Rozmowa z wicemarszałkiem Sejmu Jerzym Szmajdzińskim (SLD). Agnieszka Kublik: Czujecie się oszukani przez Platformę? Jerzy Szmajdziński: Czy oszukani? To przede wszystkim kwestia wiarygodności PO. Nie będzie już nigdy żadnego porozumienia z Platformą w żadnej sprawie, jeśli teraz okaże się, że w SLD rację mieli ci, którzy mówili, że z partią Donalda Tuska nie warto rozmawiać. Zmiana kompromisu wypracowanego przez PO, SLD i
PSL ujawniła złe intencje Platformy. Wcześniejsze podejrzenia, że PO zależy na prywatyzacji mediów publicznych lub ich likwidacji, stają się uzasadnione. Ja posłów Platformy o takie niecne zamiary nie podejrzewałem, ale teraz dali mi powody.
Co dalej będzie z ustawą? - Będziemy z Platformą rozmawiać o tym we wtorek, ale tu nie ma przestrzeni na kompromis. I na szantaż typu, że jak nie będzie ustawy, to
Piotr Farfał nadal będzie prezesem
TVP. To nie zrobi na nas żadnego wrażenia.
Jeżeli posłowie nie odrzucą zmian wprowadzonych przez senatorów, to Sojusz ustawy nie poprze? - Moim zdaniem nie warto uchwalać ustawy, która nie zagwarantuje mediom publicznym dalszego istnienia. To jest dla nich większe zagrożenie niż prezes Farfał.
Czyli jeśli nic się w ustawie nie zmieni, a prezydent Lech Kaczyński by ustawę zawetował, to SLD poprze weto i ustawa wyląduje w koszu? - Odpowiedziałem już na to pytanie. Wszystko zależy od wtorkowego spotkania z kierownictwem klubu PO. My nie chcemy szantażować ani nie myślimy o szantażu.
Jeśli ustawa trafi do kosza, to wróci pomysł z rozwiązaniem obecnej Krajowej Rady i potem wymianą władz TVP? - To będzie konieczność. Marszałek Sejmu nie będzie już mógł blokować głosowania nad sprawozdaniem KRRiT. My je odrzucimy. Reszta jednak zależy od prezydenta Kaczyńskiego, czy zgodzi się, by powołać nową Krajową Radę i nowe władze TVP i Polskiego Radia.
Rozmowa z Iwoną Śledzińską-Katarasińską (PO), szefową sejmowej komisji kultury. Agnieszka Kublik: Ustawa medialna znów zagrożona. Iwona Śledzińska-Katarasińska: No tak, mamy problem. Poprawka Senatu mnie niepokoi. Przecież zapis przyjęty przez posłów dawał możliwość manewrowania kwotą budżetową na media publiczne.
Ale posłowie ustalili limit - nie mogło to być mniej niż abonament ściągnięty w 2007 r., czyli 800 mln złotych. - Tak, ale w projekcie budżetu, a projekt budżetu jest ostatecznie uchwalany przez Sejm i Senat. Więc nie było nigdy umowy z SLD, że media publiczne mają zagwarantowane co roku z budżetu co najmniej 800 mln zł. To, co uchwalili posłowie, oznacza, że Krajowa Rada mogła w projekcie budżetu zażądać na media publiczne na przykład 1 mld 200 tys. zł, ale ostatecznie parlament mógł uchwalić tylko 700 mln.
Przypominam, że w pierwotnym projekcie zaakceptowanym przez lewicę w ogóle nie było mowy o limicie. Tylko w uzasadnieniu naszego wspólnego projektu był zapis, że ma to być kwota między 600 a 800 mln zł.
To jaki sens miał ten zapisany limit, skoro media mogły dostać mniej pieniędzy? - To była busola dla Krajowej Rady, która miała co roku określać, ile media publiczne potrzebują pieniędzy. I dla parlamentarzystów, którzy ostatecznie uchwalają budżet.
Pani jest za wykreśleniem poprawki Senatu? - Tak, bo to niedobry zapis. Tym bardziej że istnieje niebezpieczeństwo, iż bez zapisanego w ustawie limitu Komisja Europejska nie da zgody na pomoc publiczną dla TVP i Polskiego Radia.
Senackie rozwiązanie popiera premier czy klub PO będzie głosował przeciwko swojemu premierowi? - Przeciwko premierowi nie, ale może z nim porozmawiać. Premier protestował przeciwko sztywnemu zapisowi w budżecie, a przecież Sejm tego nie uchwalił. Dlatego nie rozumiem stanowiska Ministerstwa Finansów, że zapis sejmowy jest zły, bo wprowadza kolejny sztywny wydatek budżetowy. To
Ministerstwo Finansów jest odpowiedzialne za te dzisiejszą aferę wokół ustawy. Gdyby siedziało cicho, Senat by tego zapisu nie zmienił. I nie byłoby problemu.