http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Półtawska: Przestałam wierzyć w czułość i czystość

***
2009-06-20, ostatnia aktualizacja 2009-06-20 16:48

Fragment książki poświęcony pobytowi Wandy Półtawskiej w niemieckim obozie koncentracyjnym w Ravensbrück

Wanda Półtawska, "I boję się snów"

Zasypiałyśmy, stojąc z otwartymi oczami na apelach, i czasem któraś nagle padała. Żeby nie paść na mrozie, biłyśmy się na rozgrzewkę po plecach. Nazywało się to - nie wiem dlaczego - "masażem amerykańskim". Drobne uderzenia, szybkie, jedno obok drugiego, równoległe, brzegiem dłoni. Pomagało. Rozgrzewało obie: tę, która biła, i tę, która dostawała.

Albo tupałyśmy na mrozie w miejscu, śpiewając cichutko ( ): Czarny Jim bawełnę zbiera, Missisipi przejdzie w bród. Zbierze dużo Money, nikomu ich nie da, pojedzie do Hollywood.

( )

Nie wiem, czy moja mała Krysia zorientowała się, dlaczego w tym bloku przestałam całować ją na dobranoc. Może nawet miała do mnie żal. Ale nieprawdopodobne sceny wśród tych kobiet odebrały wiarę w możliwość jakiegokolwiek czystego gestu. Przestałam wierzyć w czułość i czystość.

Oczy, wstrętne oczy, podglądające naszą nagość. Nie mogłam się rozbierać, czekałam aż zgaszą światło. Nieraz w nocy nie mogłam zasnąć. Z początku nie wierzyłam, że to prawda. Patrzyłam zachłannie i z jakąś rozpaczą. Lesbische Liebe.

Po paru dniach i ja dostałam liścik, wciśnięty mi przez Cygankę. Zorita pisała: Jeśli chcesz mnie kochać, przyjdź za róg dwunastki. Zorita miała wygląd miękkiej kobietki i dużych, czarnych, aksamitnych oczach. Dopiero teraz zrozumiałam wymowę jej powłóczystych spojrzeń. W pierwszej chwili ogarnął mnie śmiech: acha, miałam grać rolę "mana", ale prędko przestałam się śmiać. To było wstrętne i smutne zarazem.

Po kilku dniach zaczęłam dostawać inne listy. Od "manów". Okazało się, że chcą mnie także na kobietę. Czułam się osaczona tym pożądliwym tłumem, tłumem zboczeńców.

( )

W śliczny słoneczny dzień zabrali całą trzynastkę, wszystkie nasze najbliższe. Znałyśmy je i ich sprawy. Niepokój, gdy wyczytano ich nazwiska, ale jeszcze nie chciałyśmy wierzyć. Poszły i oglądały się w naszą stronę na wielkim placu "nach vorne". Mila odwróciła się i potakiwała, a Pola wskazała na niebo.

Pola, wysoka, zgrabna, i Grażynka - dwie siostry Chrostowskie. Grażynka, która tak niedawno pisała wiersz o słoneczniku, co w szarudze wrześniowej zagląda do okna naszej kwarantanny. Niusia Apcio - przez pomyłkę aresztowana, dlatego, że Maria i że pracowała w patece.

Genia Adamiak, cicha urzędniczka, z jakiegoś magistratu, blada i zawsze pogodna, a równocześnie wiecznie czymś strapiona i o kogoś dbająca, wyglądała właśnie tak jak można sobie wyobrazić urzędniczkę.

Maria Wiśniewska, o czarnych, nerwowo rozbieganych oczach, cienkich nerwowo drgających palcach i lekko zamazanej mowie, wiecznie zdenerwowana i niespokojna - teraz jakoś ucichła

Renata Żytkowa, szczupła, wysoka, blada, stale opowiadała o swoim synu, zostawionym u obcych ludzi

Kazimierza Banowa z Zofią Grabską, mniej mi znane, ale w tej chwili równie bliskie.

Mućkowa z Chełma

Romka, nasza Romka, urocza, tryskająca życiem i humorem dziewczyna, wesoła jak żywe srebro, przez wszystkich lubiana.

Milunia, mała Milunia Radecka, o wielkich oczach i ptasim nosku..

Pani Wersocka, która szła spokojnie i jakby nawet uradowana - byłą ostatnia z całej uprzednio straconej rodziny.

Poszły.

Zamknięto je najpierw do bunkra, potem bez chustek i bez fartuchów, w samych sukienkach, boso, wsadzono do "miny" (tak nazywałyśmy małe czarne auto, które potem wiele razy zajeżdżało i zabierało skazane).

Poszły. Wróciły ich skrwawione sukienki do pralni i niezbita pewność, że one nie wrócą.

( )

Nogi spuchły, były czerwone, gorące. Moja była tak obrzękła, że gips werżnął mi się w ciało. Po udzie aż do pachwiny biegła czerwona pręga i kończyła się bolesnym guzem. Przyszła dr Oberheuser z notesem. Starannie opisywała każdą nogę, nachylała się i wąchała. ( )

Potem były dni podobne do siebie. Temperatura trzymała się w okolicy 39-40. Spod gipsowej sztylpy przy poruszaniu nogą sączyła się żółtobrązowa, cuchnąca ciecz. U Zielonkowej na łóżku ciągle stała kałuża, do której zlatywały się brzęcząc roje much.

Teraz już nie trzeba było pochylać się, aby wąchać nasze nogi. Teraz dr Oberheuser, wchodząc, krzywiła noc: - Es stinkt hier.

Zielonkowej wygniła w nodze dróżka, po której spływała ropa. Oprócz cięcia miała jeszcze ubytek w mięśniach na skutych wygnicia. Nogi bolały, głowy bolały, morfina - dawana nam najpierw trzy, a potem dwa razy dziennie - nie skutkowała.

Wanda Półtawska, "I boję się snów"

Wydanie drugie, poszerzone. Czestochowa 2009


Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':