- Nie mamy planu B, bo czekamy na decyzję prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówi "Gazecie" Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), szefowa sejmowej komisji kultury. - Będziemy planować, jak powie, co zrobi.
Prezydent ma czas do 18 lipca i trzy możliwości: podpisać ustawę (raczej wykluczone), skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego (mało prawdopodobne) i zawetować (bardzo możliwe).
Ustawa może trafić do kosza, jeśli weto Kaczyńskiego poprze zawiedziona lewica. Czemu zawiedziona? Bo w zeszłą środę premier Donald Tusk nieoczekiwanie zerwał porozumienie medialne z
SLD i
PSL. Poprosił posłów PO, by przyjęli poprawkę Senatu, która wykreślała limit pieniędzy przeznaczanych co roku na
TVP i
Polskie Radio (
KRRiT miała wpisywać do projektu budżetu minimum 938 mln zł). Miały one zastąpić likwidowany ustawą abonament. Tusk uznał, że w kryzysie TVP i PR nie mogą mieć gwarancji tak dużych pieniędzy.
Chaos - tak najkrócej można opisać przyszłość mediów publicznych, gdy ustawa przepadnie. Bo czeka je:
Niepewna kasa. TVP i Polskie Radio będą się musiały utrzymywać z abonamentu, który od 2007 r. - gdy PO zapowiedziała jego likwidację - maleje. Wedle prognoz KRRiT w tym roku wpływy mają wynieść ok. 652 mln zł. Ale w kwietniu wpływy w stosunku do prognoz były mniejsze o blisko 15 proc. W maju - o 7 proc.
Brak rad nadzorczych. Kadencja obecnych wygaśnie lada chwila. Wczoraj minister skarbu zarządził miesięczną przerwę w walnym zgromadzeniu, co pozwoli wydłużyć kadencje o ten czas. Ale od 1 sierpnia obie spółki zostaną bez rad nadzorczych.
Ich wybór to ustawowy obowiązek KRRiT, w której trwa pat. Do podjęcia decyzji potrzeba 4 z 5 głosów. Trzech PiS-owskich członków nie jest w stanie się jednak dogadać z dwoma z LPR i Samoobrony. Brak rady nadzorczej oznacza brak niektórych decyzji (personalnych, finansowych). No i konsekwencje polityczne: we wrześniu do zarządu TVP wróci PiS-owska trójka prezesów: Andrzej Urbański, Sławomir Siwek i Marcin Bochenek. Kończy się zawieszenie, a nie będzie rady nadzorczej, która mogłaby ich ponownie zawiesić.
Paraliż w KRRiT. Jak długo obecna, niedecyzyjna Rada będzie działać - nie wiadomo. W parlamencie od marca leży roczne sprawozdanie KRRiT. Jego odrzucenie przez Sejm, Senat i prezydenta oznaczałoby jej automatyczny koniec. Ale do tej pory Sejm się sprawozdaniem nie zajął. Dopiero wczoraj marszałek Sejmu skierował je do komisji kultury. Teraz Sejm ma trzy miesiące na jego rozpatrzenie. PO jednak nie chce powoływać nowej KRRiT wedle obowiązującej ustawy o RTV, bo tam właśnie zapisano decydowanie większością aż 4 z 5 głosów. - Gdyby teraz wybrać nową KRRiT, weszło by do niej dwóch ludzi z rekomendacji prezydenta, a trzech - parlamentu. I konflikt gotowy - mówi Śledzińska-Katarasińska.
Co można zrobić w tej sytuacji? Prof. Tadeusz Kowalski (autor pierwszego projektu ustawy medialnej) zaproponował: szybka nowelizacja ustawy o abonamencie, by uszczelnić jego zbieranie i ustawy o RTV, by KRRiT mogła decyzje podejmować większością 3 głosów. - Dobre pomysły, ale niewykonalne - mówi Katarasińska. - Wystarczy, że prezydent skieruje do Trybunału te nowelizacje. Tam utkną na miesiące. A to najbardziej prawdopodobne, bo prezydentowi zależy na powrocie do władzy w TVP Urbańskiego i Siwka.
Los ustawy i mediów publicznych zależy więc od Pałacu. Od piątku prezydent prowadzi konsultacje. Wczoraj ostatnim jego gościem był szef Sojuszu Grzegorz Napieralski. Niespodziewanie przekonywał go do podpisania ustawy. Podobnie jak szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. Jego zdaniem prezydent powinien ustawę podpisać, a wtedy PSL z PiS i SLD mogliby przegłosować w budżecie na 2010 r. "odpowiednie środki na przetrwanie mediów publicznych".