Samolot leciał z Jemenu na Komory. Mieszkająca w Marsylii Bahia, której rodzina wywodzi się z Komorów, nie potrafi przypomnieć sobie szczegółów katastrofy. Mówi, że wyrzuciło ją z maszyny, a potem zobaczyła ciemność. Wyłowiono ją z Oceanu Indyjskiego 13 godzin po wypadku, kiedy dryfowała między resztkami rozbitego airbusa A310.
Lekarze szpitala w komoryjskiej stolicy Moroni nie zdradzają stanu jej zdrowia. Na jej pytania o matkę, która leciała tym samym samolotem, kłamią, że również uszła z życiem i jest leczona w pokoju obok. - Na razie musimy oszczędzić jej nowych wstrząsów. Niech najpierw stanie na nogi - tłumaczą lekarze.
Wciąż nie są znane przyczyny katastrofy, do której doszło ok. 15 km od wyspy Njazidja (Wielkiego Komoru). Komoryjscy urzędnicy ogłosili wczoraj rano odnalezienie czarnych skrzynek, ale potem informację tę zdementował francuski rząd (ponad 60 pasażerów miało obywatelstwo Francji). Jest bardzo prawdopodobne, że zawiniły linie lotnicze Yemenia, które lekceważyły przepisy bezpieczeństwa i niewłaściwie serwisowały 19-letniego airbusa. Właśnie z tego powodu maszyna miała zakaz lotów do Francji. Być może zostanie on rozciągnięty na wszystkie samoloty Yemenii.
Źródło: Gazeta Wyborcza