http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dla Rosji jesteście inni

Rozmawiał w Moskwie Wacław Radziwinowicz
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-07-05 15:25

Jeśli Ukraińcom czy Białorusinom uda się wprowadzenie demokracji, to dla Rosji będzie porywający przykład - mówi "Gazecie" w przeddzień przyjazdu Baracka Obamy do Moskwy wybitna rosyjska politolożka

30 czerwca, Kreml. Prezydent Dmitrij Miedwiediew ustala z Barackiem Obamą ostatnie szczegóły wizyty
Fot. RIA NOVOSTI REUTERS
30 czerwca, Kreml. Prezydent Dmitrij Miedwiediew ustala z Barackiem Obamą...
Rozmowa z Lilją Szewcową*

Wacław Radziwinowicz: Niedawno w „Washington Post” z kilkoma kolegami wezwała pani prezydenta Baracka Obamę, by w czasie zaczynającej się wizyty w Rosji nie zapomniał o tych Rosjanach, którzy chcą reform i marzą o demokracji. Co dokładnie miałby zrobić Obama?

Lilja Szewcowa: Jeśli już mam się ośmielić wystąpić w imieniu rosyjskiego liberalnego getta, to ujmę to następująco: chcemy, by Barack Obama wykazał gotowość wyjścia poza tradycyjną dychotomię w stosunkach Waszyngton-Moskwa - albo Realpolitik i wiążące się z nią uparte przymykanie oczu na to, co dzieje się w naszym kraju, albo schematyczne, banalne i głupie rozprzestrzenianie demokracji. Jako człowiek przyjmowany w świecie jako symbol przemian, Obama mógłby zaproponować nie elicie rosyjskiej, lecz społeczeństwu rosyjskiemu nowy paradygmat współpracy złożony z trzech elementów.

Po pierwsze, chodzi o współpracę w sprawach bezpieczeństwa i redukcji zbrojeń...

...to akurat, jak zapowiadają obie strony, ma być najważniejszym tematem poniedziałkowych rozmów Obamy na Kremlu.

- Oczywiście. Ale są jeszcze dwa inne elementy, o których, co mnie niepokoi, już się nie mówi. Prezydent USA, używając określenia bardzo przeze mnie szanowanego Zbigniewa Brzezińskiego, powinien tworzyć takie zewnętrzne środowisko Rosji, bo to przybliżałoby nasz kraj ku reformom.

Co to znaczy?

- Środowisko sprzyjające reformom to przybliżenie Zachodu i instytucji zachodnich ku granicom Rosji. To np. odnoszące sukcesy Ukraina, Białoruś i Mołdawia czy stabilna Gruzja. Pamiętam, jak na kijowskim Majdanie w 2004 r. Ukraińcy mówili, że jeśli Polakom się udało, to i im się uda. Oni dobrze pamiętają, jak Polacy do radzieckiego Lwowa przyjeżdżali po zapałki i jak kilka lat później Ukraińcy zaczęli jeździć do Polski do pracy. Polska stała się dla nich atrakcyjnym przykładem, wzorem wartym naśladowania.

Dla Rosji sukcesy Polski czy państw bałtyckich w ostatnich 20 latach to nie przykład do naśladowania, bo wy jesteście "inni". A Ukraińcy czy Białorusini to dla Rosjan gałęzie narodu rosyjskiego, ludzie "tacy sami" jak my.

Jeśli im się uda, to dla nas będzie to porywający przykład do naśladowania. A im się uda, jeśli ich kraje zostaną włączone do instytucji zachodnich - z Unią Europejską i NATO na czele.

Na razie nie bardzo się to udaje.

- Rosyjskie media, szczególnie te państwowe, robią wszystko, by pokazać, jak źle jest na Ukrainie. W ten sposób dowodzą, że wolność, demokracja i możliwość wyboru oznaczają rozkład, anarchię i rozpad państwa. Ale to świadczy przede wszystkim o tym, jak bardzo nasza władza boi się przykładu ukraińskiego.

A trzeci element, który pani zdaniem powinien pojawić się w moskiewskich rozmowach Obamy?

- To nacisk na rosyjskich rozmówców.

Nacisk na Rosję, która - jak to się u was mówi - właśnie powstaje z kolan? Ta Rosja żadnych nacisków nie zniesie.

- Myślę, że Obama, Angela Merkel czy inni przywódcy światowi, spotykając się z Dmitrijem Miedwiediewem czy Władimirem Putinem powinni im przypominać o tych zobowiązaniach, które Rosja wzięła na siebie, przyłączając się do grupy G8 czy Rady Europy. Jedno z nich głosi, że polityka wewnętrzna Rosji nie jest już więcej wyłącznie sprawą samej Rosji, lecz podlega ocenie z zewnątrz.

Moskwie trzeba przypominać słowo na literę d, którego tak się wstydził George Bush. On - z tego, co mi wiadomo - w swoich rozmowach z Putinem nigdy go nie użył. A przywódcom rosyjskim trzeba o demokracji przypominać. Także o wolności i o prawach człowieka.

Trudno to sobie wyobrazić. Gdyby Bush upomniał się o prawa człowieka w zwanym piekłem na ziemi Czernokozowie, Putin z dziką rozkoszą odpowiedziałby mu, że w tym obozie filtracyjnym dla Czeczenów są one przestrzegane nie mniej skrupulatnie niż w prowadzonym przez Amerykanów bagdadzkim więzieniu Abu Graib...

- Rzeczywiście. Bolesnym ciosem, dramatem dla nas, liberałów rosyjskich, jest to, że Zachód sam nie przestrzega własnych standardów. Myślę jednak, że Obama ma mocną legitymację moralną, by rozmawiać z przywódcami rosyjskimi o prawach człowieka.

Może powiedzieć, że USA przyznają się do błędów, potępiły je. Winni z Abu Graib stanęli przed sądem i zostali ukarani. Toczy się śledztwo również w sprawie więzienia w Guantanamo.

Rosyjska dyplomacja Obamy powinna być trzypoziomowa: współpraca, tworzenie impulsów skłaniających do przeprowadzenia reform oraz nacisk. Odwiedzając teraz nasz kraj, Obama powinien pokazać, że jest gotów tu rozmawiać nie tylko, jak to robili poprzedni prezydenci USA, z tradycyjnym partnerem, czyli władzą. Powinien okazać zrozumienie, że interesy elity nie są u nas zawsze zgodne z interesami społeczeństwa.

Mówię oczywiście tylko o nadziei. Może to przejaw idealizmu. Ale pewnie idealizm jest teraz potrzebny, bo poprzedni realizm polityczny w stosunkach USA-Rosja się nie sprawdził.

Kiedy w Rosji do władzy przychodzi nowy przywódca, świat bardzo chce w nim widzieć reformatora. Putinem Zachód też się początkowo zachwycał. Teraz Zachód czeka na gesty Miedwiediewa.

- To już taka tradycja. Nie tylko nasze elity, ale Zachód też przywykł żyć w kulcie jedynowładztwa w Rosji. Że wreszcie na szczycie się zjawi ktoś, kto przyniesie Rosji demokrację. Więc czemu by teraz nie wiązać ogromnych nadziei z Miedwiediewem, łowić sygnały dowodzące, że nowy prezydent chce odwilży i reform?

Ale tych sygnałów po prostu nie ma. Nie ma dowodów, że Miedwiediew dąży do zmiany pracy parlamentu, że chce dać opozycji swobodę działania. Może nie jest do tego gotowy, może nie ma ambicji. A może po prostu obawia się, że samodzielność uczyniłaby go potencjalnym samobójcą politycznym.

*Prof. Lilja Szewcowa jest jednym z najbardziej znanych politologów rosyjskich. W latach 90. wykładała na wielu uniwersytetach w USA i Europie Zachodniej, dziś jest czołowym ekspertem moskiewskiego Ośrodka Carnegie

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 75 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':