http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

300 zł za 6 groszy

Marcin Masłowski
2009-06-27, ostatnia aktualizacja 2009-06-27 14:27

- Nie mogę pani nie skazać, i nie ma znaczenia, że skarb państwa stracił przez panią kilka groszy - mówiła wczoraj sędzia Dorota Siewierska do emerytki, która nie nabiła na kasę fiskalną 30 gr za usługę ksero

Ewa Stokowska przed łódzkim sądem. Na zdjęciu rozprawa z 7 kwietnia
Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Ewa Stokowska przed łódzkim sądem. Na zdjęciu rozprawa z 7 kwietnia

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



W łódzkim sądzie grodzkim zakończyła się wczoraj głośna już sprawa emerytki oskarżonej o narażenie skarbu państwa na stratę sześciu groszy z tytułu podatku VAT.

A było tak: jesienią ubiegłego roku do kiosku w centrum Łodzi przyszedł referendarz z Urzędu Kontroli Skarbowej. Udawał studenta i poprosił o skserowanie legitymacji. Zapłacił 30 groszy. Po chwili wrócił z panią inspektor, także z UKS. Poprosili o paragon fiskalny za tę usługę. Nie dostali. W ten sposób fiskus stracił 22 proc. od 30 gr za zrobione ksero. Czyli 6 gr. Wszczęto postępowanie karnoskarbowe.

Kioskarka to Ewa Stokowska, emerytka. Tłumaczy, że nie potrafiła nabić usługi ksero na kasę fiskalną: - Nie miało jeszcze nadanego kodu. Szef tego nie zrobił i został za to ukarany mandatem. Sumy za ksero zapisywałam więc w zeszyt. Tłumaczyłam to wszystko, ale mnie nie słuchano. Dostałam mandat, nie przyjęłam.

Machina ruszyła. Urząd Kontroli Skarbowej wezwał ją na przesłuchanie. Raporty złożyli inspektorzy, którzy przyłapali ją na gorącym uczynku. Wreszcie UKS sporządził pięciostronicowy akt oskarżenia. Same odpisy, poczta i praca radcy prawnego urzędu kosztowała kilkaset złotych.

Sąd w pierwszej instancji skazał Stokowską na grzywnę 500 zł. Odwołała się.

- Zrobiłam błąd. Ale co miałam zrobić, jak kodu nie było, wysoki sądzie? Pracodawca każe, to pracownik słucha - mówiła w kwietniu przed sądem Stokowska. - O takich aferach się słyszy, a tu był naprawdę nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

- Mogła pani odmówić wykonania polecenia pracodawcy niezgodnego z prawem - przekonywała ją sędzia Siewierska. - Ma pani do tego prawo.

- A kto da pracę emerytce? Wyleciałabym, a na ulicy czeka dziesięć osób chętnych na moje miejsce. Ja tam 200 zł miesięcznie zarabiałam...

Wczoraj zapadł wyrok. Stokowską ukarano grzywną - 130 zł. Kolejne 170 zł to koszty procesu. Również ona ma je zwrócić skarbowi państwa.

- Konsumenci mają prawo do dostania paragonu. Złamała pani ustawę karnoskarbową. Nie mogę pani nie skazać i nie ma znaczenia, że skarb państwa stracił przez panią tylko kilka groszy. Gdyby nie zapadł wyrok skazujący, zachęcałoby to innych Polaków do łamania prawa podatkowego - tłumaczyła wczoraj sędzia Dorota Siewierska z widzewskiego sądu. - A takiego przyzwolenia być nie może. Ma pani emeryturę 1700 zł netto, jeździ pani toyotą. Stać panią na zapłacenie tej kary. Zadziała na panią wychowawczo.

- Czuję się jak zbity pies. Jestem przestępcą według sądu. Będę się odwoływać. Nie zapłacę, bo uważam, że nie zasłużyłam. Najwyżej do aresztu pójdę. Nie zapłacę - mówi uparcie Stokowska.

- Sądy są niezawisłe. Ale ten wyrok jest dziwny - mówi doktor Jacek Skrzydło, wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego i specjalista od prawa podatkowego. - W ustawie jest pojęcie znikomej społecznej szkodliwości czynu i sprawa o te grosze to idealny przykład. Moim zdaniem powinna być umorzona. Prawo nie może działać tak mechanicznie. Podam ten przykład studentom na uczelni na dowód, jak prawo działać nie powinno.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 319 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':