W "Dzienniku pisanym noc±" Gustaw Herling-Grudziñski wspomina, ¿e gdyby podczas pisania mia³ przy sobie licznik, wysz³oby mu pewnie, ¿e kilkakrotnie okr±¿y³ kulê ziemsk±.
- Kiedy¶, nie pamiêtam, ile mog³am mieæ lat, obudzi³o mnie szybkie, rytmiczne bum, bum bum Niekoñcz±ce siê, niemal biegn±ce kroki. Jak na wiêziennym spacerniaku - szur szur Szur Szur - wte i wewte, wte i wewte. Bieganie prawie. W pierwszej chwili przerazi³am siê: co¶ siê sta³o. W koñcu zorientowa³am siê, ¿e to s± kroki ojca. Tak pracowa³. Chodzi³, chodzi³ godzinami, g³o¶no, szybko, maszerowa³ nerwowo. £up! £up! Taki rytm mia³ nasz dom, a ja zrozumia³am, ¿e praca ojca nie ma godzin, i to normalne, ¿e mama nie ¶pi z ojcem w pokoju. Czêsto te kroki przestawa³y chodziæ nad ranem.
Mój dom ró¿ni³ siê od domów, które zna³am u kole¿anek. Czyli sypialnia dla rodziców, pokoje dla dzieci, wspólne rozmowy choæby o b³ahostkach, ¶miech, harmider. Nasz dom by³ inny.
Ca³y czas mieszkasz w waszej rodzinnej XIX-wiecznej willi "Ruffo", z piêknym s³onecznym ogrodem, który ¿yje o ka¿dej porze roku. Przez okna do domu wpada s³odki zapach ró¿, magnolii, oleandrów.
- Pokój, w którym spa³am, by³ nad ojca gabinetem. Na górze by³a kuchnia i dwa pokoje. W jednym spa³am ja z mam±, w drugim moi bracia - Benedetto i Giulio (syn z pierwszego ma³¿eñstwa mamy). Na dole ojciec mia³ swój pokój i gabinet wype³niony ksi±¿kami, obrazami, gazetami, mapami, zdjêciami, listami. Tam stworzy³ sobie swoj± Polskê i wch³ania³ jej atmosferê. Tam koncentrowa³ siê i pisa³. D³ugo nie mog³am poj±æ: dlaczego mama ¶pi w moim pokoju. A¿ do pewnej nocy.
Ale te kilometry przez d³ugie lata ojciec pokonywa³ g³ównie w swoim gabinecie. Zanim zrozumia³am jego sytuacjê, dla mnie te¿ by³o dziwne: dlaczego ojciec nie wychodzi z domu? A je¶li - to rzadko. Z czasem sta³o siê jasne: Neapol by³ mu wrogi, ojciec czu³ siê w nim wyobcowany.
D³ugo by³ we W³oszech izolowany. W³oskie elity, sympatyzuj±ce ze Zwi±zkiem Radzieckim, unika³y go. A w komunistycznej Polsce by³ wyklêty, jak wielu ¿o³nierzy armii Andersa, którzy nie wrócili do kraju, pozbawiony polskiego obywatelstwa. Co o tym wiedzia³a¶ jako dziecko?
- Inno¶æ mojego domu polega³a te¿ na tym, ¿e ojciec nie rozmawia³ z nami ani o sobie, ani o swojej pracy. Ja od najm³odszych lat wiedzia³am, ¿e pewnych pytañ tacie siê nie zadaje. O wielu rzeczach wiedzia³am, ale to zawsze wynika³o z rozmów ogólnych w domu, dedukcji, obserwacji. Mój ojciec w niektórych ¶rodowiskach by³ nie tylko ¼le widziany, ale wrêcz zakazany. Skoro by³ antykomunist± - by³ wrogiem. Studentom polonistyki uniwersytetu w Neapolu na przyk³ad nie wolno by³o kontaktowaæ siê z moim ojcem. Mieli zakaz.
Mimo ¿e po¶lubi³ W³oszkê, twoj± mamê, nigdy nie przyj±³ w³oskiego obywatelstwa.
- Nie chcia³, bo czu³ siê Polakiem. Fakt, ¿e o¿eni³ siê z W³oszk±, nie sprawi³, ¿e nagle sta³ siê W³ochem. I mimo wielu upokorzeñ zawsze by³ z tego dumny.
Podstawowym dokumentem to¿samo¶ci twojego ojca by³ tzw. paszport nansenowski. Jako bezpañstwowiec ojciec musia³ co jaki¶ czas meldowaæ siê na policji. Wiedzia³a¶ o tym?
- Od kiedy pamiêtam, nie by³o tajemnic±, ¿e raz czy dwa razy w roku ojciec musia³ meldowaæ siê na policji. Dok³adnie go przes³uchiwano. Wiedzieli¶my - choæ nie od razu by³o to dla nas jasne - ¿e tato jest wiecznie pod kontrol± policji.
D³ugo to trwa³o?
- My¶lê, ¿e gdzie¶ do koñca lat 70., pocz±tku 80. Wtedy ojciec stopniowo zacz±³ chodziæ na te swoje s³ynne, inspiruj±ce jego twórczo¶æ spacery po Neapolu.
Wchodzi³a¶ czasem do jego gabinetu, ¿eby popatrzeæ, jak pracuje?
- Nie wolno by³o tam wchodziæ. Nigdy. To by³ pokój dla nas zakazany. Zawsze zamkniêty. Czasem na klucz.
I nie dziwi³o ciê to?
- Nie, bo nie wolno by³o taty denerwowaæ. Do dzi¶ brzmi mi w uszach ³agodna pro¶ba mamy: nie denerwujcie taty, tata jest nerwowy, uwa¿ajcie na tatê.
Na co trzeba by³o uwa¿aæ?
- Na wszystko. Ojciec by³ surowy i nieprzystêpny. By³ zamkniêty w gabinecie, zamkniêty w sobie, zamkniêty w pisarstwie.
¬ród³o: Du¿y Format