http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chiny opóźniają Zieloną Tamę

Maria Kruczkowska
2009-07-02, ostatnia aktualizacja 2009-07-01 17:37

Kontrowersyjny filtr na dostęp do niektórych stron w internecie, który od wczoraj miały mieć wszystkie sprzedawane w Chinach komputery, na razie nie będzie instalowany.

Serwisy społecznościowe są wszędzie, a jeśli ich gdzieś nie ma, to na pewno wkrótce będą
Fot. sxc.hu
Serwisy społecznościowe są wszędzie, a jeśli ich gdzieś nie ma, to na pewno...
Chińscy internauci świętowali wczoraj tę wiadomość jako swoje zwycięstwo nad cenzurą po kilkutygodniowej batalii w oficjalnych mediach i w sieci. W jednym z modnych pekińskich klubów 200 blogerów i artystów ubranych w koszulki wyszydzające filtr o nazwie Zielona Tama urządziło całodzienne party. - Rząd strzelił sobie samobója, bo do boju ruszyli młodzi ludzie - mówił artysta i bloger Ai Wei Wei.

Oficjalnie filtr miał chronić młodzież przed pornografią, ale nikt nie miał złudzeń, że posłuży też do blokowania dostępu do stron niewygodnych dla władz.

Potwierdzili to naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Michigan. Ogłosili również, że dzięki Zielonej Tamie można łatwo przejąć komputer z zewnątrz.

Filtr w imieniu rządu dostarczała producentom komputerów jedna z chińskich firm - oczywiście za odpowiednią opłatą. Zagraniczni producenci stanęli przed kłopotliwym wyborem: zainstalować filtr i stać się narzędziem chińskiej cenzury czy też stracić dochodowy rynek. W końcu 22 izby handlowe i koncerny reprezentujące głównych dostawców technologii do Chin wystąpiły z bezprecedensowym apelem do premiera Wen Jiabao, prosząc o zmianę decyzji w sprawie Zielonej Tamy. Interweniował też amerykański rząd i UE - ta ostatnia oskarżyła Pekin o stosowanie protekcjonizmu.

Na Zachodzie podejrzewano, że oprócz zadań cenzorskich Zielona Tama ma bowiem pomóc w wypchnięciu z rynku zagranicznych producentów i wzmocnieniu pozycji krajowych firm, bardziej posłusznych władzom.

Czy to już koniec Zielonej Tamy? To nie jest pewne. - Jej wprowadzenie tylko opóźniono, więc niewykluczone, że po jakimś czasie rząd wróci do tego pomysłu - mówi niezależny prawnik Liu Xiaoyuan.

Nie jest tajemnicą, że Pekin wciąż obawia się, iż pełny dostęp do internetu może źle się dla niego skończyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':