważniejsze decyzje".

Tak że dajmy sobie spokój z ciągłym narzekaniem, jaką to kiepską posadę PO załatwiła dla Jerzego Buzka.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':