Premier nakłonił Platformę, by jednak nie wpisywać do projektu budżetu minimalnej kwoty na media publiczne. Wolty partii rządzącej nie da się usprawiedliwić obawą o finanse państwa w czasie kryzysu. Jeśli będą one w złym stanie, Sejm - bo to on ostatecznie uchwala budżet - mógłby zawsze dać na media publiczne mniej pieniędzy. I miałby poważne, ekonomiczne uzasadnienie. Gdy zaś sytuacja gospodarcza się poprawi, mógłby im przyznać większe kwoty z budżetu.
Co więcej, PO sprzeniewierza się umowie z
SLD. W tej sytuacji Sojusz poprze weto prezydenta, które jest prawie pewne.
Ustawa medialna przepadnie, a
TVP będzie nadal telewizją Farfała.
Tusk daje koronny argument do ręki tym, którzy zarzucali Platformie, że naprawdę chodzi jej o likwidację mediów publicznych. Abonament zamiera, przychodów z reklam jest coraz mniej. Bez daniny publicznej TVP i
Polskie Radio nie mają szans na rozwój ani na naprawę. To nieodpowiedzialne.
Premier daje też powód, by sądzić, że z telewizją Farfała jest mu wygodnie. Tolerując ten wrzód, lekceważy szkody, jakie wyrządza on w życiu publicznym. Tylko po to, by nikt mu nie zarzucił, że tak jak
PiS chce opanować media. To postępowanie cyniczne i przewrotne.