Silvio Berlusconi wpadł w tarapaty ponad miesiąc temu, gdy jego żona zapowiedziała złożenie pozwu o rozwód po ujawnieniu zdjęć premiera na przyjęciu urodzinowym 18-letniej Noemi Letzii. - Nie mogę żyć z 72-letnim mężczyzną, który spotyka się z małolatami - ogłosiła Veronica Lario.
Potem było tylko gorzej - prawnicy Berlusconiego nie zdołali zablokować publikacji zdjęć z jego willi na Sardynii, na których widać półnagie kobiety i kompletnie gołego ówczesnego premiera Czech Mirka Topolanka. Obecnie zaś włoskie gazety żyją spekulacjami na temat przyjęć w oficjalnej rzymskiej rezydencji premiera, w których miały uczestniczyć prostytutki.
- Ja do ich nie należę. Spodziewałam się, że kontakt z premierem pomoże mi w uzyskaniu zezwolenia budowlanego na hotel - mówi Patrizia D'Addario. Twierdzi ona, że jesienią zeszłego roku została sprowadzona do domu Berlusconiego, a potem spędziła z nim noc.
Jest rozczarowana, bo dostała tylko 2 tys. euro, a lokalni działacze partii Berlusconiego nie okazali się pomocni w jej sporach z administracją budowlaną.
- Ona kłamie. Ktoś ją opłacił za ten atak na mnie - kategorycznie zaprzeczał wczoraj premier. W wywiadzie dla magazynu "Chi", który należy do jego imperium medialnego, zapewniał, że nigdy nie płacił kobietom, "aby z nim były". - Nigdy nie rozumiałem, jak można być usatysfakcjonowanym bez przyjemności zdobywania [kobiety] - tłumaczył premier Włoch znany z otwartych opowieści o swej kochliwości.
Wyznania D'Addario, która straszy premiera dowodami na kasetach audio i
wideo, wspierają dwie inne kobiety, które wspólnie z nią uczestniczyły w przyjęciu z udziałem Berlusconiego w rzymskim Palazzo Grazioli. Prokuratura w Bari, skąd pochodzą, wszczęła - jak twierdzą włoskie gazety - postępowanie w sprawie stręczycielstwa. Jednak Giampaolo Tarantini, który miał organizować ich wyprawy do Berlusconiego, mówi, że opłacał im wyłącznie koszty podróży i niezbędne wydatki.
Początkowo wydawało się, że skandale obyczajowe nawet wzmacniają popularność Berlusconiego, ale coraz cięższe podejrzenia chyba jednak zaczynają mu szkodzić. W sondażach ponad połowa Włochów przyznaje, że ma dość kłopotliwych historii premiera, a jego centroprawicowa partia Lud Wolności wygrała niedawne wybory do europarlamentu oraz wybory lokalne w części prowincji ze znacznie mniejszą przewagą, niż jeszcze niedawno wróżyły jej sondaże. W eurowyborach zdobyła ok. 35 proc. głosów.
- Kiedyś Włosi nie mieszali się do życia prywatnego polityków, ale to zmienił właśnie Berlusconi. To on w swej pierwszej kampanii wyborczej rozsyłał wyborcom swoje rodzinne fotografie, a potem grał podwójną rolę męża stanu i gwiazdy telewizyjnej. Zajmowanie wyborców barwnymi błahostkami pozwalało mu odwracać uwagę od problemów politycznych, ale być może teraz ta strategia zaczyna się obracać przeciw niemu - twierdzi Barbara Spinelli, publicystka dziennika "La Stampa".
Wprawdzie centrolewica, która nie ma teraz dobrych przywódców, jest na razie kiepską alternatywą dla Ludu Wolności, ale w samej partii starzejącego się Berlusconiego zaczyna się coraz częściej mówić o konieczności znalezienia mu następcy.
Nawet włoski
Kościół, który z powodu lęku przed dominacją lewicy był zwykle dość wyrozumiały dla wyskoków Berlusconiego, coraz wyraźniej sygnalizuje zniecierpliwienie ostatnimi skandalami. "Poparcie wyborców nie może usprawiedliwiać każdego zaufania. Oskarżenia są poważne. Mamy do czynienia z wielkim zagrożeniem dla moralności" - ostrzega najpoczytniejsze katolickie pismo "Famiglia Cristiana".