http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mama zaginęła w akcji

Aleksandra Lewińska, Emilia Iwanciw
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-06-30 16:02

Czasem syn wchodzi mi na ręce i chce possać mleko z męskiego cycka

 Marta i Kuba z ojcem  na placu zabaw
Fot. Krzysztof Szatkowski
Marta i Kuba z ojcem na placu zabaw
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Darek, Marta i Kuba. W sukienki się nie przebieram

- Marta przez rok chowała się w kącie i kwiliła, że tęskni za mamą. Prosiła, żebym poszedł do miasta i pukał od domu do domu, aż na nią trafię. Płakałem razem z nią.

Ewa zostawiła Darka i dwójkę dzieci trzy lata temu. Kuba miał rok, Marta - trzy lata.

Spotykamy się z całą trójką w ich domu na peryferiach Bydgoszczy. Darek, wysoki, spokojny grafik komputerowy, krząta się po kuchni. Dzieci już w piżamach, ale nie chcą spać. Kuba chowa się przed nami pod stołem.

- Kubuś mamy nie pamięta. Do dziś nie wiem, co mu powiedzieć. Za mały na prawdę.

- Nie dopytuje?

- Czasem miauczy, że chce do mamy i taty. Bawi się w małego kotka. Albo jak widzi bratową, która karmi piersią niemowlę, to wchodzi mi na ręce i chce possać mleko z mojego męskiego cycka I to są te chwile, kiedy rozumiem, że choćbym stanął na rzęsach, matką nie będę.

- Próbowałeś być?

- W sukienki się nie przebieram (śmiech). Daję dzieciakom tyle, ile ojciec może dać. A może dać dużo. Trochę się wkurzam czasem, że ludzi to zaskakuje. Przedszkolanki się dziwią, że dzieci czyste, ekspedientki, że kupuję włoszczyznę na rosół z dzieckiem na rękach. Boże! One myślą, że jak w domu kobiecej ręki zabraknie, to brud, syf i malaria. Bzdura. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że dzieci trzeba nakarmić i umyć - mówi i biegnie wyjąć kurczaka z piekarnika. - Dla niektórych kobiet jestem biednym chłopem, takim, co to go do piersi trzeba przytulić, dla innych - niemal bohaterem.

Nie było dla mnie problemem nauczyć się gotować. W internecie roi się od przepisów. Sztuką było nauczyć się planować. Wszystko. O której wstać, by zdążyć wyprasować dzieciom ciuszki, rozczesać włosy, zrobić śniadanie i zaprowadzić Martę do przedszkola. Po pracy biec na pierwszy autobus, by zdążyć odebrać małą z przedszkola i dobiec do domu, bo opiekunka Kubusia za chwilę ma już wolne. No i mieć w głowie kilka scenariuszy domowych bitew, znać repertuar kin i wiedzieć, na którym placu zabaw są najwyższe zjeżdżalnie. Bo bez nich to żadna zabawa. I jeszcze pamiętać o kontroli u lekarza, o kawałku szmatki i wacie, którą trzeba przynieść do przedszkola, i że obiecałem, że następny sweterek kupię w ulubionym zielonym kolorze. Jak będzie różowy - będzie ryk. Uff. Dużo tego było. Padałem na twarz.

A potem jeszcze Marta budziła się z płaczem, żeby szukać mamy. I musiałem nocami żonę przed córką tłumaczyć, że życie jej się dziwnie ułożyło, że na pewno kocha i może kiedyś przyjdzie.

Schudłem z dziesięć kilo. Potem zacząłem sobie odpuszczać. Już nie prasuję (śmiech). I tak się zaraz wszystko pogniecie. Ale do dziś są chwile, kiedy mnie trochę paraliżuje. Marta piąty raz z rzędu się zakochała. Wycinam jej te serduszka, które ona zanosi to Kevinowi, to Adasiowi, to Kacprowi. Nie wiem, czy to normalne, by sześciolatka tęskniła za kolegami. Głupieję. Nie wiem, co robić, gdy na jej majtach pojawiają się jakieś plamy. Lecieć do lekarza? Czy to normalne?

Dziś Marta już nie płacze. Czasem tylko nagle zmienia temat: a wiesz, ja jestem na mamę trochę zła, że mnie zostawiła. Babci opowiada, że tata jest mistrzem w opiekowaniu, a Kuba w bekaniu.

Stresowałem się, że dzieciaki będą wycofane, nie dogadają się z rówieśnikami, poplątane, poranione po prostu. Poszedłem do psychologa, niby z dziećmi, ale właściwie dla siebie.

Powtarzałem sobie, że nie muszę być idealnym rodzicem, bo takich nie ma. Ojcostwo to nie woskowanie samochodu, by stanąć obok i poczuć dumę z dobrze wykonanego zadania. I nigdy nie wiadomo, czy wszystko robisz dobrze. Wciąż muszę sobie przypominać, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. Że wciąż mam szansę na normalne, pełne życie.

Najchętniej pozbawiłbym Ewę praw do dzieci. Boję się, że pewnego dnia przyjedzie, weźmie je na sobotę, jak sąd nakazał, i zniknie. Ale chciałbym też, by się z Martą i Kubą spotykała, by mieli mamę. Bo rodzina bez ojca jest pełniejsza niż bez matki. Zawsze tak myślałem. Teraz też. Może dlatego, że pamiętam cierpliwość mojej matki. I ojca, który w domu zawsze był postacią drugoplanową. Ze wszystkim się szło do mamy. To ona wysłuchiwała problemów, wyczuwała smutek, radziła, nawet gdy nie prosiłem. Wydaje mi się, że matka może dać więcej, wcale nie dlatego, że się tak bardzo stara, ale po prostu dlatego, że jest. No, chyba że jest złą matką. Wtedy może naprawdę pokaleczyć.

Ewa na początku chciała zabrać Kubę ze sobą. Ale na rozprawę nie przyszła, a sąd nie uwierzył, że w agencji towarzyskiej, w której się zatrudniła, zajmuje się wyłącznie praniem. Dzieci odwiedziła jeszcze kilka razy. Potem zniknęła. Nie dzwoni, nie pisze, nie przychodzi z prezentami na święta. Alimenty płaci regularnie. Chyba jest w Niemczech.

Tego Darek dowiedział się z Naszej Klasy.

Mateusz, Magda i Ola. Nie jestem twardy

- Płaczesz?

Źródło: Duży Format
  • 198 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    90 głosów