Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Chętnych do kapłaństwa jest coraz mniej - wiadomo ze statystyk ujawnianych ostatnio przez
Kościół. Ilu kandydatów zgłosiło się do seminariów duchownych w tym roku? Pierwszy, główny nabór właśnie się kończy, ale na oficjalne dane trzeba będzie czekać przynajmniej kilka miesięcy. "Gazeta" przeprowadziła własną sondę. Rozmawialiśmy z przełożonymi kilkunastu polskich seminariów, zapytaliśmy ich o liczby. Wszystko wskazuje na to, że kryzys powołań trwa.
Spadki odnotowano nawet w placówkach uchodzących za tradycyjne "zagłębia powołań".
Ks. Andrzej Nowicki, wicerektor Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach: - Przyjęliśmy 28 osób, o osiem mniej niż rok temu. Dojdą jeszcze pewnie dwie-trzy osoby we wrześniowym naborze. Zauważam lekką tendencję spadkową w porównaniu z ubiegłymi latami, choć trudno tu jednoznacznie wyrokować. Zdarza się, że po spadku nagle kandydatów zaczyna przybywać - mówi.
Jeszcze w 2007 r. katowickie seminarium mogło się pochwalić 44 klerykami studiującymi na I roku.
Spektakularny spadek widać w Tarnowie. Do tamtejszego seminarium zgłosiło się 30 osób, a po egzaminie zostało 25. Dokładnie dwa razy mniej niż rok temu!
Kościół może być zaniepokojony stanem powołań. Z badań Rady Duszpasterstwa Powołań wynika, że podczas naboru w 2008 r. do seminariów duchownych zgłosiło się 695 młodych mężczyzn. To o ponad 10 proc. mniej niż rok wcześniej. Ale ta liczba spada nieustannie. W ciągu ostatnich lat - prawie o 30 proc. Jeszcze w 2006 r. na pierwszy rok w seminariach zgłosiło się 1029 osób. Seminaria były oblężone w 2005 r., mówiono wtedy o "efekcie Jana Pawła II" - po jego śmierci powołanie poczuło aż 1145 młodych ludzi, do seminariów zgłaszało się nieraz dwa razy więcej chętnych niż zwykle.
O takich rekordach można teraz tylko pomarzyć. Do furty seminarium duchownego w Lublinie zapukało dziesięciu kandydatów, kilku mniej niż w 2008 r., chociaż jak słyszymy, jeszcze się zgłaszają. Dla porównania: w 2007 w Lublinie naukę na I roku zaczęło 33 mężczyzn. Kilku mniej chętnych ma także seminarium szczecińskie.
Dlaczego ubywa przyszłych księży? Duchowni tłumaczą to często "kulturą antypowołaniową", niekorzystnym wizerunkiem Kościoła kreowanym przez media. Winy szukają też w swoich szeregach. Niedawno na konferencji W Episkopacie bp Wojciech Polak, delegat KEP ds. powołań, uznał, że "trzeba też pytać o jakość duszpasterstwa. O to, czy my, księża, dajemy ludziom wystarczające świadectwo. W Kościele też można, niestety, znaleźć czasem przykłady kultury antypowołaniowej".
- Spadek może być też spowodowany emigracją, nie bez znaczenia jest niż demograficzny - wyjaśnia "Gazecie" ks. Janusz Lewandowicz, rektor seminarium w Łodzi. Sam jest optymistą: niespodziewanie do seminarium łódzkiego przyszło nieco więcej kandydatów niż w ubiegłym roku. Podobnie jest we Wrocławiu. - Zgłosiło się 15, ale nabór jeszcze trwa, w czwartek mamy egzamin. W zeszłym roku było 14 i to po obu naborach - mówi ks. Piotr Jurzyk, prefekt seminarium we Wrocławiu.
Nie narzekają też przełożeni seminarium w Gdańsku. Prorektor ds. wychowania ks. Jan Uchwat: - Na przestrzeni ostatnich lat nie widać u nas, dzięki Bogu, znacznego spadku. Kandydatów mamy 18, w zeszłym roku było 15.
Z kolei w Olsztynie, Poznaniu, Rzeszowie, Bydgoszczy, Włocławku zgłoszeń jest wedle naszych ustaleń mniej więcej tyle co w roku ubiegłym.
Niektórzy rektorzy seminariów liczą na to, że przeszkody w złożeniu dokumentów do seminarium mogą nieraz być nie tyle duchowe, co techniczne. - Jest pewien problem ze świadectwami, są późno wydawane, więc ewentualni kandydaci mają mało czasu, żeby je złożyć. Dlatego liczymy na nabór wrześniowy - podkreśla rektor seminarium duchownego w Lublinie ks. Tadeusz Kądziołka.
Mimo wszystko na tle europejskim ciągle wypadamy imponująco: co czwarty kleryk w Europie jest Polakiem.