http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co najmniej 156 ofiar zamieszek w chińskim Sinkiangu

tobi
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-07-06 12:23

Ofiarami są przede wszystkim Ujgurzy - muzułmańska mniejszość narodowa, która buntuje się przeciw dyskryminacji ze strony Chińczyków (Hanów).

Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Fot. AP
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Fot. AP
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Fot. AP
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Zamieszki w Urumczi
Fot. XINHUA REUTERS
Zamieszki w Urumczi
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Fot. AP
Zdjęcia chińskiej telewizji z zamieszek
Tragedia zaczęła się w niedzielę wieczorem, kiedy ponad 300 osób- w większości Ujgurów - zebrało się na jednym z głównych placów Urumczi (stolicy prowincji Xinjiang), aby zaprotestować przeciw dyskryminacji. Wedle niejasnych relacji, które dochodzą z Urumczi, pretekstem do demonstracji mogła być sprawa pobicia dwój Ujgurów przez Chińczyków przed dwoma tygodniami. Demonstraci mieli się domagać, aby policja nie kryła sprawców i doprowadziła do ich procesu sądowego.

Walki uliczne zaczęły się prawdopodobnie od bójek Ujgurów z chińskimi kontrdemonstrantami. Potem do akcji wkroczyły chińskie służby porządkowe. Policja rozpędzała uczestników demonstracji przy użyciu elektrycznych pałek. Prawdopodobnie strzelała. Na razie z miejsca tragedii nie ma pełnych niezależnych relacji.

Władze - zgodnie z swą tradycją - oskarżają Ujgurów o sprowokowanie zamieszek oraz zarzucają im burzenie ulicznych barykad wybudowanych wokół miejsca demonstracji i napaści na Chińczyków. Jednak jest bardzo prawdopodobne, że było odwrotnie i co najmniej 140 osób zginęło, bo władze chińskie postanowiły brutalnie zdusić jakiekolwiek przejawy niezależności Ujgurów i - przynajmniej początkowo - pokojową demonstrację uznały za bunt.


Wyświetl większą mapę

Ujgurzy podobnie jak Tybetańczycy są tłamszeni przez rząd w Pekinie, a ich ziemie kolonizowane przez Hanów. Ich sprawa jest mniej znana światu, bo nie mają przywódcy na miarę Dalajlamy, a tybetański buddyzm jest atrakcyjniejszy dla Zachodu niż islam Ujgurów blisko spokrewnionych m.in. z Kirgizami. Chińskie władze od 11 września 2001 r. (czyli od ataku al Kaidy na World Trade Center) głoszą, że podobnie jak Amerykanie prowadzą wojnę z terroryzmem - tyle, że ujgurskim. To pretekst do nasilenia represji, choć istotnie niektórzy Ujgurzy przystali do radykalnych ruchów islamistycznych i terrorystycznych.

Podczas upadku ZSRR wśród mówiących językami z grupy tureckiej (m.in. Kazachowie, Kirgizi, Ujgurzy) przybrały na sile ideologie pantureckie głoszące potrzebę stworzenia niepodległych państw. W poradzieckiej Azji środkowej dokonało się wraz z rozpadem radzieckiego imperium, ale Pekin przestraszony groźbą separatyzmu wznowił wówczas ostre prześladowania Ujgurów.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':