Walka z nielegalną imigracją była jedną z głównych obietnic centroprawicowej koalicji Berlusconiego podczas wyborów parlamentarnych w 2008 r. Włoski parlament po wielomiesięcznych debatach zatwierdził w czwartek surowe przepisy, które abp Agostino Marchetto z papieskiej rady zajmującej się migracją publicznie nazwał łamaniem praw człowieka oraz "demonizowaniem obcych".
Nowe regulacje, których część rząd już wcześniej wprowadził za pomocą dekretów, należą do najostrzejszych w Europie. Nielegalny pobyt na terenie Włoch został uznany za przestępstwo karane grzywną do 10 tys. euro, a czas przymusowego pobytu w ośrodkach, gdzie bada się prawny status imigrantów, wydłużono z 2 do 6 miesięcy. Aby zniechęcić Włochów do pomagania lub zarabiania na nielegalnych przybyszach, parlament wprowadził też karę do trzech lat więzienia za wynajmowanie im mieszkań.
W "trosce o bezpieczeństwo obywateli" ustawa pozwala burmistrzom na powoływanie ochotniczych straży obywatelskich, które będą pomagać policji. Sęk w tym, że we Włoszech takie straże silnie kojarzą się z okresem międzywojennym, kiedy do ich tworzenia zachęcali zwolennicy Benita Mussoliniego.
Kiedy przed kilkoma miesiącami pierwsze patrole straży zaczęły pojawiać się na północy Włoch, media odkryły, że organizują je grupy postfaszystowskie celujące w tropieniu imigrantów. Członkowie straży planowali nawet ozdobienie uniformów faszystowskimi naszywkami.
Najostrzejszą krytykę katolickich mediów i części biskupów wywołuje jednak wprowadzenie wymogu przedstawiania włoskiego dowodu osobistego lub zezwolenia na pobyt przy niemal każdym kontakcie z włoskimi urzędami. W efekcie nielegalni imigranci nie będą już mogli bez ryzyka szybkiej deportacji zarejestrować urodzin dziecka czy skorzystać z pomocy lekarskiej. Mogą mieć też problemy z posyłaniem dzieci do szkół. - Nie wiem, co prócz ogromnego bólu mogą przynieść takie przepisy - mówił wczoraj abp Marchetto.
Nowa ustawa nakłada też na pracowników sektora publicznego obowiązek donoszenia policji o nielegalnych imigrantach. Pod silnym naciskiem Kościoła, organizacji praw człowieka i opozycji posłowie zwolnili z tego zadania wyłącznie lekarzy i dyrektorów szkół. Biskupi od dawna uprzedzali, że donosić nie będą też księża pracujący np. w ośrodkach pomocy społecznej.
- Nie chcemy wnikać w szczegóły prawa stanowionego przez władze świeckie. Niemniej
Włochy nie mogą wykręcać się od obowiązku pomagania tym, którzy o to proszą. Także, gdy pochodzą spoza naszego kraju - ogłosił niedawno rzecznik przewodniczącego włoskiego episkopatu kard. Angela Bagnasco.
We Włoszech żyje 500 tys. nielegalnych imigrantów, a tylko w 2008 r. przybyło ich kolejne 36 tys. Strach przed imigrantami u dużej części włoskiego elektoratu jest na tyle silny, że koalicja Silvia Berlusconiego nie boi się nawet ostrych utarczek z biskupami w tej sprawie. - Niech nam nie prawią kazań. Co chrześcijańskiego jest w tolerowaniu tłumów imigrantów mieszkających pod mostami i handlujących narkotykami? - mówił wczoraj senator partii premiera Maurizo Gaspari.
Wcześniej jego koledzy drwiąco doradzali biskupom, by pozwolili zamieszkać imigrantom niechcianym przez Włochy w Ogrodach Watykańskich.