Marcin Bosacki: Co przyniósł pierwszy dzień szczytu Miedwiediew - Obama? Wess Mitchell: To był dobry dzień dla Obamy, ale jeszcze lepszy dla Miedwiediewa. Obama osiągnął wyraźnie lepszy ton w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, na czym bardzo mu zależało. Dostał zręby nowego układu rozbrojeniowego i nadzieje na współpracę Rosji w kolejnych ważnych dziedzinach, jak np. w Afganistanie.
Ale Rosjanin osiągnął więcej: powiązanie rozmów o nuklearnych systemach ofensywnych z defensywnymi, czyli z tarczą antyrakietową, uznanie roli Moskwy na Bliskim Wschodzie czy w Afganistanie, a przede wszystkim pokazanie światu, że rozmawia jak równy z równym z przywódcą
USA - wciąż, mimo kryzysu, jedynego supermocarstwa na świecie.
Co dla Miedwiediewa ważne, dostał to wszystko bez zapłacenia jakiejkolwiek ceny. Ze strony Obamy, przynajmniej pierwszego dnia, nie było jakiejkolwiek krytyki polityki Moskwy wobec Gruzji czy Ukrainy, nie było też krytyki stanu demokracji i praw człowieka w Rosji.
Trzeba zaznaczyć, że na razie konkretów nie ma zbyt dużo - nawet nie ma porozumienia o redukcji broni strategicznych, jedynie deklaracja intencji, a poziom redukcji arsenałów jest niewielki. Ale ekipa Obamy od początku podkreślała, że nowy układ START ma być tylko początkiem szerszej współpracy USA - Rosja na wielu polach. To, czy ona się uda, pozostaje kwestią otwartą.
Co oznacza wczorajszy dzień dla przyszłości tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach? - Na razie nic. Obama, owszem, w słowach zgodził się na powiązanie rozmów o broni ofensywnej i defensywnej oraz na dalsze rozmowy z Rosjanami o systemach obrony antyrakietowej, ale nadal los tarczy wiąże z wnioskami wewnętrznej, amerykańskiej analizy tarczy, którą wciąż prowadzi jego rząd. Może to sugerować, że użyje tarczy w Polsce i Czechach jako elementu przetargowego dla uzyskania szerszego układu z Rosjanami. Obama ma wciąż w kwestii tarczy wiele opcji do wyboru.
Czy Obama, znów podkreślając, że to Miedwiediew jest prezydentem Rosji, a Putin tylko premierem, świadomie gra na podziały w tym tandemie? - To, że ekipa Obamy chce faworyzować Miedwiediewa kosztem Putina, że chce używać tego chwytu jako narzędzia w dyplomacji z Rosją, jest jasne. Waszyngton wolałby, by pozycja Miedwiediewa na Kremlu rosła. Ale wczoraj Obama popełnił moim zdaniem błąd - mówiąc o podziale władzy między prezydentem i premierem zrównał systemy rosyjski i amerykański. A powinien jasno powiedzieć coś odwrotnego - że system rosyjski dziś ma niewiele wspólnego z wolnymi wyborami i demokracją. Ta niezręczność to cios dla demokratów w Rosji.
*Wess Mitchell jest dyrektorem programowym waszyngtońskiego Centrum Analiz Polityki Europejskiej