Pomysł jest tym ciekawszy, że w sąsiedniej Rosji w środę wszedł właśnie w życie przepis zabraniający prowadzenia kasyn. Białoruskie Las Vegas ma być ulokowane na kilku hektarach ziemi niedaleko lotniska - znajdą się tam sklepy i supermarkety, salony piękności i dziecięce place zabaw. Ale najważniejsze będą kasyna.
- Chodzi o to, by mogła tam odpocząć cała rodzina. Żona do salonu piękności, dzieci do zabawek, a mąż do kasyna - tłumaczy w wywiadzie dla agencji Interfax Wasil Korzun z białoruskiego ministerstwa turystyki, które ma zbudować kompleks.
Rządowi eksperci podeszli do sprawy poważnie - przed przygotowaniem projektu odwiedzili światowe centra hazardu w Monako i Malezji. Zalecili, by kompleks miał status eksterytorialny - obcokrajowcy, którzy będą chcieli wydać pieniądze w białoruskich kasynach, nie będą musieli posiadać wizy.
Niezależni białoruscy eksperci wierzą, że najnowszy projekt Łukaszenki może się powieść. - W sąsiednich krajach ten rodzaj biznesu przeżywa ciężkie czasy i niewykluczone, że rządowi uda się przyciągnąć na przykład kapitał rosyjski - mówi nam ekonomista Jarosław Romańczuk.
W Rosji hazard przynosił budżetowi państwa miliard dolarów rocznie. Od 1 lipca działalność kasyn jest tam jednak zakazana. Podobne ograniczenie wcześniej zaczęły już obowiązywać na Ukrainie. W obydwu tych krajach legalny hazard ma się przenieść do specjalnych stref, jednak z powodu zbyt dużej biurokracji lub złej lokalizacji stref hazardu biznesmeni na razie nie spieszą z inwestycjami. A to zwiększa szanse na sukces białoruskiego Las Vegas.