http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pedofil bez nadzoru i bez leczenia

Marcin Kącki
2009-07-02, ostatnia aktualizacja 2009-07-02 07:47

Na wolności jest ponad 7,6 tys. osób podejrzanych o pedofilię

Jeden z ponad stu polskich pedofilów zatrzymanych w policyjnej akcji
Fot. MATERIALY OPERACYJNE POLICJI
Jeden z ponad stu polskich pedofilów zatrzymanych w policyjnej akcji...
Wyliczenia oparliśmy na danych policji i służby więziennej. Seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz: - Te liczby powinny być przestrogą, bo nic się nie zmienia, leczenie pedofilów pozostaje mrzonką.

Policja co miesiąc zatrzymuje 40-50 osób, które ściągają z internetu materiały pedofilskie i zoofilskie. I prawie 100 osób, które molestują dzieci. Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect: - Wydawać by się mogło, że na ulicach jest coraz mniej pedofilów, ale to nieprawda. Są ci sami.

W ostatnich dziesięciu akcjach policja zatrzymała prawie 500 osób za posiadanie pornografii dziecięcej. Za kratami siedzi 20. A więc 95 proc. zatrzymanych wyszło po przedstawieniu zarzutów. Na proces czekają na wolności.

Podczas jednej z ostatnich obław policja zatrzymała pracownika budowlanego z Opola kilka miesięcy temu zatrzymanego za to samo.

- Oni oglądają pornografię dziecięcą, ale nie oznacza to, że nie są groźni. To tzw. preinicjacja. Za chwilę internet im nie wystarczy i zaatakują w realu - mówi prof. Lew-Starowicz, który stworzył pierwszą w Polsce specjalizację z leczenia pedofilii.

Trzy przykłady z realu

Roberta K. w grudniu 2004 r. przyłapano w Pułtusku, gdy obmacywał 9-letniego chłopca i 10-letnią dziewczynkę. Sąd wymierzył mu trzy lata i trzy miesiące odsiadki. Biegli piszą: dojrzałość psychoseksualna na poziomie dziecka, osobowość prymitywna.

W marcu 2008 r. wychodzi na wolność. Wraca do domu w miejscowości Komarówek na Podlasiu. W pobliskiej szkole zakrada się do toalety. Siłą rozbiera dwóch 7-latków. Zatrzymany przez policję dostaje nowy wyrok - cztery lata.

Oskarżeni w głośnej sprawie pedofilów z Dworca Centralnego w Warszawie molestowali kolejne dzieci w trakcie procesu, bo odpowiadali z wolnej stopy.

Wojciech K., duchowny Kościoła polsko-katolickiego, razem z innymi pedofilami z dworca został zatrzymany w 2002 r. Wyszedł z aresztu po dwóch latach. Odpowiadał z wolnej stopy, przez cztery lata nie skazano go prawomocnie. W 2006 r. jego ofiarą padł 15-latek, molestował chłopca co najmniej 50 razy. Dopiero w 2007 r. sąd skazał Wojciecha K. na trzy lata więzienia, a za molestowanie 15-latka dołożono mu jeszcze rok i dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Wyjdzie w 2011 r.

Prawie wszyscy skazani z Dworca Centralnego wyszli z aresztu przed wyrokiem. 51-letni Włodzimierz P., czekając na prawomocny wyrok, zgwałcił w Szczecinie 17-latka.

Sędzia Jacek Łabuda tłumaczy, że nie mógł dłużej trzymać ich w areszcie: - Gdybym miał wybór: wypuścić ich lub skierować na przymusowe leczenie, wybrałbym leczenie. Ale wtedy nie można ich było przymusowo leczyć. A brak terapii to główny powód recydywy.

Nie zajmuje się nimi nikt

W bazach policyjnych jest 8,6 tys. osób, którym postawiono zarzuty z art. 200 kodeksu karnego, czyli pedofilii. Prawie 500 było zatrzymywanych więcej niż raz.

Odjęliśmy tych, którzy siedzą za kratami, czyli 960 osób. Wynik - 7,6 tys. jest na wolności.

Prof. Lew-Starowicz: - Mogą być zagrożeniem, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba, która zetknęła się z pedofilią, do tego wróci.

Prof. Zbigniew Izdebski, również seksuolog: - Skoro nie wiemy, co robią na wolności, bo nie są monitorowani ani leczeni, to nie wiemy, jaka część z nich jest realnym zagrożeniem.

Jarosław Kończyk, szef wydziału zwalczania pedofilii Komendy Głównej Policji: - Nie liczyliśmy tego, bo skupiamy się na tym, by pedofilów łapać. Nie mamy instrumentów prawnych, by potem się zajmować tymi, którzy wyjdą.

Zdaniem prof. Lwa-Starowicza ludzie ci powinni zostać zbadani, bo inaczej prawdziwej skali zagrożenia nie poznamy: - Na wolności są poza wszelką kontrolą. Niektórzy zasypują mnie prośbami, by pomóc im się leczyć, ale w Polsce nie ma odpowiednich ośrodków.

Pedofile zgłaszają się też do Jakuba Śpiewaka z fundacji Kidprotect: - Ale znam ledwie kilka osób, które prowadzą taką terapię.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':