http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tak czy owak, winny Jaruzelski

Wojciech Czuchnowski
2009-07-04, ostatnia aktualizacja 2009-07-03 23:20

IPN każe nam wierzyć w notatkę SB, że Jaruzelski kazał zestrzelić uciekającego z Polski samolotem bohatera. Ale ta sama notatka robi z niego złodzieja


Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Znaleziono dokument potwierdzający, że decyzję o zestrzeleniu polskiego samolotu w 1975 r. nad Czechosłowacją wydał ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski - ogłosił w czwartek IPN.

Chodzi o notatkę sierżanta Służby Bezpieczeństwa Czesława Sobkowiaka. Dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN Łukasz Kamiński nazywa go "oficerem" i podkreśla, że "stopień wiarygodności notatki jest duży" i "nie ma podstaw, by podważać notatkę i zawarte w niej informacje".

Sobkowiak 16 lipca 1975r. pełnił dyżur w sekretariacie szefa SB we Wrocławiu. Tam dotarła do niego informacja o zestrzeleniu nad Czechosłowacją polskiego cywilnego samolotu AN 2, którym uciekał na Zachód Dionizy Bielański, instruktor lotnictwa z Opola. Pilotowany przez niego rolniczy dwupłatowiec do opryskiwania pól nie miał szans w starciu z dwoma czeskimi migami 21. Próbowały go zatrzymać strzałami ostrzegawczymi, ale gdy nie chciał wylądować, zestrzeliły niedaleko granicy z Austrią.

W odręcznej notatce sierżant Sobkowiak pisze, że od dyżurnego bezpieki w Krakowie dostał informację, że "samolot został zestrzelony na polecenie Ministra Obrony gen. W. Jaruzelskiego".

Zanim IPN ujawnił notatkę, o rozkazie Jaruzelskiego opowiadał czeskiej i słowackiej prasie Vlastimil Navratil -pilot miga i wykonawca egzekucji na dwupłatowcu. Teraz IPN ogłasza, że znalazł dowód winy Jaruzelskiego - wiarygodny, bo na piśmie. Dyżurny wrocławskiej SB zawarł w notatce więcej faktów niż tylko ten o Jaruzelskim. W dotychczasowych publikacjach Bielańskiego przedstawiano jako uchodźcę politycznego prześladowanego przez SB, proponowano postawienie mu pomnika. Ale u sierż. Sobkowiaka czytamy: "Na Bielańskiego oraz dwie inne osoby, które przebywają w areszcie, prowadzona jest sprawa prawdopodobnie za nadużycia gospodarcze - bliższych danych brak".

A więc według esbeka Bielański to nie uchodźca, lecz przestępca gospodarczy próbujący umknąć przed odpowiedzialnością karną.

O ucieczce Bielańskiego powstało sporo artykułów, TVN nakręcił film. Nigdzie nie informowano, że pilot był podejrzany o nadużycia. Jeżeli zatem notatka sierżanta jest twardym dowodem winy Jaruzelskiego - a przecież dla IPN "ma duży stopień wiarygodności", nie można jej podważać... - to powinna być tak samo mocna w kwestii Bielańskiego.

Ale naprawdę ani w jednej, ani w drugiej sprawie nie jest to żaden dowód. Siedzący w zaciszu wrocławskiej komendy sierż. Sobkowiak równie dużo mógł wiedzieć o tym, kto wydał rozkaz zestrzelenia samolotu, jak i o tym, co robił przed ucieczką pilot. Notatka jest wewnętrznym raportem z dyżuru, jakich tajne służby sporządzały tysiące. Nie były one przeznaczone dla sądu ani prokuratury, więc często zawierały przypuszczenia lub niesprawdzone i jednoźródłowe informacje, potem dopiero weryfikowane.

Dyr. Kamiński z IPN żadnej krytyki źródeł nie robi. Nic nowego. IPN esbeckie brudnopisy regularnie traktuje jak niepodważalne prawdy. W tym przypadku, by dokopać Jaruzelskiemu, przy okazji niszczy dobrą pamięć o zabitym pilocie.

Dionizy Bielański z lotniska pod Bochnią wystartował o godz. 14. Czeski pilot strącił go o 15.56. Czy w połowie lat 70. ub. wieku było możliwe, by w tak krótkim czasie sprawa ucieczki małego samolotu mogła oprzeć się aż o ministra obrony? Czy też decyzje podejmował wtedy ktoś z dowództwa wojsk lotniczych, bo Jaruzelski po prostu by nie zdążył? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy.

Według pilota Navratila na polecenie polskiej strony powoływał się jego przełożony, nieżyjący już gen. Josef Marusak. Navratil mówił w kwietniu dziennikowi "Mlada Fronta Dnes", że trzy razy żądał potwierdzenia rozkazu, bo zestrzelenie cywilnego samolotu należącego do jednego z krajów socjalistycznych nie było zgodne nawet z ówczesnym prawem.

Czesi, a za nimi IPN, każą nam wierzyć, że szef MON w PRL mógł wydawać rozkazy armii "bratniego kraju". Dla każdego, kto zna realia sojuszu wojskowego, czyli Układu Warszawskiego - zwłaszcza historycy IPN powinni je znać - jest oczywiste, że to nieprawda. Taki rozkaz mógł paść tylko zM oskwy. Polacy mogli przekazać Czechom sygnał, że uciekający samolot wkroczył w ich obszar powietrzny i chcą, by go zestrzelono. Jeśli tak było, to Jaruzelski ponosi za to odpowiedzialność polityczną.

Ostateczną decyzję o zestrzeleniu podjęli Czesi. Zapewne nawet nie wiedząc, ile osób jest na pokładzie. AN 2 mógł zabrać nawet 12 pasażerów. Dziś Czesi obarczają winą stronę polską. A IPN to kupuje, bo chodzi o Jaruzelskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 178 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':