Sądząc po zawartości gazet sezon ogórkowy już w pełni, choć wakacje polityczne dopiero przed nami.
"Rzeczpospolita" prezentuje subiektywny ranking blogujących polityków. Wygrywają go ex aequo Ryszard Czarnecki (obecnie PiS) i Janusz Palikot (PO). Na drugim miejscu uplasował się nowy lider Stronnictwa Demokratycznego Paweł Piskorski a na trzecim znowu ex aequo Ludwik Dorn (niezrzeszony) oraz b. premier Leszek Milller.
"Na miano najbardziej newsowych, zdaniem naszej redakcyjnej koleżanki Elizy Olczyk, zasłużyły blogi Ludwika Dorna i Pawła Piskorskiego - pisze "Rz". - Dorn co prawda nie pisze często, ale jak już się wypowie to jego wpisy są szeroko komentowane w mediach - mówi Olczyk. - A blog Pawła Piskorskiego przynosi wiele ciekawych informacji z życia wewnętrznego PO."
Najgorzej oceniono blogi Lecha Wałęsy oraz Artura Zawiszy.
Ta sama "Rz"
powtarza newsa będącego kilka dni temu w "Gazecie". Na skutek zamieszania z reformą edukacji sześciolatki, które chodziły do zerówki, będą w pierwszej klasie po raz drugi uczyć się tego samego, czyli np. poznawać litery. "Rz" nie pisze, że była tubą środowisk domagających się opóźnienia posłania dzieci do szkół. Rząd ustąpił i zerówka będzie obowiązkowa dopiero od roku 2012. Efekt jest taki, że w okresie przejściowym, czyli do roku 2012 podstawa programowa w I klasie podstawówki będzie prawie taka sama jak w zerówkach.
"Polska the Times" pisze, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zrzekł się immunitetu, by stanąć w sądzie przeciwko b. szefowi MSW w swym rządzie Januszowi Kaczmarkowi, który zarzucił Kaczyńskiemu oszczerstwo. Kaczyński mówił o Kaczmarku, że "był uśpionym agentem układu" w jego rządzie. Szykuje się kolejny pasjonujący proces, w którym dwóch panów będzie okładać się po buziach. Ale skoro to lubią, mają do tego prawo.
W tej samej "Polsce"
ciekawy komentarz gospodarczy Beaty Tomaszkiewicz, która zarzuca ministrowi finansów, że tak nagle zgodził się na zwiększenie deficytu budżetowego o 9 mld zł.
"Jakoś, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestały istnieć wszelkie zagrożenia - pisze Tomaszkiewicz. - Już nie musimy się martwić o kosz obsługi długu zagranicznego, który miał wzrosnąć po zwiększeniu deficytu. Komisją Europejską, która nakazała nam trzymanie dziury budżetowej w ryzach? Przesunięciem terminu wejścia Polski do strefy euro?".
No właśnie. Niby nic się nie zmieniło, a jednak się zmieniło. Skończyła się jedna kampania wyborcza, a w przyszłym roku kolejna - prezydencka. To się chyba nazywa odpowiedzialny populizm, o którym tyle razy mówił premier Tusk. Oby nie kosztował nas za dużo.