To skutek wyroku w sprawie ustawy o CBA. Podobną sygnalizację Trybunał wysłał już trzy lata temu przy okazji wyroku dotyczącego ustawy o policji. Bez echa.
Trybunał zajął się wczoraj przepisem, który umożliwia CBA zdobywanie i przetwarzanie "niezbędnych danych osobowych". Uznał, że jest on sprzeczny z konstytucyjnym zakazem zbierania o obywatelach danych innych niż "niezbędnie w demokratycznym państwie prawnym". Takie dane może uzyskiwać od innych służb czy instytucji, a także np. z podsłuchów czy "oględzin majątku" (przy kontroli oświadczeń majątkowych funkcjonariuszy publicznych).
Przepis ten jest sprzeczny z konstytucją właśnie dlatego, że nie zapewnia właściwej kontroli nad tym, co CBA zbiera, jak to wykorzystuje i czy niszczy to, czego nie powinna posiadać. Czyli np. dane dotyczące osób trzecich - choćby rodziny posła, którego majątek kontroluje.
Dziś żadna z dziesięciu służb uprawnionych do niejawnego gromadzenia danych nie ma wpisanych w ustawę takich mechanizmów niezależnej kontroli. Jeśli chodzi o podsłuchy, przepisy zakazują gromadzenia danych, które nie przydadzą się do ścigania i wykrywania przestępstw. Ale to, czy takie dane są rzeczywiście usuwane, kontrolują jedynie same służby.
Inaczej jest tylko w przypadku tzw. podsłuchów procesowych, czyli takich, które zostają założone w związku z wszczętym formalnie postępowaniem karnym. Tu sąd ocenia zebrany materiał i nakazuje zniszczenie fragmentów nieprzydatnych. A zainteresowany ma prawo wglądu, prostowania itp.
Natomiast gros podsłuchów to tzw. podsłuchy operacyjne - zakładane w celach wykrycia przestępstw i prewencyjnych. Na nie także zgodę musi wydać sąd - najczęściej w oparciu o enigmatyczny wniosek. Ale na tym kończy się kontrola zewnętrzna.
Nawet w dorocznej informacji, jaką służby składają sejmowej komisji ds. specsłużb jest tylko informacja statystyczna. Żadnych szczegółów, z których można by np. wnioskować o tym, w jaki sposób podsłuchy rzeczywiście przydały się do zwalczania przestępczości, ani jaki procent materiału zniszczono. Zresztą nawet te informacje statystyczne służby uznają za tajne i nie godzą się na ich upublicznienie.
Trybunał we wczorajszym wyroku uznał, że ta sytuacja narusza konstytucję.
Zdanie odrębne zgłosiła sędzia Ewa Łętowska. W istocie było ono dopowiedzeniem tego, co w sprawie kontroli gromadzonych danych orzekł Trybunał. Według sędzi Łętowskiej należy uznać za niekonstytucyjną całą definicję korupcji zawartą w ustawie o CBA, a nie tylko w tym zakresie, w jakim odnosi się do prywatnych stosunków gospodarczych, w które nie są zaangażowane publiczne pieniądze.
Ta definicja - argumentowała sędzia - przez swoją pojemność powoduje, że to funkcjonariusze CBA sami sobie wyznaczają granice, w jakich wolno im działać. W szczególności, jakie dane mogą gromadzić, w jakich sytuacjach stosować techniki operacyjne i jak zdobyty materiał wykorzystywać. To w połączeniu z brakiem mechanizmów kontroli zewnętrznej powoduje - jak określiła - groźną dla demokracji i praw człowieka "autonomię operacyjną funkcjonariuszy". Czyli sytuację, gdzie sami sobie wyznaczają zadania i sami się kontrolują.
Zdaniem sędzi Łętowskiej należy jasno określić zadania służb, które gromadzą niejawnie informacje, by robiły to tylko w zakresie niezbędnym dla ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. I wprowadzić mechanizmy kontrolne - choćby takie, jakie wprowadziły
Niemcy po wyroku Trybunału w Strasburgu. Chodzi o to, żeby osoba, o której dane się zbiera, mogła potem zapoznać się z nimi, składać wyjaśnienia i żądać usunięcia tego, co nieprawdziwe lub zgromadzone niezgodnie z prawem. Albo stworzyć realną sądową kontrolę.
Co konkretnie Trybunał zarekomenduje w sygnalizacji Sejmowi - nie wiadomo. - Nie będę teraz o tym mówił, żeby nie było zarzutów, że są to poglądy tego czy innego sędziego - mówił po rozprawie wiceprezes Trybunału Janusz Niemcewicz, który przewodniczył składowi sądzącemu sprawę CBA.
Trybunał nie uznał natomiast - jak chciało
SLD - za sprzeczne z konstytucją stworzenia kolejnej służby uprawnionej do ścigania korupcji i kontroli funkcjonariuszy publicznych. Ani tego, że szef CBA podlega kontroli premiera, a nie rządu.
W imieniu wnioskodawców
Ryszard Kalisz (SLD) argumentował, że przez to CBA stała się "zbrojnym ramieniem rządu", "policją polityczną", która mogła inwigilować np. posłów opozycji.
- Nie jest rolą Trybunału oceniać, jakimi instrumentami rząd wykonuje swoje zadania. A w Europie istnieją różne rozwiązania, jeśli chodzi o podległość tego typu służb - także podobne do polskich. Nie jest też rolą Trybunału ocena praktyki działania służb - uzasadniał sędzia Marian Grzybowski. Podkreślił, że Trybunał ocenia tylko zgodność przepisów ze standardami konstytucji i międzynarodowych umów.
Trybunał dał na poprawienie przepisów ustawy o CBA 12 miesięcy. Jeśli to nie nastąpi, CBA straci m.in. prawo do gromadzenia danych, co praktycznie uniemożliwi mu działalność.