W mowie wygłoszonej w Wersalu Nicolas Sarkozy wypowiedział wczoraj wojnę muzułmańskiej burce, czyli bezkształtnej szacie całkowicie zasłaniającej kobietę. - Nie możemy zaakceptować, by w naszym kraju kobiety stały się więźniami za zasłoną, odciętymi od życia społecznego, ogołoconymi z tożsamości - mówił Sarkozy, wywołując aplauz.
Według słów prezydenta burka nie będzie mile widziana na terytorium Republiki Francuskiej. Sarkozy opowiedział się tym samym po stronie tych polityków i parlamentarzystów, którzy chcą powołać specjalną komisję do zbadania, czy francuskie muzułmanki nie są przypadkiem przymuszane do noszenia tego stroju.
Zdaniem przeciwników burki i nikabu, czyli chusty zasłaniającej twarz, noszenie takich strojów jest sprzeczne z zasadą laickości państwa i dlatego należy ich zakazać, tak jak zakazano noszenia muzułmańskich chust w szkołach.
We Francji, gdzie żyje 5 mln muzułmanów, takie restrykcje mają wielu przeciwników nie tylko wśród organizacji muzułmańskich. Przeciwny zakazowi jest minister imigracji Eric Besson, który uważa, że jego wprowadzenie może doprowadzić do tarć między muzułmanami a pozostałymi Francuzami.
Swą niezwykle ostrą wypowiedź przeciwko burkom Sarkozy łagodził pojednawczymi frazami o islamie. - Religia muzułmańska musi być szanowana podobnie jak inne wyznania - mówił. I przestrzegał przed rozpętywaniem "niewłaściwej batalii".
Choć w świat poszły głównie słowa o burce, Sarkozy mówił sporo o reformach i kryzysie gospodarczym. - Po kryzysie głos Francji stanie się lepiej słyszany i rozumiany w świecie - zapewniał. Prezydent przewiduje, że jednym ze skutków kryzysu będzie większe zapotrzebowanie na "sprawiedliwość, regulacje i ochronę". Dla tych, którzy wytykają Sarkozy'emu protekcjonizm, był to kolejny dowód, że mają rację.
Prezydent zapowiedział też, że państwo zaciągnie pożyczkę, by sfinansować kluczowe inwestycje infrastrukturalne w czasie kryzysu, a tym samym ożywić gospodarkę. Nie wiadomo jeszcze, czy będą to obligacje państwa skierowane do instytucji finansowych, czy do obywateli. Sarkozy przyznał, że 1 lipca rozpoczną się konsultacje z parlamentem, ze związkami zawodowymi, z organizacjami biznesowymi i ludźmi kultury na temat charakteru pożyczki, jej wysokości i priorytetowych inwestycji. - Podejmę kroki, aby upewnić się, by ta pożyczka była poświęcona strategicznym priorytetom - tłumaczył Sarkozy.
Jego przemówienie porównywane przez media do orędzia o stanie państwa, jakie raz do roku wygłasza prezydent
USA, było bacznie obserwowane. We Francji wywołało spory. Po raz pierwszy od 136 lat prezydent Francji przemówił przed obiema izbami parlamentu. A na miejsce najważniejszego w tym roku przemówienia wybrał pałac w Wersalu, gdzie urzędował Król
Słońce - Ludwik XIV.
Rozzłościło to lewicową opozycję - socjaliści zarzucili Sarkozy'emu, że wracając do zwyczaju "mów tronowych", atakuje świętość, jaką jest republika.
Lewicowy "Liberation" na pierwszej stronie zamieścił karykaturę Sarkozy'ego w koronie z berłem stojącego na taboreciku (niski wzrost prezydenta to stały temat docinek) na królewskim tronie. "Kto może zaprzeczyć tym monarchistycznym skojarzeniom, jakie budzi dzisiejszy rytuał w pałacu Króla Słońce?" - pyta dziennik.