Śledztwo w tej sprawie
IPN prowadzi od kilku lat. 16 lipca 1975 r. Dionizy Bielański, instruktor lotniczy i pracownik nadleśnictwa w Niepołomicach, porwał z lotniska w Bochni koło Krakowa samolot AN-2 należący do Zakładu Usług Agrolotniczych. Chciał nim dolecieć do Austrii i tam najprawdopodobniej poprosić o azyl. Dwie godziny później samolot został zestrzelony przez czeski odrzutowiec myśliwski MiG-21. Wcześniej czechosłowaccy piloci próbowali strzałami ostrzegawczymi zmusić Bielańskiego do lądowania. Zestrzelono go tuż przed granicą austriacką.
Śledztwo zaczęło się po zeznaniach pilota MiG-a Vlastimila N., który po latach stwierdził, że wykonywał rozkaz, a polecenie zestrzelenia samolotu wydały polskie najwyższe władze wojskowe - konkretnie gen. Jaruzelski, wtedy szef
MON. Poza relacją pilota nie było na to żadnych dowodów. Jaruzelski w wydanym w kwietniu tego roku oświadczeniu napisał, że nie pamięta sprawy zestrzelenia polskiego samolotu. Zaznaczył, że "ani pilot nie był osobą wojskową, ani samolot AN-2 nie należał do lotnictwa sił zbrojnych". Podkreślał że "zależy mu na pilnym wyjaśnieniu sprawy".
Tymczasem w archiwach pozostałych po wrocławskiej
SB znaleziono zrobioną w dniu zdarzenia notatkę sierżanta SB Czesława Sobkowiaka, który pełnił wtedy dyżur. "Po telefonicznym połączeniu się z dyżurnym SB w Krakowie otrzymałem informację, że samolot zestrzelony został na terenie Czechosłowacji, na polecenie Ministra Obrony gen. W. Jaruzelskiego" - czytamy w notatce. Dla IPN ten dowód jest mocny. - Znaleziono dokument potwierdzający, że decyzję zestrzelenia polskiego samolotu wydał ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski - mówi PAP o notatce dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN Łukasz Kamiński.
Z gen. Jaruzelskim nie udało nam się wczoraj skontaktować. Dziennikarzowi
TVN 24 powiedział, że jest już stary i nie pamięta wydarzeń sprzed ponad 30 lat.