http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A

Rzecznik tłumaczy wolty premiera w sprawie ustawy medialnej

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2009-06-26, ostatnia aktualizacja 2009-06-26 10:05

Rozmowa z Pawłem Grasiem rzecznikiem rządu

Rzecznik rządu Paweł Graś
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Rzecznik rządu Paweł Graś

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Agnieszka Kublik: Nie rozumiem wolty premiera w sprawie ustawy medialnej. Pomoże mi pan?

Paweł Graś, rzecznik rządu: Argumenty są proste. Sytuacja się zmieniła. Dostaliśmy dane gospodarcze dotyczące tegorocznego i przyszłego budżetu. Wiemy, że będą konieczne cięcia i oszczędności. W takiej sytuacji byłoby brakiem odpowiedzialności rządu przyjęcie zapisu w ustawie medialnej, który praktycznie niezależnie od kryzysu dawałby mediom publicznym niemal miliard złotych. Dlatego premier zaapelował w czwartek do klubu PO, by poprawkę Senatu znoszącą ów dolny limit wydatków poprzeć.

Dlaczego premier nie powiedział tego posłom przed głosowaniem nad ustawą 21 maja?

- Bo teraz Ministerstwo Finansów przedstawiło dane o budżecie. I nie ma tam miliarda na media publiczne.

Wcześniej był. Te dane są tak tragiczne, że premier musiał zmienić zdanie?

- Tragiczne? Nie. Premier wyszedł z założenia, że nie ma nadzwyczajnej potrzeby, żeby mediom publicznym, a zwłaszcza TVP, robić prezent w postaci ustawowej gwarancji, której nie mają dziesiątki innych instytucji, równie potrzebnych.

Ten prezent był wirtualny. Ustawa medialna mówi, że ów dolny limit wydatków na media publiczne, te 938 mln zł, miał być zapisany w projekcie budżetu. A budżet ostatecznie przegłosowuje rządząca większość. Dziś ma ją premier Tusk. Nie było obawy, że większość przegłosuje premiera.

- Była. Do przegłosowania budżetu potrzeba jest większość koalicyjna. Sama Platforma nie wystarcza. Nasz partner koalicyjny, PSL, mógłby mieć w tej sprawie inne zdanie.

Środowe głosowanie pokazało, że tak jest istotnie. Cały klub PSL zagłosował przeciwko premierowi i za odrzuceniem poprawki senatorów. Ale rozumiemy decyzję koalicjanta, bo rzeczywiście wcześniejsze ustalenia były inne.

Premier apelował przed tym głosowaniem, więc nie wiedział, co zrobią ludowcy. Wcześniej miał podstawy, by się obawiać, że PSL będzie w tej sprawie głosował inaczej niż PO i uchwali w budżecie miliard na media publiczne?

- Środowe głosowanie nie jest tego dowodem?

Nie. To była reakcja na to, że premier zerwał medialne porozumienie, jakie z trudem zostało wypracowane między SLD, PO a PSL. Ludowcy poczuli się przez premiera oszukani. Jak również zresztą klub PO i Lewica.

- Decyzja zapadła, może się nie podobać. Była podyktowana odpowiedzialnością za budżet państwa.

Premier chciałby, żeby ta ustawa weszła w życie, czy liczy na prezydenckie weto, które może poprzeć oszukana przez was lewica?

- Czekamy na decyzję prezydenta. Nie zamierzamy mu podpowiadać, co ma zrobić.

Co czeka media publiczne, gdyby ustawa trafiła do kosza? Z czego się utrzymają? Abonament spada, od kiedy Donald Tusk nazwał go niesłuszną daniną. Wpływy z reklam też, bo jest kryzys. TVP jakoś da sobie radę, bo abonament to ok. 20 proc. jej rocznych dochodów. Radio nie, bo abonament to ponad 70 proc. dochodów.

- To zmusi kierownictwo telewizji i radia do oszczędności, do racjonalizacji wydatków. Do zmiany zarządzania firmą w kryzysie, tak jak to robią zarządy wszystkich innych spółek.

W kryzysie nikt nie ma komfortu posiadania zapewnionych dużych środków na funkcjonowanie. I instytucje państwowe, i prywatne dostosowują się do sytuacji na rynku.

Ale media publiczne mają ustawowe obowiązki...

- Tak jak szpitale, szkoły, wyższe uczelnie, policja, armia...

W kryzysie lepiej sprawdziłby się abonament. Ale to PO go zepsuła, zapowiedziami jego likwidacji. Żałuje pan, że tak pochopnie to zapowiadaliście, choć nie mieliście pomysłu, co zamiast?

- Absolutnie nie. Mamy nadzieję, że abonament zostanie zlikwidowany, a wysokość finansowania mediów publicznych z budżetu będzie pochodną sytuacji gospodarczej: kiedy budżet będzie w dobrej kondycji, pieniędzy na media będzie więcej, a gdy w gorszej - wszystko wskazuje na to, że przyszły rok taki będzie - instytucje te będą musiały się dostosować do sytuacji rynkowej.

A może po prostu nie chcecie zmienić ustawy medialnej? Bo PiS i tak was oskarży o skok na media, a telewizja rządzona przez Farfała nie jest antyrządowa i wam nie przeszkadza.

- Udowodniliśmy, że nie chcemy zrobić skoku na media publiczne. Zależy nam, żeby media były rzeczywiście publiczne, by wypełniały misję, ale nie tę sprowadzającą się do gwiazd tańczących na lodzie. Nie zależy nam na obsadzaniu stanowisk w mediach swoimi ludźmi.

TVP Farfała nie jest telewizją publiczną, tylko telewizją narodowców, co było widać gołym okiem przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

- Dlatego próbowaliśmy to zmienić i dlatego powstała ta nowa ustawa. Teraz decyzja należy do prezydenta i lewicy.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Podręczniki drogie, droższe...

Będzie VAT na książki, podrożeją też podręczniki - ostrzegają wydawcy. A kolejne roczniki uczniów muszą kupować nowe