http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawo karuzeli

Witold Gadomski
2009-06-29, ostatnia aktualizacja 2009-06-28 23:53

- 70 proc. czasu poświęcam na pielęgnowanie kontaktów z ludźmi, od których zależy moja kariera - mówi prezes dużej spółki państwowej


Ile wytrzymali na karuzeli prezesi PKN Orlen
Ile wytrzymali na karuzeli prezesi PKN Orlen
Nasze państwo wciąż jest właścicielem dużej części majątku produkcyjnego. Cztery lata temu powstała lista spółek o strategicznym dla państwa znaczeniu, nad którymi skarb państwa sprawuje szczególną pieczę. Pozostaną pod kontrolą państwa przez wiele lat.

Opinia publiczna nie wie o nich zbyt wiele. Jak są zarządzane? Czy przynoszą zyski, czy może straty? Czy ich wartość rośnie, czy spada? Media się takimi nieefektownymi tematami nie interesują.

Politycy też nie. Ich interesuje, czy prezesem jest "nasz" człowiek, czy "ich".

Prezesi wiedzą, że ich dalsza kariera zależy nie od wyników, lecz od kontaktów z ważnymi osobami. Nie są rozliczani z wykonanych zadań, bo ich od polityków nie dostają, zresztą nie mieliby na nie czasu.

Prawo karuzeli blokuje ich talenty menedżerskie - nawet jeżeli je mają.

W najbliższych dniach w kilku takich spółkach odbędą się coroczne walne zgromadzenia akcjonariuszy. Czy karuzela kadrowa znów się zakręci?

W co gra minister skarbu?

16 czerwca rada nadzorcza banku PKO BP negatywnie oceniła projekt uchwał na walne zgromadzenie akcjonariuszy udzielających absolutorium prezesowi banku Jerzemu Pruskiemu i jego zastępcy Tomaszowi Mironczukowi. Decyzja z wielu powodów niezwykła, zwłaszcza że mowa o spółce giełdowej.

Pruski zarządza bankiem od kwietnia 2008 r. Absolutorium dotyczy ośmiu miesięcy jego działalności w tymże 2008 r., gdy PKO BP zanotował rekordowy zysk netto ponad 3 mld zł. Rada nadzorcza, owszem, pochwaliła zarząd za wyniki finansowe, ale uznała, że Pruskiemu absolutorium się nie należy, gdyż rekomendował wraz z całym zarządem wypłatę dywidendy właścicielom.

Rada nadzorcza nie uznała za celowe, by odnieść się do strategii, jak zaproponował Pruski. Bo według prezesa w tej operacji chodzi nie tylko o pieniądze dla budżetu, ale także o strategię rozwoju banku. PKO zamierza wyemitować nowe akcje, by zwiększyć swój kapitał, a zdaniem wielu poważnych ekonomistów bez wypłaty dywidendy nie da się tego przeprowadzić.

Rada nadzorcza reprezentuje właścicieli, przede wszystkim skarb państwa, który w siedmioosobowej radzie ma aż sześciu przedstawicieli. Przewodnicząca rady Marzena Piszczek stoi na czele delegatury Ministerstwa Skarbu w Krakowie, czyli jest podwładną ministra. Ministerstwo Skarbu nie protestowało przeciw decyzji rady. Minister skarbu Aleksander Grad otwarcie krytykował 24 czerwca w Radiu TOK FM ministra finansów, który popierał wypłatę dywidendy, a następnie dokapitalizowanie banku.

Czyli - pośrednio - Grad krytykował prezesa Pruskiego.

Ale 25 czerwca Grad zmienił zdanie i najprawdopodobniej jutro WZA udzieli zarządowi PKO BP absolutorium. Zaakceptuje wypłatę dywidendy oraz emisję nowego kapitału.

O chodziło w tej całej drace? Czy o dywidendę? A może była ona tylko pretekstem do ataku na prezesa? Prasa spekuluje, kto chętnie zastąpiłby Pruskiego na stanowisku. Czyżby minister skarbu wziął udział w tej rozgrywce i w ostatniej chwili z niej zrezygnował, uznając, że Pruski ma zbyt silne poparcie polityczne?

Jerzy Pruski jest piątym szefem PKO BP od częściowej prywatyzacji banku w grudniu 2004 r. Ma dobre kwalifikacje - był przez sześć lat członkiem RPP, a potem wiceprezesem NBP. Ma też coś, co w tym "sektorze" liczy się jeszcze bardziej - poparcie ministra finansów i zapewne premiera.

Prezes na kilka miesięcy

Częste zmiany prezesów w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa to reguła. Zmiana rządu, a czasami tylko ważnego ministra porusza karuzelę.

W Orlenie przez dziesięć lat było siedmiu prezesów. Najkrócej rządził Jacek Walczykowski - niespełna trzy tygodnie, najdłużej Andrzej Modrzejewski - 2 lata i 9 miesięcy. Niemal każdy miał polityczną etykietkę. Modrzejewski - znajomy Andrzeja Szkaradka, wpływowego polityka AWS, Zbigniew Wróbel - przyjaciel Aleksandra Kwaśniewskiego, Piotr Kownacki - zaufany Lecha Kaczyńskiego, Igor Chalupec - wiceminister finansów w rządzie Marka Belki.

Jeszcze szybciej karuzela kręciła się w PZU. Jesienią 1999 r. 30 proc. akcji spółki sprzedano zagranicznemu konsorcjum. Od tego czasu kierowało nią 12 prezesów. Rekordzista - Cezary Stypułkowski - przez trzy lata. Inni zwykle po kilka miesięcy.

W takich warunkach nie sposób oczywiście opracować strategii, dokonać zmian. Można trwać i udawać, że się zarządza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 27 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':