Środa, godz. 13.22. PAP podaje komunikat: "Prezydent
Lech Kaczyński odwołał z powodu trudnych warunków atmosferycznych swoją środową wizytę w Krasnobrodzie (Lubelskie) - poinformowało prezydenckie biuro prasowe.
Według Kancelarii Prezydenta niemożliwy jest lot prezydenta w takich warunkach pogodowych".
Lech Kaczyński miał przylecieć do Krasnobrodu po południu. W planie wizyty była msza w tamtejszym Sanktuarium Maryjnym, uroczyste otwarcie Centrum Informacji Turystycznej i poświęcenie pomnika Powstańców Styczniowych.
Kazimierz Gęśla, sekretarz miasta, o odwołaniu wizyty dowiedział się kilka minut po godz. 13. - Powiedziano nam, że winne są warunki atmosferyczne i lot śmigłowcem jest niemożliwy. Uroczystości zostały przełożone na lipiec - mówi.
Do wizyty Kransobród przygotowywał się kilka tygodni. Przyjeżdżali urzędnicy Kancelarii Prezydenta i funkcjonariusze BOR. O wizycie prezydenta w sanktuarium ksiądz informował na mszach.
Na stronie IMGW można przeczytać, że po południu nad Lubelszczyzną miało być w środę pochmurnie z przejaśnieniami i słabymi opadami deszczu. W Krasnobrodzie była mżawka. W Warszawie pogoda była podobna. Po godz. 15 wyszło słońce. Ani mżawka, ani nawet silny deszcz nie jest czynnikiem, który może przeszkodzić w locie helikopterem.
I śmigłowiec poleciał. Informator "Gazety": - Około południa Biuro Ochrony Rządu dostało wiadomość, że helikopter głowy państwa nie leci z prezydentem do Krasnobrodu, ale z jego żoną Marią Kaczyńską do prezydenckiego ośrodka w Juracie. Wylot ma nastąpić między godz. 15 a 16 z lądowiska dachu Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Jedziemy na miejsce. Rzeczywiście, o godz. 15.15 na dachu BBN ląduje biało-czerwony śmigłowiec 36. Pułku Lotniczego z napisem: "Rzeczpospolita Polska". Przylot nagrywamy kamerą portalu Wyborcza.pl. Lądowisko dobrze widać z alejki położonej na wzgórzu, na wysokości dachu BBN.
Po kilku minutach podchodzą do nas dwaj umundurowani BOR-owcy. Legitymują, pytają, co i po co filmujemy. W okolicy nie ma zakazu fotografowania. Budynek BBN i lądowisko ciągle fotografują turyści. Jeden z funkcjonariuszy BOR zostaje przy nas.
Na lądowisku jakieś zamieszanie. Stojący przy maszynie mężczyźni w mundurach i garniturach pokazują nas sobie, obserwują przez lornetki. Pytamy żołnierza, po co nas pilnuje. - Postawili mnie, to stoję - mówi. Z BBN co chwila ktoś wychodzi. Ale pierwszej damy nie ma. Po godz. 16 z gmachu wychodzą urzędnicy. O 16.16 budynek opuszcza
Antoni Macierewicz.
Piloci dalej czekają na dachu. A pod BBN czuwa ambulans i straż pożarna (ich obecność jest obowiązkowa przy wylotach prezydenta).
Po dwóch godzinach do śmigłowca wchodzi tylko pilot. Odpala silnik i odlatuje. Pilnujący nas kapral BOR schodzi z posterunku. Ale to nie znaczy, że Maria Kaczyńska zmieniła plany. Helikopter leci na wojskową część lotniska Okęcie. Pierwsza dama dojeżdża tam
samochodem. O godz. 18.20 wylatuje nad morze. Tyle że bez kamer.
W Biurze Prasowym Kancelarii Prezydenta RP zapytaliśmy, jak to możliwe, że śmigłowiec nie poleciał z oficjalną wizytą, a mógł zawieźć żonę prezydenta do ośrodka wypoczynkowego. - Z pułku lotniczego otrzymaliśmy ostrzeżenie o poważnych zagrożeniach, które mogą wystąpić na trasie do Krasnobrodu. Dlatego lot odwołano w ostatniej chwili - mówi Tomasz Brzeziński, wiceszef biura. O locie małżonki prezydenta nic nie wie.