Górnicy oceniają złoża węgla brunatnego pod Gubinem i Brodami na miliard ton. Propozycja była jasna: Kopalnia Węgla Brunatnego "Konin" buduje kopalnię odkrywkową i z Eneą stawiają elektrownię o mocy 1600 MW. Inwestorzy oszacowali, że w należące do najbiedniejszych gminy w woj. lubuskim wpompują przez kilkanaście lat 20 mld zł, pracę znajdzie 3 tys. ludzi (w okolicy Gubina i Brodów mieszka ok. 7 tys.).
Co mogło odstraszać mieszkańców? Choćby degradacja środowiska. Technologia odkrywki polega na odwodnieniu połaci ziemi. Powstaje tzw. lej depresyjny. Węgiel wydobywa się z głębokości 50-80 m, po ściągnięciu warstwy ziemi.
Kopalnia - na mocy indywidualnych umów objętych tajemnicą - miała wypłacać wysiedlanym mieszkańcom odszkodowania za utracone mienie lub proponować budowę domu w innym, wskazanym przez zainteresowanych miejscu. Odszkodowania miały być liczone nie według zasad rynkowych, ale odtworzeniowych - dużo bardziej korzystnych. Eksperci kopalni braliby pod uwagę np. nakłady na remonty domów w ciągu ostatnich 50 lat. Na korzystne odszkodowania mogli też liczyć mieszkańcy, którzy zostaliby w gminie, ale odczuwaliby negatywny wpływ sąsiedztwa kopalni - np. wzrost poziomu hałasu, wysychanie stawów i studni przydomowych. Rolnicy mieli dostawać pieniądze za gorsze plony.
W Gubinie żadnych protestów nie było. Górnicy przekonali starostę żarskiego, okolicznych burmistrzów, marszałka województwa. Za był też wójt Brodów - do samej gminy miało wpływać rocznie 70 mln zł podatków od
nieruchomości i opłat za szkody górnicze. Dziś gminny
budżet to 8 mln zł.
Mieszkańcy gminy jednak nie dali się przekonać. W niedzielnym referendum kopalni powiedzieli nie. Przeciw głosowało 900 mieszkańców, za - 500. Frekwencja wyniosła 53 proc. Referendum jest ważne.
Kopalnia: Nie wywołujcie demonów Kilka dni przed referendum odbyła się w Brodach wielka debata. Na sali przeważali przeciwnicy inwestycji. Sławomir Mazurek, prezes KWB Konin, apelował o zgodę: - Nigdy nie mówiłem, że kopalnia to plantacja róż. Ale rozważcie zyski i straty. Zróbcie bilans - ile szans, ile zagrożeń. Nie ma dziś możliwości, by elektrownia i kopalnia nie spełniały restrykcyjnych norm. Wystarczy popatrzeć, jak było pod Koninem, a jak jest dziś.
Wójt gminy Zbigniew Wilkowiecki jeszcze pół roku temu był przeciwnikiem kopalni. Zmienił zdanie. - To dla mnie najtrudniejsza decyzja życia - mówił podczas spotkania. - Wiem, że ci, którzy opuszczą te tereny, nie zostaną bez pomocy. Inwestycja oznacza dla nas niebywały rozwój i powstanie wielopokoleniowego rynku pracy. Dziś mamy pół tysiąca bezrobotnych. Setki ludzi przychodzą do urzędu po zasiłki. Największa firma - oczyszczalnia żeliwa - zwalnia pracowników. A z agroturystyki i sezonowego zbioru grzybów i jagód nie da się utrzymać rodzin.
Na plakatach Wilkowiecki zachęcał do głosowania na tak. Kusił wzrostem poziomu życia, pewną, dobrze płatną pracą, budową dróg i szkół.
Przeciwnicy, głównie mieszkańcy wsi pod Brodami - Datynia, Jezior Wysokich, Koła - przygotowali inne plakaty. "Gdy kopalnia nas zaorze, to i Bóg nam nie pomoże. Ogołocą nas, aż miło, by górnikom lepiej się żyło" - napisali na jednym. Na zebrania w sprawie inwestycji przychodzili uzbrojeni w transparenty. "Przyszłe pokolenia nie wybaczą nam tego, co zrobiliśmy tej ziemi" - napisali na jednym z nich.
Dlaczego odprawili węgiel 53-procentowa frekwencja w niedzielnym referendum robi wrażenie, zwłaszcza gdy ten wynik porówna się z wyborami do europarlamentu, na które poszło niespełna 13 proc. uprawnionych.
- Już raz przeżyłam wysiedlenie. Liczę, że tym razem mi się "upiecze". Nie głosuję dla siebie, ale dla wnuków. By mogły tu dalej mieszkać - tłumaczyła po głosowaniu 72-letnia Janina Kuriańska, która mieszka w gminie od 1945 r. Przyjechała tu z Tarnopola.
18-letni Jacek Wysługocki głosował pierwszy raz w życiu. Też był na nie. - Większość młodych tak zagłosuje - zapowiadał. - Zbyt wiele wiemy o wpływie kopalni na środowisko, by się na nią godzić. Walczymy o przyrodę. Praca w kopalni i gigantyczne zarobki to fikcja, żyjemy w XXI w., wszystko będzie zmechanizowane. Poza tym młodzi i tak wyjadą do Niemiec, Anglii, bo co tu robić na takim ugorze?
Politycy i koncerny nie złamali ich ducha Przedsiębiorca Adam Albinowski działa w Stowarzyszeniu na rzecz Rozwoju Gminy Brody, namawiał ludzi do poparcia kopalni. Ale porażką nie jest zaskoczony. - Trzeba to przeciwnikom oddać: przesadzali, ale mówili językiem ludzi stąd. I co z tego, że eksperci mają rację, a kopalnia byłaby impulsem do rozwoju.
- Brodzianie posłuchali nawiedzonych ekologów, co się nagle tam zjechali - komentuje starosta żarski Marek Cieślak. - Mogli dużo zyskać, zostali z niczym. Komu będą potrzebne Brody? Kogoś ujmą ich lasy? Gmina opustoszeje, młodzi wyjadą nieodwołalnie.
Ze zwycięstwa cieszy się za to Paweł Mrowiński, leśnik, który organizował protesty: - Wygrała życiowa mądrość. Ludzie nie dali się nabrać na obiecanki z worami pieniędzy i pracą na pokolenia. Politycy i koncerny nie złamali ich ducha. Tuż za granicą w Niemczech są kopalnie i elektrownia. Czy ktoś tu słyszał, żeby nasi znaleźli tam pracę? Wyjeżdżają na truskawki do Hiszpanii, a nie pod Cottbus. Widzą, że kopalnia wcale się nie przekłada na wyższy poziom życia. Poza tym świadomość ekologiczna to nie wybryk. Cały świat walczy o przyrodę, a nie jak tu - z przyrodą.
KWB Konin i Enea na wypadek porażki w referendum opracowały plan B. Inwestycję chcą ograniczyć tylko do sąsiedniej gminy Gubin. Tyle że tam też mieszkańcy zaczynają przebąkiwać o referendum.