http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mało chętnych do ratowania budżetu

Renata Grochal, Paweł Wroński
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-07-05 19:36

Porozumienie z opozycją i prezydentem dla ratowania budżetu proponuje premier. Opozycja odpowiada chłodno. - Już raz oszukał przy ustawie medialnej - mówi szef SLD

Donald Tusk
Fot. Thierry Charlier AP
Donald Tusk
ZOBACZ TAKŻE
W sobotę w Bytowie premier zadeklarował, że chce rozmawiać o "zwiększeniu wpływów budżetowych" z opozycją i Lechem Kaczyńskim.

Bo sytuacja polskiego budżetu jest trudna. Według Ministerstwa Finansów deficyt finansów publicznych w tym roku ma wzrosnąć z 18 do 27 mld zł. Wzrost naszego PKB w 2009 roku szacuje się na 0,2 proc., a w 2010 na 0,5 proc. Resort wskazuje na spadek dochodów z podatków PiT, CiT i VAT. I to nie koniec złych prognoz. Według szacunków spadek PKB dziesięciu państw, w których głównie lokuje się polski eksport, sięgnie nawet 6 proc. Dlatego min. Jacek Rostowski zapowiedział scenariusz zwiększenia dochodów państwa. Niewykluczone, że w przyszłym roku wzrosną podatki - nieoficjalnie politycy PO mówią o wprowadzeniu stawki 40 proc. dla najbogatszych lub podniesieniu VAT. Nie da się tego zrobić bez zgody Sejmu.

Stąd pomysł Tuska na podatkowe porozumienie. - Nie chodzi o to, żebyśmy powiedzieli, co zrobić, a później to utonęło przez weto czy opór opozycji - mówił w sobotę w Bytowie. - W najbliższych miesiącach nie trzeba będzie podejmować decyzji dotkliwie odczuwanych przez Polaków. Jednak w przyszłym roku - jeśli potwierdzi się, że przychody są mniejsze, potrzebne mogą być zmiany w niektórych daninach, akcyzie czy w podatkach. Otwarcie i uczciwe o tym powiemy.

Prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej, ale ustawy podatkowe już tak. Platforma i PSL nie mają w parlamencie dostatecznej siły, aby przełamać ewentualne weto. Musiałyby znaleźć sojusznika w SLD, a to dziś trudniejsze niż jeszcze kilka tygodni temu. Bo Sojusz jest wściekły za złamanie podobnego porozumienia w sprawie ustawy medialnej.

- Propozycja premiera jest absolutnie nieuczciwą próbą zrzucenia odpowiedzialności za fatalny stan budżetu na opozycję - mówił wczoraj "Gazecie" szef SLD Grzegorz Napieralski. Dodał, że "jak premiera zaprasza, to się nie odmawia". - Ale trudno będzie nam usiąść do rozmów, biorąc pod uwagę, że PO oszukała nas podczas prac nad ustawą medialną. Znowu może się okazać, że będziemy razem pracowali przez pięć miesięcy, a na koniec Platforma wycofa się ze wszystkich ustaleń.

Z kolei PiS od kilku miesięcy systematycznie krytykuje politykę gospodarczą premiera, a w ubiegłym tygodniu usiłował odwołać ministra Rostowskiego. Szef klubu tej partii Przemysław Gosiewski powiedział nam wczoraj że nie otrzymał jeszcze zaproszenia od Tuska. Ale jeśli ma do spotkania dojść, rząd musi powiedzieć, z czym na nie przyjdzie. - Uważamy, że zmiana podatków jest sprawą rządu i rząd powinien te zmiany zaproponować - mówi Gosiewski.

Na razie pewne jest jedno: prezydent w sprawie sytuacji budżetowej spotka się z ministrem Jackiem Rostowskim. Zapowiedział to w czasie ubiegłotygodniowej wizyty w Azerbejdżanie. Szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki w radiowej "Trójce" konkretyzował, że do spotkania mogłoby dojść we wtorek lub w środę.

Kiedy Lech Kaczyński mógłby się w tej samej sprawie spotkać z Donaldem Tuskiem? To już zagadka. Prezydent zapowiadał, że jest przeciwnikiem zwiększenia podatków, ale nie wykluczył zgody na działania ratujące budżet. Tyle że nie do końca wiadomo, które działania miał na myśli.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':