Dyskusja o kobietach i polityce to nie tylko debata o tym, ile procent nas jest w parlamencie czy rządzie - mówiła Graff (jej wystąpienie - s. 17). - Dużo ważniejsze jest to, by rozumieć, jak nasze prawa i interesy są przez polityków rozgrywane. Jak, nie pytając nas o zdanie, podporządkowuje się nasze sprawy tzw. sprawie narodowej czy tzw. wyższym wartościom. Musimy znaleźć sposoby na to, by się temu przeciwstawić.
Graff żartowała, by wprowadzić dla mężczyzn... parytety w sferze domowej (huragan śmiechu).
Prof.
Magdalena Środa, etyk, przekonywała, że nie należy bać się zmian, ale je oswajać: - Nie widzę żadnych zagrożeń płynących z wolności indywidualnej, jedyną granicą jest tu cierpienie drugiego człowieka. Nie wiem, jakie zagrożenie jest w tym, że kobieta sama decyduje o macierzyństwie. Dlaczego ta sfera nie może podlegać indywidualnym wyborom?
Środa podkreśliła, że kobiety przez lata wykluczane z życia publicznego potrzebują wsparcia, by w nim w pełni uczestniczyć. - Kiedyś może nie będzie to potrzebne, ale teraz niezbędne są takie instrumenty jak parytety.
To był ideowy program kongresu.
Padało tez często hasło solidarności. - Kobieca solidarność, wciąż obśmiewana i demaskowana jako fikcja, jest naszym obowiązkiem - przekonywała w wykładzie inauguracyjnym prof.
Maria Janion.
Klimat jak z "Seksmisji"
Przez dwa dni słynna Sala Kongresowa i jej okolice wyglądały jak plan filmu "Seksmisja". Przyjechało trzy tysiące kobiet. Mężczyzn było niewielu - kelnerzy, ochroniarze, fotoreporterzy, kamerzyści oraz kilku, którzy przyjechali na kongres ze swoimi kobietami. Męskie toalety zmieniano na damskie. Ślad po bytności kobiet zostanie tam na długo, bo drzwi oklejono karteczkami z pytaniami: "Czy feministka to polska kobieta?" lub "Czy kobieta po aborcji to polska kobieta?".
W panelach wzięło udział kilkadziesiąt wybitnych Polek ze świata nauki, biznesu i polityki. Po korytarzach przechadzały się nauczycielki, sołtyski, emerytki, pielęgniarki, radne, kobiety z samorządów, studentki, sekretarki, urzędniczki, feministki. Z Poznania przyjechało 70 pań zrzeszonych w Uniwersytecie Każdego Wieku. Najstarsza miała 77 lat, najmłodsza - 26. - Przyjechałam, bo mam nadzieję na zmiany. Chcę, żeby ktoś walczył o prawa kobiet w Sejmie, bo tam nas brakuje - mówiła emerytka Krystyna Wołowska-Pytlik.
- Niech młode kobiety walczą, żeby więcej było przedszkoli i żłobków. Żeby mąż im pomagał w domu - mówiła Barbara Woźna.
W sobotę był mały zgrzyt. Na scenę wtargnęła znana z Parad Równości lesbijka Anna Zawadzka (w hełmie). Zapytała, kiedy związki homoseksualne zostaną zalegalizowane. Prowadząca Grażyna Torbicka zaprosiła ją na panel poświęcony mniejszościom seksualnym. Ale Zawadzka twierdzi, że zamiast na widownię ochrona wyprowadziła ją na zewnątrz. - Nawet nie pozwolili mi zabrać rzeczy.
Gdy zapytałam biuro prasowe, co właściwie się stało, ktoś do Zawadzkiej zatelefonował i zaprosił na obrady. - Przepraszamy. Doszło do nieporozumienia - tłumaczyła Joanna Głuszczyszyn z biura prasowego.
Dostałyśmy kopa!
W tłumie wyróżniało się 50 kobiet w czerwonych koszulkach z napisem "Elbląg". - Tu jest mnóstwo kobiecej energii. Ona nie może być zmarnowana. Musimy się zjednoczyć, żeby walczyć ze stereotypami - podkreślała sołtys wsi Stalewo Krystyna Sawicka. - Kobiety są silne, ale muszą uwierzyć w siebie. Tu, na kongresie, widzą, że mają potencjał. Nadajemy się do rządzenia. Organizujemy życie w domach, to i wsią, i miastem potrafimy zarządzać.
Na kongres przyszła warszawianka Barbara z córką Olą. Córka była sceptyczna: - Kongres nie zmieni polskiej mentalności. Najbardziej chciałabym równości w życiu zawodowym. W tym roku kończę
studia. Jestem z góry na straconej pozycji. Pracodawca zakłada, że będę mniej dyspozycyjna, bo urodzę dzieci. Nie chcę na rozmowie o pracę słyszeć, czy zamierzam mieć dzieci. Dlaczego nikt o to nie pyta panów?
Ze Śląska przyjechały dwie radne: Gabriela Chromik i Gabriela Halamoda. - Dostałyśmy kopa. Jedziemy do siebie i będziemy namawiać panie, by wzięły sprawy w swoje ręce. Przyszedł czas na kobiety - mówiła Gabriela Halamoda, radna od 6 lat.
Widok setek kobiet zrobił wrażenie na Korze, która wystąpiła w sobotę: - To jak science fiction. Zagrałam w tej sali mnóstwo koncertów, ale nigdy takiego. To niesamowite.
Dwa postulaty
Do skutku nie doszedł panel z udziałem Marii Kaczyńskiej, Jolanty Kwaśniewskiej i Danuty Wałęsy oraz Barbary Jaruzelskiej. Wałęsa i Jaruzelska przysłały listy. Jaruzelska napisała o złym stanie zdrowia, ale dodała, że jej udział mógłby być przez niektóre osoby "źle odebrany". Zaproszono amerykańską sekretarz stanu
Hillary Clinton, jednak w czwartek Departament Stanu poinformował, że złamała rękę.
Kobiety po dwóch dniach burzliwych dyskusji zażądały: 50 proc. miejsc na listach wyborczych do Sejmu i na wszystkich szczeblach samorządu oraz powołania instytucji Rzecznika do spraw Kobiet i Równości. Taki pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn był, ale stanowisko zlikwidował w 2005 r. rząd Kazimierza Marcinkiewicza.
W niedzielnym panelu "Kobiety 50+" brała udział nasza dziennikarka Małgorzata Kolińska-Dąbrowska. - Nie chcę jakichś wyjątkowych preferencji dla kobiet w moim wieku na rynku pracy. Chcę, byśmy po prostu były traktowane jak wszyscy inni - mówi autorka cyklu - "Przychodzi baba do pośredniaka" w "Gazecie Praca". A panel "Kobiety i dom" prowadziła Ewa Wieczorek, redaktor naczelna "Wysokich Obcasów". f