Prezydent
USA i niemiecka kanclerz starali się, by po pierwszym spotkaniu Merkel z Obamą w Waszyngtonie ucichły plotki o panującym między nimi chłodzie. Mieli np. spotkać się z dziennikarzami w ogrodzie różanym Białego Domu, co jest najwyższym zaszczytem. Ostatecznie konferencja prasowa odbyła się we wnętrzach rezydencji amerykańskiego prezydenta. Meteorolodzy ostrzegli bowiem przed nadchodzącą burzą, co komentatorzy uznali za znamienne.
Obama i Merkel zapewniali, że w ważnych kwestiach mówią jednym głosem. Niemiecka kanclerz chwaliła gospodarza za walkę z globalnym ociepleniem. Obydwoje potępili
Iran za krwawe stłumienie protestów po ostatnich wyborach prezydenckich. Wcześniej rozmawiali też o lipcowym spotkaniu Obamy z rosyjskim prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem. - Będziemy uczciwie rozmawiać z Moskwą o rzeczach, które nas różnią - podkreślali Obama i Merkel.
"New York Times" przed wizytą pisał jednak wprost: między Merkel a Obamą nie ma chemii. Rok temu, gdy Obama był kandydatem na prezydenta, Merkel nie zgodziła się, by przemawiał w Berlinie do tłumów pod Bramą Brandenburską. Gdy po objęciu urzędu przez Obamę Amerykanie prosili Niemców o przyjęcie 10 Ujgurów z więzienia z Guantanamo, niemieccy politycy pogrążyli się w kłótniach. Obama mówił wczoraj, że rozmowy z Berlinem w tej sprawie trwają. - Osiągniemy kompromis - zapewniała Merkel.
Są też poważne różnice dotyczące walki z kryzysem. Merkel publicznie wypominała Obamie, że bez umiaru pompuje pieniądze w gospodarkę. Berlin wolałby, by Waszyngton wsparł tworzenie nowych mechanizmów regulujących światową gospodarkę.