http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zdjąć chustę to żadna sztuka

Ludwika Włodek-Biernat
2009-06-28, ostatnia aktualizacja 2009-06-25 14:08

Demonstrant rzuca kamieniem w irańską policję w Teheranie
Demonstrant rzuca kamieniem w irańską policję w Teheranie
Fot. STR AP

Bita, Reza, Fariborz i Lana z Teheranu. Widziałam ich po raz ostatni we wtorek

Antyrządowa demonstracja w Teheranie, 20 czerwca 2009 r.
Fot. STR AP
Antyrządowa demonstracja w Teheranie, 20 czerwca 2009 r.
Irańska prewencja podczas walk w Teheranie
Fot. STR AP
Irańska prewencja podczas walk w Teheranie
Ich protesty świat nazywa zieloną falą. Od koloru kampanii wyborczej Mir Hosejna Musawiego. Demonstrują na ulicach, bo według nich to on 12 czerwca wygrał wybory. Oficjalnie zdobył o 10 mln głosów mniej niż prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad. Nie chcą, żeby był nadal prezydentem. Poza tym różni ich bardzo wiele.

Oto czworo z nich.

Feministka nie chce mówić o zdejmowaniu chust

16 czerwca, godz. 15.10, cztery dni po wyborach. Bita pośpiesznie zrzuca japonki. Przebiera się z sukienki na ramiączka w spodnie i czarne manto (płaszczyk do kolan). Gasi nastawiony na cały regulator telewizor - i tak niewiele widać. Audycja VOA Persian, w której do studia w Stanach dzwonią na żywo ludzie z Teheranu, co chwila zanika, a ekran pokrywa się białą kaszą.

Do demonstracji została niecała godzina. Mało.

Bita musi przejechać z północnych przedmieść Teheranu do biznesowej dzielnicy w centrum. Tam umówiła się z koleżankami, u jednej z nich w biurze. Dalej, w pobliże placu Rewolucji, gdzie ma zacząć się pochód, zawiezie je już wujek przyjaciółki Bity. Dziewczyny wolą przyjść na manifestację w grupie. Tak będzie bezpieczniej.

Bita wróciła do Iranu miesiąc temu. Przez pięć lat mieszkała w Emiratach Arabskich, gdzie pracowała jako asystentka w wielkim międzynarodowym banku. Teraz pomaga w transakcjach przez internet. Nieźle sobie radzi. W miesiąc zarobiła 3 tys. dolarów. - Rodzice strasznie mnie namawiali. "Siedzisz tam taka sama. Wracaj, znajdziemy ci męża". Żartowali, wiedzą, że jeśli wyjdę za mąż, to tylko za kogoś, kogo sama sobie znajdę. Wróciłam, bo bardzo mi ich brakowało. I Iranu mi brakowało - tłumaczy.

W piątek 32-letnia Bita głosowała po raz pierwszy w życiu. Podobnie jak wiele milionów Irańczyków, którzy uwierzyli, że może tym razem ich głos jednak o czymś zadecyduje.



- Na Musawiego. Nie mam złudzeń, wiem, kim on jest. Ale każdy będzie lepszy niż Ahmadineżad - mówi. - 30 lat nie głosowaliśmy. Żeby pokazać, że mamy gdzieś ten cały system. Tylko, niestety, system ma nas jeszcze bardziej gdzieś i świetnie sobie radził bez naszych głosów.

Kandydat Bity Mir Hosejn Musawi był przez osiem lat premierem Islamskiej Republiki Iranu, póki nie zlikwidowano tego urzędu w 1989 roku. To za jego kadencji toczyła się straszna wojna z Irakiem. To także wtedy reżim islamski krwawo rozprawił się z tysiącami więźniów - przeciwników politycznych. Później, przez 20 kolejnych lat, Musawi był mało obecny w irańskiej polityce, malował, zajmował się architekturą. Jeśli chodzi o oficjalne stanowiska, zasiadał tylko w radzie ds. utrzymywania korzyści z rewolucji islamskiej, która zbiera się kilka razy w roku i pilnuje, by wszystko w Islamskiej Republice było zgodne z islamem.

Musawi od początku kampanii wyborczej ostro krytykował prezydenta Ahmadineżada. Za konfrontacyjną politykę z Zachodem, za nieudolne kierowanie gospodarką kraju. Poparli go dwaj dygnitarze reżimu i byli prezydenci Iranu: Ali Akbar Haszemi Rafsandżani i Mohammad Chatami. Musawi wyrósł na najpoważniejszego rywala Ahmadineżada. Zaczął opowiadać się za liberalizacją systemu. Obiecał, że gdy zostanie prezydentem, wypuści więźniów politycznych, zadba o wolność słowa i zlikwiduje znienawidzone przez Iranki, a wprowadzone przez Ahmadineżada patrole kontrolujące, czy kobiety są ubrane zgodnie z zasadą skromnego stroju - hidżabu.

- Głosowałam w Hosejnije Erszad - opowiada Bita. To jeden z większych meczetów stolicy, a w czasie wyborów jednocześnie największy punkt wyborczy kraju. To tam ustawiają się wszystkie ekipy filmowe, by kręcić głosujących celebrytów. To tam ministerstwo kultury prowadzi zagranicznych dziennikarzy.

- Była straszna kolejka, więc zaprzyjaźniłam się z dziewczynami stojącymi obok mnie w damskim ogonku (mężczyźni mają osobną kolejkę). Większość była nieźle odstawiona. Miały obcisłe manta i cieniuteńkie, wręcz przezroczyste chusty. Że widać było włosy. "Głosuję na Musawiego, bo chcę to wreszcie z siebie zdjąć" - tłumaczyły mi. "Dziewczyno, przecież jak to z siebie zdejmiesz, to już nic kompletnie ci nie zostanie. Będziesz goła" - pomyślałam sobie.

Bita uważa, że mówienie o hidżabie to zastępczy problem. - Zdjąć chustę to żadna sztuka. Ważniejsze, by kobiety w Iranie mogły same o sobie decydować, by miały równe prawa przed sądem, by rodziny i społeczeństwo traktowały je tak samo jak mężczyzn - tłumaczy. - Boję się, że tego nie załatwimy, jeśli skupimy się na tak powierzchownej kwestii jak prawo do nienoszenia hidżabu. Powiedzą nam: przecież wywalczyłyście swoje, nie musicie już nosić chust, więc siedźcie cicho.

Bita zbiega po schodach eleganckiego apartamentowca, gdzie wynajmuje mieszkanie. Taksówka czeka. Po krótkiej wymianie uprzejmości zaczyna rozmawiać z kierowcą. Oczywiście o wyborach. Że to niemożliwe, żeby Musawi zdobył tak mało głosów. Że podobno pracownicy ministerstwa spraw wewnętrznych, które liczyło głosy, zdradzili, że początkowy wynik był zwycięski dla Musawiego, tylko najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei kazał go zmienić tak, by wygrał jego ulubieniec Ahmadineżad. Że wczoraj policja i paramilitarni basidżi zabili kilku demonstrantów.

- A duży tłok w mieście? - Oj, duży. - To jedźmy.

Były komunista wychwala szacha

15.30. Reza siedzi w swoim mieszkaniu w północnym Teheranie na kanapie opakowanej w plastikowy pokrowiec. Razem z żoną słuchają radia.

"Wczoraj banda chuliganów napadła na siedzibę basidżich. Wywiązała się walka, były ofiary śmiertelne " - słodkim głosem czyta wiadomości spikerka.

Źródło: Duży Format
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':