Zadaj pytanie dr Alicji Długołęckiej, seksuolożce. wysokieobcasy_redakcja@gazeta.pl
>
Zaproponowała pani, żebyśmy poszły do dwóch sex-shopów i zobaczyły, co ciekawego mają dla kobiet. Pierwszy to Beate Uhse. Klasyczny sex-shop. Firma znana i ceniona na całym świecie. Wybrałam na nasze odwiedziny sklepik na Marszałkowskiej przy kinie Bajka i drugie miejsce o zupełnie innym charakterze - Horn & More na Koszykowej. Porównamy ich oferty. No to wejdźmy. Jestem ciekawa pani pierwszych wrażeń.
Wygląda jak sklep z zabawkami. Kolorowo, różowo, natłok plastiku. Przy wejściu półki z bielizną. Podoba się pani?
Nie. A pani? Widzę, że nasza rozmowa przybiera charakter trochę osobisty... Szczerze, nie bardzo. Ale przypatrzmy się dokładniej, co pasuje do naszej kobiecej wrażliwości. O, tu są fajne rzeczy, choć podejrzewam, że nie są nadzwyczajnej jakości i że trudno byłoby trafić tymi haftowanymi minimotylkami akurat tak, żeby przykryły sutki - wątpię, czy przy jakiejkolwiek formie aktywności one się tam utrzymają. Ale trochę ładnych rzeczy by się tu znalazło. Podoba mi się to body w paski.
Mamy tu trochę zwykłej seksownej bielizny i trochę stricte erotycznej, np. biustonosz z dziurami w miejscu piersi. To, co się normalnie przykrywa, ta bielizna odkrywa. Ale również interesujące pończochy z podwiązkami za 9 zł. Podoba mi się, że nie ma tu dyskryminacji pod względem rozmiaru, jest nawet XXL.
Płynnie przechodzimy do strojów dla catwoman - kombinezonów z czarnego lateksu, minispódniczek z wiązanymi gorsetami, body z zamkiem błyskawicznym w kroku, czapek z łańcuchami.
Atmosfera sado-maso. Przy tych przebraniach zawsze moją wątpliwość budzi aspekt praktyczno-zdrowotny, bo to są koszmarnie potliwe ubrania. To stroje, które mają się kojarzyć z subkulturą policyjną i z death angels na motorach. Kobiety dominujące - choć rozmiary tych ubrań są małe jak na dominy, które często są dość duże, zwłaszcza w biuście. Przyjemniejsze, ale też strasznie drogie byłyby wdzianka ze skóry.
Bo tu staniczek z lateksu kosztuje 119 zł, sukieneczka 219 zł, gorset sznurowany z suwakiem 299 zł, kombinezon 569 zł. Do tego mamy różne obroże.
Taka z kolcami za 759 zł! Droga. Jest też kaganiec. Zaskakująca jest dla mnie skórzana maska jak dla Kaspara Hausera. Sztuczne włosy na czubku i suwak na ustach. O! Tylko 159 zł. Czy jak mąż założy coś takiego, to żona nie umrze ze śmiechu?
Mnie to też śmieszy, chociaż równocześnie mam skojarzenia z takimi sytuacjami partnerskimi, które mogłyby zniesmaczyć, przygnębić albo pozbawić poczucia sensu... Pamięta pani "Gorzkie gody" Polańskiego? Ale tam maski były świńskie. Takie maski, jakie widzimy, podobnie jak te weneckie w dawnych czasach, mogą mieć swój smaczek na tajemnych spotkaniach, gdy ktoś nie chce zostać rozpoznany. Ale nie jestem pewna, czy stały partner może się nagle za sprawą takiej maski przeobrazić w oczach swojej partnerki w dzikusa... Czy to, że założy maskę, sprawi, że ona naprawdę go w nim zobaczy? Łatwiej to sobie wyobrazić w przelotnych relacjach... Kobieta, która spotyka kogoś, kogo nie zna, i może odgrywać kogoś innego, uwypuklając pewne swoje cechy, np. jeśli ona odkrywa, że w relacji lubi dominować, to będzie te cechy eksponować. I może użyć różnych rekwizytów. Jej nieznajomy partner nie widział jej przecież, jak pisze biznesplan albo gotuje
obiad czy wychowuje dzieci. Staje się wtedy dla niego magiczną boginią seksu o skłonnościach do dominacji.
A ostatnio mówiła pani, żeby w stałym związku się wzajemnie zaskakiwać. Czyli taka maska powinna być dobrym sposobem na urozmaicenie małżeńskiej rutyny. Budzi to moją wątpliwość. Oczywiście tak bywa, ale rzadko. Częściej to jest gra, do której potrzebna jest pewna doza obcości. A czy pani ma jakieś skojarzenia seksualne? Czy te rzeczy są według pani zabawne, czy raczej budzą lęk?
Śmieszność. Np. taki zestaw 'medical play kit' do zabawy w lekarza. Jak bardzo trzeba być znudzonym tradycyjnym seksem, żeby się bawić w pielęgniarkę obwieszoną łańcuchami, która robi sztuczny zastrzyk? Znów podkreślę, że oczywiście takie zabawy zdarzają się w stałych związkach, ale w pielęgniarkę i pacjenta będą się raczej bawić ludzie w relacjach zdystansowanych, tak jak w psa i jego panią. Potem trudno by było przestawić się na partnerską dyskusję o zebraniu w szkole albo czule patrzeć sobie w oczy.