http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sarkozy krytykuje muzułmańską burkę

Jacek Pawlicki, afp
2009-06-23, ostatnia aktualizacja 2009-06-22 20:59

- Burka nie jest symbolem religijnym, to symbol podporządkowania się i - chcę to powiedzieć wyraźnie - poniżenia - oświadczył prezydent Francji

Sarkozy w pałacu w Wersalu
Fot. BENOIT TESSIER AP
Sarkozy w pałacu w Wersalu
W mowie wygłoszonej w Wersalu Nicolas Sarkozy wypowiedział wczoraj wojnę muzułmańskiej burce, czyli bezkształtnej szacie całkowicie zasłaniającej kobietę. - Nie możemy zaakceptować, by w naszym kraju kobiety stały się więźniami za zasłoną, odciętymi od życia społecznego, ogołoconymi z tożsamości - mówił Sarkozy, wywołując aplauz.

Według słów prezydenta burka nie będzie mile widziana na terytorium Republiki Francuskiej. Sarkozy opowiedział się tym samym po stronie tych polityków i parlamentarzystów, którzy chcą powołać specjalną komisję do zbadania, czy francuskie muzułmanki nie są przypadkiem przymuszane do noszenia tego stroju.

Zdaniem przeciwników burki i nikabu, czyli chusty zasłaniającej twarz, noszenie takich strojów jest sprzeczne z zasadą laickości państwa i dlatego należy ich zakazać, tak jak zakazano noszenia muzułmańskich chust w szkołach.

We Francji, gdzie żyje 5 mln muzułmanów, takie restrykcje mają wielu przeciwników nie tylko wśród organizacji muzułmańskich. Przeciwny zakazowi jest minister imigracji Eric Besson, który uważa, że jego wprowadzenie może doprowadzić do tarć między muzułmanami a pozostałymi Francuzami.

Swą niezwykle ostrą wypowiedź przeciwko burkom Sarkozy łagodził pojednawczymi frazami o islamie. - Religia muzułmańska musi być szanowana podobnie jak inne wyznania - mówił. I przestrzegał przed rozpętywaniem "niewłaściwej batalii".

Choć w świat poszły głównie słowa o burce, Sarkozy mówił sporo o reformach i kryzysie gospodarczym. - Po kryzysie głos Francji stanie się lepiej słyszany i rozumiany w świecie - zapewniał. Prezydent przewiduje, że jednym ze skutków kryzysu będzie większe zapotrzebowanie na "sprawiedliwość, regulacje i ochronę". Dla tych, którzy wytykają Sarkozy'emu protekcjonizm, był to kolejny dowód, że mają rację.

Prezydent zapowiedział też, że państwo zaciągnie pożyczkę, by sfinansować kluczowe inwestycje infrastrukturalne w czasie kryzysu, a tym samym ożywić gospodarkę. Nie wiadomo jeszcze, czy będą to obligacje państwa skierowane do instytucji finansowych, czy do obywateli. Sarkozy przyznał, że 1 lipca rozpoczną się konsultacje z parlamentem, ze związkami zawodowymi, z organizacjami biznesowymi i ludźmi kultury na temat charakteru pożyczki, jej wysokości i priorytetowych inwestycji. - Podejmę kroki, aby upewnić się, by ta pożyczka była poświęcona strategicznym priorytetom - tłumaczył Sarkozy.

Jego przemówienie porównywane przez media do orędzia o stanie państwa, jakie raz do roku wygłasza prezydent USA, było bacznie obserwowane. We Francji wywołało spory. Po raz pierwszy od 136 lat prezydent Francji przemówił przed obiema izbami parlamentu. A na miejsce najważniejszego w tym roku przemówienia wybrał pałac w Wersalu, gdzie urzędował Król Słońce - Ludwik XIV.

Rozzłościło to lewicową opozycję - socjaliści zarzucili Sarkozy'emu, że wracając do zwyczaju "mów tronowych", atakuje świętość, jaką jest republika.

Lewicowy "Liberation" na pierwszej stronie zamieścił karykaturę Sarkozy'ego w koronie z berłem stojącego na taboreciku (niski wzrost prezydenta to stały temat docinek) na królewskim tronie. "Kto może zaprzeczyć tym monarchistycznym skojarzeniom, jakie budzi dzisiejszy rytuał w pałacu Króla Słońce?" - pyta dziennik.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':