W przesłaniu, które rosyjski prezydent zamieścił wczoraj na swym wideoblogu, Miedwiediew przyznaje, że stosunki między Moskwą i Waszyngtonem w ostatnich latach stale się pogarszały i "o mało co nie stoczyły się do poziomu znanego z czasów zimnej wojny". Jednocześnie podkreśla, że dostrzega u Obamy wolę odnowienia współpracy między Rosją i Ameryką. - Też tego bardzo chcemy! - zapewnia.
Celem moskiewskiej wizyty Obamy jest skonkretyzowanie obietnicy "zresetowania stosunków", jaką szefowie dyplomacji obu krajów złożyli w marcu, naciskając atrapę wielkiego czerwonego guzika podczas spotkania w Genewie. - Nie spodziewałbym się przełomu. Nie ma mowy o żadnym prawdziwym resetowaniu, lecz raczej powolnej przebudowie. I o wyzbyciu się agresji - ostrzega jednak James Collins z Moskiewskiego Centrum Carnegie.
Sukcesem wizyty Obamy powinno stać się ogłoszenie wstępnych warunków nowego traktatu rozbrojeniowego, który zastąpi układ START wygasający z końcem tego roku.
Administracja George'a Busha długo ociągała się z negocjacjami nowego porozumienia, bo nie chciała wiązać się nowymi traktatami z Rosją. Kiedy zaś Biały Dom zmienił pogląd w tej sprawie, negocjacje trafiły na pułapki zastawiane przez ówczesnego prezydenta, a dziś premiera Władimira Putina, który stawiał Amerykanom żądania m.in. w sprawie rezygnacji z budowy tarczy antyrakietowej i zablokowania rozszerzania NATO.
Choć i podczas poniedziałkowego szczytu nie obędzie się bez retorycznych sporów o tarczę, do której Obama i tak nie ma przekonania, to Kreml zdaniem rosyjskich dyplomatów nie chce już łączyć negocjacji rozbrojeniowych ze sprawą tarczy.
O ile START przewidywał górny limit głowic jądrowych w stanie gotowości bojowej na 6 tys., a traktat moskiewski z 2002 r. (SORT) na 1,7-2,2 tys., to nowa umowa celuje ponoć w próg poniżej 1,5 tys. głowic. Urzędnicy rosyjskiego
MSZ mówili też niedawno o "zaskakująco szybkim postępie" w sprawie traktatu o broni konwencjonalnej w Europie (CFE) nakładającym limity ciężkiego sprzętu m.in. na rosyjską armię w obwodzie kaliningradzkim.
Wskutek sporów z Amerykanami
Rosja ogłosiła w 2007 r. moratorium na stosowanie tego traktatu, ale - wszystko na to wskazuje - kompromis jest bliski.
Prezydentura Obamy, którego dyplomacja wyraźnie obniżyła aktywność
USA na obszarze poradzieckim, oraz światowy
kryzys gospodarczy, który przytarł nosa Rosjanom, nie anulują jednak starych rosyjsko-amerykańskich sporów m.in. o strefę wpływów Kremla na Zakaukaziu, w Mołdawii, Gruzji i Azji Środkowej.
- Rosyjskie elity nie czują się winne za zapaść w relacjach z USA. Myślą: "Zawinił Bush, a przyszedł chyba lepszy Obama. Jeśli chce coś poprawiać, to mu pozwólmy. My nie musimy jednak niczego zmieniać" - mówi Fiodor Łukianow, naczelny pisma "Rossija w Głobalnoj Politikie".
Dlatego Rosjanie zapewne obiecają Obamie zwiększenie pomocy dla tranzytów NATO do Afganistanu, ale wciąż będą oficjalnie bagatelizować zagrożenie ze strony programu atomowego Iranu.