http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W Unii chcemy komisarza od rynku

Rozmawiała w Brukseli Dominika Pszczółkowska
2009-06-22, ostatnia aktualizacja 2009-06-21 17:08

Najlepszym sposobem zabiegania o nasze interesy w Unii jest pokazywanie, że walczymy o to, co korzystne dla nas, ale także dla całej wspólnoty - mówi Janusz Lewandowski

Janusz Lewandowski
fot. Damian Kramski / AG
Janusz Lewandowski
Dominika Pszczółkowska: Premier chce w nowej Komisji walczyć o tekę komisarza ds. przemysłu. Pan mówi o rynku wewnętrznym. Czy na tę drugą tekę, której chcą też Francuzi, naprawdę mamy szansę?



Janusz Lewandowski, polski kandydat na nowego komisarza UE: - Ustalając interesujące nas domeny, musimy brać pod uwagę rachunek szans, a także najistotniejsze z naszego punktu widzenia zadanie dla Unii: by wyszła z kryzysu ze wspólnym rynkiem, na którym jest możliwie mało barier. Dlatego interesują nas domeny rynku wewnętrznego, przemysłu, gospodarki, konkurencji. Zobaczymy jeszcze, jak dokładnie zostaną podzielone. Oczywiście, że są one w polu zainteresowania także innych mocarstw. Szansę uzyskania teki rynek wewnętrzny oceniam jako niewielką. Ale Polska powinna zgłaszać tego typu aspiracje.

Najlepszym sposobem zabiegania o nasze interesy w Unii jest pokazywanie, że walczymy o to, co korzystne dla nas, ale także dla całej wspólnoty. Dziś, w nadzwyczajnym okresie, gdy nasilają się narodowe egoizmy, w interesie Polski i całej Unii jest pogłębianie wspólnego rynku, szczególnie w dziedzinie usług.

Włosi, którzy chyba pogodzili się już, że nie będą mieć przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, w zamian chcą komisarza ds. przemysłu. Czy to utrudni nam negocjacje?

- My chcemy rozdzielić te dwie sprawy i uzyskać ważną tekę w Komisji. Nasi oponenci widzą to jako system naczyń połączonych. Taki jest urok negocjacji.

Czy jeśli faktycznie Włosi wycofają Maria Maura jako kandydata na szefa PE, my powinniśmy im ustąpić w Komisji?

- Wolałbym, żeby poszło to w innym kierunku. Ale to nie ja prowadzę te negocjacje.

Wierzy Pan, że José Manuel Barroso podczas swej drugiej kadencji zechce walczyć o liberalny kurs Komisji?

- Tak. Pokazała to już słynna dyrektywa Bolkensteina [o swobodzie świadczenia usług firm jednego kraju UE w dowolnym innym]. Choć w Parlamencie została osłabiona, promujący ją Barroso pokazał się jako polityk centroprawicowy, który ma zaufanie do wolnego rynku.

Wtedy, choć sytuacja gospodarcza była dobra, dyrektywa spotkała się z ogromnym sprzeciwem. Teraz wielkie kraje, np. Francja, tym bardziej będą temperować Barroso.

- Tym lepiej, że będziemy mieć przewodniczącego z mniejszego kraju, który może postrzegać sprawy podobnie jak my. Poza tym podczas drugiej kadencji, gdy nie będzie ubiegał się o reelekcję, będzie bardziej niezależny. Sprawa objęcia przez niego funkcji nie jest jednak do końca przesądzona. Musi jeszcze zyskać aprobatę Parlamentu Europejskiego, gdzie jego przeciwnicy np. wśród zielonych są głośni i widoczni.

W poniedziałek upływa termin, do którego posłowie wybrani do PE muszą zdecydować, czy przyjmują mandat. Przyjmie go pan, czy od razu będzie szykował się na komisarza?

- Pierwszym słowem, jakie musi paść jest słowo [obecnej komisarz] Danuty Hübner, że przyjmuje mandat, który zresztą zdobyła olbrzymią większością głosów. Potem będziemy drużynowo rozstrzygać, jak zorganizować okres przejściowy do końca kadencji obecnej Komisji, który może potrwać kilka miesięcy.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':