Autor filmu, Ilja Kanwin, dowodził w nim, że Polska ponosi winę za rozpętanie II wojny światowej, Warszawa planowała w latach 30. razem z Niemcami i Japonią napad na ZSRR i w ogóle uważała Hitlera za swojego sojusznika, bo zawarła z nim w 1934 r. układ, do którego, jak zapewnia Kanwin, najpewniej dołączyła "tajny protokół".
Sama "Rossija", jak pisze "Kommiersant", nie "przygotowała jeszcze odpowiedzi na protest polskich dyplomatów".
Zaś w
MSZ odpowiedzieli dziennikowi, że są "zdziwieni" reakcją Polaków, bo "poglądy wyrażane w programach telewizyjnych nie powinny się stawać tematem rozpatrywanym przez oficjalne organizacje. Do jakich czasów proponują nam wrócić?" - pytają dyplomaci i dodają: - "Mamy u siebie wolność słowa".
"Kommiersant" przytomnie przypomina, że Ministerstwo Obrony na swojej oficjalnej stronie internetowej zamieściło test wojskowego historyka płk Siergieja Kowalowa, który dowodził, że Hitler napadając w 1939 r. na Polskę miał rację. Gazeta tłumaczy więc, ze Polacy mają prawo uważać takie wyskoki za przejaw polityki państwa.
Zdaniem dziennika spory o historię rzucają cień na zapowiadaną na 1 września, czyli w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej wizytę Władimira Putina w Polsce.
Ten cień przed przyjazdem premiera Rosji do naszego kraju może się jeszcze pogłębić. Skandaliczny reportaż nadany w niedzielę przez "Rossiję" to tylko zwiastun dużego materiału, który państwowa
telewizja rosyjska ma pokazać pod koniec sierpnia.