Tak pytał wczoraj przed Trybunałem Konstytucyjnym Ryszard Kalisz (SLD). Na to pytanie Trybunał odpowie dziś, bo odroczył wydanie wyroku w sprawie skargi posłów lewicy na ustawę o CBA.
Jednak wszelkie inne służby śledcze, w tym
policja, ABW czy
CBŚ, też podlegają rządowi i też mogą "kontrolować" m.in. posłów opozycji, stosując czynności operacyjne, jak podsłuchy czy prowokacja. I to nie tylko do wykrywania i ścigania przestępstw, ale też prewencyjnie.
Sędziowie pytali na wczorajszej rozprawie przedstawiciela wnioskodawców Ryszarda Kalisza, czym różnią się uprawnienia CBA od uprawnień tych służb? - Są dużo szersze dzięki nieprecyzyjnej i niejasnej definicji korupcji - odpowiadał Kalisz.
Ustawa definiuje ją jako "obiecywanie, proponowanie, wręczanie, żądanie, przyjmowanie przez jakąkolwiek osobę, bezpośrednio lub pośrednio jakiejkolwiek nienależnej korzyści majątkowej, osobistej lub innej, dla niej samej lub jakiejkolwiek innej osoby, lub przyjmowanie propozycji lub obietnicy takich korzyści w zamian za działanie lub zaniechanie działania w wykonywaniu funkcji publicznej lub w toku działalności gospodarczej".
- Dzięki takiej definicji CBA może założyć podsłuch osobie, która kupiła dom wart milion za 800 tys., bo to "nienależna korzyść", a nie ma wymogu, aby tak rozumiana korupcja dotyczyła wyłącznie funkcjonariuszy publicznych czy przedsiębiorców korzystających z publicznych pieniędzy - dowodził Kalisz.
Występujący w imieniu prokuratora generalnego Wojciech Sadrakuła przytoczył przykład promocji w
salonie samochodowym, gdzie
samochód wart 90 tys. sprzedaje się za 79 tys. - Mogę służyć adresem salonu - żartował.
Kolejnym argumentem Kalisza na szczególną pozycję CBA było to, że rozporządzenie prezesa Rady Ministrów pozwala CBA na pobieranie od rozmaitych instytucji danych o obywatelach bez konieczności każdorazowego kierowania umotywowanego zapytania, a więc praktycznie bez kontroli. Rozporządzenie wydał premier Jarosław Kaczyński.
W październiku 2007 r. "Gazeta" ujawniła, że na jego podstawie CBA zawarło z
ZUS-em umowę o zainstalowaniu "sztywnego łącza" komputerowego do pobierania danych. Po naszych tekstach ZUS wycofał się z umowy.
Premier Tusk nie zmienił tego rozporządzenia. - Rozporządzenie jest zgodne z ustawą. A czy jest zgodne z konstytucją - niech oceni Trybunał - mówił wczoraj występujący w imieniu rządu Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium Służb Specjalnych.
Ze stanowiskiem rządu w tej sprawie nie zgodził się - co jest ewenementem w postępowaniu przed Trybunałem - przedstawiciel prokuratora generalnego. Uznał, ze rozporządzenie, pozwalając na niekontrolowany pobór danych, narusza konstytucję.
Zdaniem prokuratora generalnego narusza ją też definicja korupcji - w zakresie, w jakim pozwala kontrolować osoby i firmy prywatne, niekorzystające z publicznych pieniędzy.
Sędzia sprawozdawca Marian Grzybowski drążył też inny temat ze skargi SLD: czy do zwalczania korupcji niezbędne jest gromadzenie przez CBA danych np. o zdrowiu czy poglądach obywateli?
- Czy zezwalając na to, ustawodawca zakładał, że np. zwolennicy Kanta są bardziej podatni na korupcję niż wielbiciele Hegla czy egzystencjaliści? - pytał przedstawicieli rządu. - To chyba mechaniczne przepisane do ustawy prawa do przetwarzania wszelkich danych wrażliwych - tłumaczył Cichocki.
Zastrzeżeń SLD do ustawy o CBA nie podzielił występujący w imieniu Sejmu Andrzej Dera (PiS). Jego zdaniem o niekonstytucyjności ustawy o CBA można by mówić jedynie, jeśli korupcja nie byłaby realnym problemem.
Sędzia Łętowska przypomniała, że już trzy lata temu Trybunał Konstytucyjny posłał do rządu i Sejmu tzw. sygnalizację. Chodzi o to, że osoby podsłuchiwane w ramach tzw. podsłuchów operacyjnych (czyli bez związku z postępowaniem karnym) wbrew orzecznictwu Trybunału w Strasburgu nie mają prawa po zakończeniu podsłuchu do informacji, że były podsłuchiwane. A także do sprostowania zebranych informacji i żądania ich usunięcia, jeśli nie doprowadziły do zarzutów.
- Służby mają obowiązek takie materiały niszczyć, ale czy i jak to robią, skontrolować się nie da - podkreślał Kalisz.
W przerwie Cichocki powiedział dziennikarzom, że niedawno rządowe Kolegium ds. Służb Specjalnych zapoznało się z raportem CBA za ostatni rok i został on oceniony pozytywnie. Mimo początkowych spekulacji, że rząd PO-PSL będzie się chciał pozbyć mianowanego przez PiS szefa CBA Mariusza Kamińskiego, dziś rząd nie ma zastrzeżeń do jego działań.