On już jest w zbiorowej wyobraźni poznaniaków. Nawet jeśli go nie wybudują, to każdy, kto popatrzy na ten komin, i tak zobaczy tam minaret
Artystka prowokatorka Joanna Rajkowska, autorka sztucznej palmy na warszawskim rondzie de Gaulle'a, chce zmienić w minaret komin starej papierni w centrum Poznania, przy skrzyżowaniu Estkowskiego i Garbar.
Minaret to wieża stojąca przy meczecie, z której muezin pięć razy dziennie nawołuje wyznawców Allaha do modlitwy. W krajach islamu zawodzący śpiew muezina wypełnia przestrzeń wokół meczetu minaretu tak intensywnie, że nie sposób zignorować religijnego przekazu.
Ale minaret w katolickiej Polsce? W Poznaniu? Po co?
Rajkowska: - Żebyśmy zaczęli rozmawiać o problemach, o których milczymy. O islamie, o pozycji kobiet w tamtej kulturze i religii, o życiu z muzułmanami. Chcę poszerzać perspektywę Poznania. Od lat wołam o różnorodność w naszym białym, homogenicznym i katolickim społeczeństwie.
Minaret ma stanąć w czerwcu przyszłego roku, podczas Festiwalu Teatralnego „Malta” 2010, który będzie poświęcony różnicom kulturowym. Komin zostanie obłożony piaskowcem i będą oddane wszystkie detale architektoniczne minaretu.
Artystka planuje, że podczas otwarcia - tylko ten jeden raz - z wieży popłynie głos muezina. Według wstępnych szacunków artystki - bo nie ma jeszcze projektu budowlanego - minaret ma kosztować 540 tys. zł, na co złożą się miasto Poznań, fundacja Festiwalu Teatralnego "Malta". Artystka liczy też na dofinansowanie z Ministerstwa Kultury.
Projekt wzbudza wielkie emocje. Na forach internetowych wrze dyskusja, są już pierwsze listy protestacyjne. Internauci oskarżają Rajkowską o promocję islamu, religijną prowokację i marnowanie publicznych pieniędzy.
W zeszłym tygodniu w ramach Malty 2009 odbyło się spotkanie na temat projektu. Ktoś podrzucił tam ulotki z odezwą przeciw minaretowi, bo to "koń trojański" islamu, który ma pomóc muzułmanom w ekspansji na Poznań. "Minaret to symbol dominacji islamu i nieposkromionej pychy wyznawców tej religii. A meczety to wylęgarnia terrorystów".
Spotkanie było otwarte - przyszli artyści, architekci, zwykli poznaniacy.
- Niepokoi sytuacja kobiet w islamie, np. kamienowanie za nieposłuszeństwo wobec ojców i braci. Czy chcemy w Poznaniu symbolu męskiej dominacji? - student Paweł Krótki odwrócił argumenty artystki.
- Pokażmy, że jesteśmy otwartym, tolerancyjnym miastem - bronili minaretu inni.
„Zdecydowanie przeciw" są członkowie poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich. SARP rozstrzygnął już konkurs architektoniczny na okolicę papierni, oczywiście bez minaretu. Zdaniem architektów minaret jest: „obcy kulturowo”, „nie posiada żadnych istotnych walorów artystycznych”, „może być odebrany jako prowokacja i próba ośmieszenia symbolu religijnego poprzez jego realizację na kominie”.
Tej troski o profanację nie podzielają najbardziej zainteresowani. - Minaret to tylko budowla, nie ma żadnego znaczenia religijnego - zaznacza Messikh Mohamed Salah, przewodniczący Ligi Muzułmańskiej w Poznaniu. - My wspieramy ten projekt. Bo wyznawcy islamu tu żyją, studiują, leczą w szpitalach, prowadzą interesy. Robimy w Polsce sporo, ale wciąż nas nie widać. Może minaret to zrekompensuje?
Sława minaretu sięgnęła już Krakowa. Tamtejsza grupa artystów i prześmiewców The Krasnals nakręciła film szydzący z pomysłu Rajkowskiej - pod poznańskim kominem grupa młodych modli się na dywanikach, a w tle słychać głos muezina. Po chwili ci sami młodzi kiwają się do śpiewu rabina. Do tego tekst ośmieszający patos poprawności politycznej i promowanie fałszywej tolerancji.
Rajkowska: - W moim projekcie właśnie chodzi o reakcje, które wywoła minaret. To wspaniałe, że już poruszył umysły. Nieważne, w jaki sposób. To trochę tak, jakbym odpaliła bombę i przyglądała się skutkom eksplozji. Ale to eksplozje symboliczne, bezpiecznie. W nich możemy się przejrzeć, zobaczyć nasze reakcje na prawdziwy minaret i islam.
Krytyczka sztuki Kaja Pawełek: - Tego nie da się zatrzymać. Minaret już jest w zbiorowej wyobraźni poznaniaków. Nawet jeśli go nie wybudują, to każdy, kto popatrzy na ten komin, i tak zobaczy tam minaret.
Saher Abu Asad jest Palestyńczykiem, od 15 lat mieszka w Poznaniu. Ma polską żoną i dwójkę dzieci: - W mojej rodzinnej Palestynie słychać nawoływanie z minaretu i dzwony kościelne. To normalne. Spotkanie kultur zależy od nas, ode mnie i od ciebie, a nie od minaretu. Ale czy jesteśmy na to gotowi?
Dla "Gazety" prof. Krzysztof Podemski, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu:
Przedwojenna Polska była różnorodna etnicznie i wyznaniowo. Dziś jesteśmy jednym z najbardziej homogenicznych państw świata. Nie potrafimy się zachować wobec obcych, bo nie mamy z nimi kontaktu. Rajkowska sięga po kulturową prowokację, by nauczyć nas życia z obcymi. A dziś dla Europy najbardziej obcy jest islam. Dlatego projekt jest głęboko uzasadniony. Reakcje przeciwników mnie nie dziwią. Nosimy w sobie lęk przed obcymi, który podsycają różne grupy polityczne i kościelne. Ale stawianie znaku równości pomiędzy islamem i terroryzmem jest tak głupie jak stawianie zanku równości między katolikami i świętą inkwizycją. To moralne i intelektualne nadużycie.