http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Masakra Ujgurów w Chinach

Maria Kruczkowska
2009-07-07, ostatnia aktualizacja 2009-07-07 08:47

Co najmniej 156 zabitych i kilkaset rannych po największych od 20 lat zamieszkach w Chinach, w muzułmańskim Sinkiangu To najwieksza masakra w Chinach od czasu Tiananmen w 1989 roku

Zdjęcie pochodzi z serwisu społecznościowego Twitter, który chińskie władze wczoraj zablokowały. To migawka z niedzieli po masakrze Ujgurów w Urumczi
Fot. STRINGER/CHINA REUTERS
Zdjęcie pochodzi z serwisu społecznościowego Twitter, który chińskie władze...
Zdjęcie pochodzi z serwisu społecznościowego Twitter, który chińskie władze wczoraj zablokowały. To migawka z niedzieli po masakrze Ujgurów w Urumczi
Fot. STRINGER/CHINA REUTERS
Zdjęcie pochodzi z serwisu społecznościowego Twitter, który chińskie władze...
Kadr z chińskiej telewizji CCTV, która podkreśla, że zamieszki wywołali agresywni Ujgurzy
Fot. REUTERS TV REUTERS
Kadr z chińskiej telewizji CCTV, która podkreśla, że zamieszki wywołali...
To oficjalne dane chińskiej agencji Xinhua. Informuje ona też, że setki osób trafiły do aresztu, poszukiwanych jest 90 "podżegaczy rozruchów". Ujgurskie organizacje emigracyjne twierdzą, że prawdziwa liczba ofiar jest kilka razy wyższa.

Informacje z Sinkiangu są bardzo skąpe - chińskie władze zablokowały wczoraj dostęp do wielu stron internetowych, m.in. Twittera. Zablokowały też połączenia komórkowe w regionie. Wcześniej jednak rzeka filmów nagrywanych komórką i zdjęć popłynęła w świat poprzez YouTube, Twitter i inne portale. Niezależnych czy zagranicznych dziennikarzy w Sinkiangu nie ma.

Co sięstało w Urumczi

To największa masakra w Chinach od czasu studenckich demonstracji na pekińskim placu Tiananmen, gdzie w 1989 r. wojsko zabiło co najmniej kilkaset osób.

Wraki spalonych radiowozów, splądrowane sklepy i uzbrojone w broń maszynową patrole policyjne - tak wyglądało wczoraj Urumczi, stolica regionu. To tam - oraz w Kaszgarze, innym ważnym mieście regionu - muzułmanie starli się w niedzielę z policją.

Iskrą, która wywołała wybuch tlącego się konfliktu pomiędzy spychanymi na margines publicznego życia Ujgurami a chińskimi władzami, był incydent z 26 czerwca w fabryce zabawek na południu kraju. Miejscowi robotnicy chińscy oskarżyli Ujgura o zgwałcenie Chinki. Wywiązała się bójka, w której zginęło dwóch Ujgurów, a setki raniono. To dlatego tłumy liczące od tysiąca do trzech tysięcy osób wyszły na ulice Urumczi oraz Kaszgaru. Domagały się sprawiedliwości.

Ujgurzy twierdzą, że do zamieszek doszło, gdy policja próbowała siłą rozpędzić pokojową manifestację. Rząd chiński zapewniał, że za protestującymi kryją się "wrogowie Chin" z zagranicy, z najbogatszą Ujgurką Rabiją Kair na czele. - Rabija dzwoniła 5 lipca kilka razy do Chin, by podżegać do manifestacji. Za pomocą stron internetowych organizowała bunt i szerzyła propagandę - mówił w telewizji znany z twardej ręki gubernator Sinkiangu Nur Bekri.

Według władz na funkcjonariuszy posypał się grad kamieni, błysnęły noże i sztachety. Władza twierdzi, że Ujgurzy atakowali przechodniów, przypuszczalnie Chińczyków narodowości Han, bijąc i kopiąc leżących na ziemi. Niszczyli sklepy, wybijali szyby.

Chińska telewizja pokazywała wczoraj od rana reportaże przypominające ubiegłoroczne oficjalne relacje z tybetańskiej Lhasy, gdzie też doszło do zamieszek antychińskich, które krwawo stłumiono. Pokazano też zalanych krwią przechodniów chińskich i dwie młode poranione Chinki podtrzymujące jedna drugą. Ofiar po stronie ujgurskiej na zdjęciach państwowych mediów jakby nie było.

Można ręczyć, że taki obraz zapadnie głęboko w pamięć Chińczyków i umocni ich w niechęci do Ujgurów, których i tak uważają za leniwych, ciemnych i skłonnych do przemocy. Chińska propaganda często przedstawia ich jako muzułmańskich ekstremistów, z którymi walczy tak samo jak Amerykanie z Al-Kaidą.

Niespokojne pogranicze

W Sinkiangu od czasu do czasu dochodzi do zamachów na posterunki policji czy chińskie sklepy, a jedna z ujgurskich organizacji została wciągnięta przez USA na listę organizacji terrorystycznych. Kilku Ujgurów trafiło też do więzienia w Guantanamo, ale niedawno je opuścili, bo nie było przeciw nim dowodów. Są teraz na Bermudach (w Chinach groziłaby im śmierć albo w najlepszym wypadku tortury).

Od niedzielnego wieczoru w całym Sinkiangu, o powierzchni równej jednej szóstej Chin, obowiązuje godzina policyjna. - Wszędzie widać żołnierzy, policja stoi na każdym skrzyżowaniu. Ruch uliczny zamarł - mówi Amerykanin Adam Grode, stypendysta Fulbrighta przebywający w Urumczi.

Dla Chin Sinkiang ma kluczowe znaczenie strategiczne. To bufor, który dzieli je od muzułmańskiej Azji Środkowej. To również chiński Dziki Zachód budzący wyobraźnię mas z przeludnionych Chin.

Ujgurzy czują się we własnym kraju obywatelami drugiej kategorii. W regionie trwa kolonizacja Hanów, a władze ograniczają swobody religijne Ujgurów. Rok temu kobietom zabroniono noszenia muzułmańskich chust, a mężczyznom kazano zgolić brody. Tylko w Sinkiangu i w Tybecie za działalność polityczną można zostać skazanym na śmierć.

Ujgurzy nie mają swego Dalajlamy i świat rzadko przejmuje się ich losem. Wczoraj najostrzej zareagowała Turcja, w której wielu Ujgurów dostaje azyl polityczny (Ujgurzy mówią po turecku). Domaga się postawienia przed sądem winnych masakry. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon mówił o poszanowaniu wolności, a kilka krajów wyraziło zaniepokojenie wydarzeniami w Sinkiangu. Przebywający we Włoszech chiński prezydent Hu Jintao nawet się nie zająknął na temat masakry. Tak samo jak goszczący go premier Silvio Berlusconi. USA oficjalnie wyraziły ubolewanie z powodu ofiar.

Dla Gazety: Alim Seytoff

wiceszef emigracyjnej organizacji Stowarzyszenie Amerykańskich Ujgurów

Na oczach świata rząd chiński dokonał masakry na niewiarygodną skalę. W niedzielę mieszkańcy Urumczi domagali się sprawiedliwości dla współwyznawców zaatakowanych w jednej z fabryk, protest miał charakter całkowicie pokojowy. Ale przeciwko cywilom rząd wysłał uzbrojoną w karabiny policję, która zaczęła strzelać do tłumu. Stąd tylu zabitych.

Chiny zmieniają swoje oblicze i modernizują się, ale ich polityka w Sinkiangu pozostaje ta sama. Od 11 września 2001 r. traktują nas jak terrorystów, wmówili to skutecznie swoim obywatelom i części świata. My jako emigracja nie wypowiadamy się ani za oderwaniem Sinkiangu od Chin, ani przeciw - niech zadecyduje naród. My tylko chcemy, by mógł to swobodnie zrobić.

W Sinkiangu nie będzie spokoju, bo po 60 latach rządów chińskich mamy dosyć komunizmu. Chyba Polakom łatwo to zrozumieć.

not. mak

Jak Chińczycy niszczą kulturę Ujgurów

W Kaszgarze, liczącym ponad 2 tysiące lat mieście na Jedwabnym Szlaku, niespokojnie jest już od dłuższego czasu. Powodem jest rządowy plan wyburzenia dzielnicy ujgurskiej wokół starego meczetu Id Kah. Labirynty wąskich ulic ze starymi meczetami i warsztatami rzemieślników zastąpi nowoczesna zabudowa, rozległe place i budynki publiczne. Ulice zostaną poszerzone - przy okazji policji będzie łatwiej rozpędzać manifestacje. Niebawem spychacze wkroczą do akcji, bo malowany kredą chiński znak "chai" (wyburzyć) pojawił się niedawno na glinianych domach liczących setki lat.

Na projekt modernizacji Kaszgaru Chińczycy przeznaczyli 440 mln dol. Do wyburzenia przewidziane jest 85 proc. muzułmańskiej dzielnicy, skarbu kultury ujgurskiej. Przesiedlonych do nowych mieszkań zostanie 200 tys. osób. Owszem, wygodniej będzie im mieszkać w domach z ogrzewaniem i kanalizacją. Ale zniknie bezpowrotnie tradycyjne życie sąsiedzkie, gawędy, poczęstunki, śpiewanie i palenie fajki wodnej.

O Kaszgarze pisał jeszcze Ptolemeusz. W swej historii bogate miasto oaza przechodziło z rąk do rąk - Chińczyków, Mongołów, Arabów... Lokalny rząd mówi, że nowe domy będą bardziej stabilne i nie zawalą się, gdyby doszło do trzęsienia ziemi. Nie mówią - choć to jasne - że burząc gęsto zamieszkane stare dzielnice, Chińczycy mają nadzieję utrudnić Ujgurom spiskowanie przeciwko ich władzy i liczą na to, że będą ich mieli na oku.

mak




Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':