http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Habermas o Dahrendorfie Miłośnik wolności

Jürgen Habermas
2009-06-22, ostatnia aktualizacja 2009-06-19 17:10

Dahrendorf żyje, myśli i pisze, posługując się doświadczeniem pokolenia Niemców, które definiuje się przez to, że nie mogło nie zająć stanowiska wobec epokowej cezury roku 1945 - mówił o zmarłym w środę wielkim socjologu niemiecki filozof

Jeden z najwybitniejszych europejskich intelektualistów Ralf Dahrendorf zmarł 16 czerwca w Kolonii
Fot. Arkadiusz Ćcichocki / AG
Jeden z najwybitniejszych europejskich intelektualistów Ralf Dahrendorf zmarł...
ZOBACZ TAKŻE
Jeden z najwybitniejszych europejskich intelektualistów Ralf Dahrendorf zmarł w środę wieczorem w Kolonii. O tej śmierci świat dowiedział się dzień później, kiedy gratulacje z okazji 80. jubileuszu zbierał zewsząd inny wybitny myśliciel Jürgen Habermas.

Ten zbieg okoliczności ma swoją wymowę. Obaj urodzeni w 1929 roku (Dahrendorf raptem sześć tygodni starszy), byli najważniejszymi członkami wyjątkowego pokolenia, któremu Niemcy zawdzięczają główne dokonania okresu powojennego: zerwanie z antyzachodnią kulturą polityczną i budowę demokratycznego społeczeństwa.

Te nowe Niemcy (w zachodniej części kraju) rodziły się w intelektualnym sporze, którego antypodami byli właśnie obaj wielcy socjologowie. Liberał Dahrendorf krytykował Niemców za nieumiejętność obchodzenia się z konfliktami i dążenie do budowania wspólnoty nawet za cenę poddania się antydemokratycznej zwierzchności. Konflikty są sednem demokracji, twierdził. Habermas definiował demokrację inaczej: jako przestrzeń, w której obywatele starają się osiągnąć porozumienie, a nie przegłosowywać się nawzajem.

Nic dziwnego, że w przesiąkniętych skłonnością do konsensusu i sceptycznych wobec liberalizmu Niemczech Dahrendorfowi zrobiło się za ciasno. Jako wielbiciel modelu anglosaskiego osiadł w latach 70. w Londynie, choć przez całe życie pozostał kosmopolitą. Habermas, który długo wadził się i z gospodarką rynkową, i z niemiecką przeszłością, został w końcu "patriotą konstytucyjnym": wielkim obrońcą zachodnioniemieckiego modelu państwa i demokracji.

Różnili się w poglądach na państwo narodowe: Dahrendorf bronił go jako jedynej sfery, w której demokracja jest możliwa, Habermas ogłosił zaś powstanie "konstelacji postnarodowej". Brytyjski lord Dahrendorf, a wcześniej komisarz EWG, do końca pozostał sceptyczny wobec rozwiązań ponadnarodowych w UE, podczas gdy Habermas należy do najzagorzalszych orędowników europejskiej konstytucji.

Inaczej oceniali przełom 1989 roku. Dahrendorf szybko dostrzegł jego fundamentalny charakter, poświęcając mu znakomity esej "Rozważania o rewolucji w Europie". Habermas utyskiwał, że odgrzewa ona tylko stare idee. Przy wszystkich różnicach łączyło ich przekonanie o wielkim znaczeniu publicznego zaangażowania intelektualistów - i ogromny wzajemny szacunek. Po śmierci Dahrendorfa Habermas powiedział, że był on "najbardziej zdecydowanym i dalekowzrocznym umysłem naszego pokolenia".


Piotr Buras



Ralfowi Dahrendorfowi na 80. urodziny

Odczuwam całkiem niecodzienne patriotyczne uniesienie i chciałbym przypomnieć zebranym tu kolegom, że przed swoim życiem w Londynie i Oksfordzie Ralf Dahrendorf miał jeszcze inne życie - i że to jego podwójne życie do dzisiaj znajduje silne echo w jego równoległym świecie niemieckim. Czy to jako intelektualista i analityk współczesności, czy też jako autor prac naukowych lub zawsze trzymający rękę na pulsie wydarzeń publicysta, Dahrendorf nigdy nie opuścił Niemiec. Dopiero kiedy z profesora socjologii stał się lordem, musieliśmy przyjąć do wiadomości, że ten, który i tak nieustannie obecny był za granicą, znalazł sobie w Anglii może coś w rodzaju ubocznego zajęcia.

Lewicowy liberał

Dahrendorf nie stał się też gwiazdą dopiero w świecie anglosaskim. Był nią już podczas naszego pierwszego spotkania przed pięćdziesięcioma czterema laty. W 1955 roku Helmut Schelsky [wybitny socjolog, autor pojęcia "sceptyczna generacja", którym określił pokolenie Habermasa i Dahrendorfa] zaprosił do Hamburga grono adeptów socjologii. Ja byłem tam obecny tylko jako dziennikarz, który na zlecenie "Frankfurter Allgemeine Zeitung" miał za zadanie opisać publiczny występ tej młodej gwardii. Zebrali się tam niemal wszyscy znani później socjologowie naszego pokolenia. W tym jak na ówczesną Republikę Federalną dostojnym gronie wszystkich przyćmił pewien docent bez etatu pochodzący z Saarbrücken. Obdarzony konstruktywną umysłowością, bardziej dbał o jasność wywodu, posługując się precyzyjnymi definicjami, niż oddawał hermeneutycznej żonglerce, zwracał też uwagę imponującą elokwencją i bezkompromisową postawą w obronie swoich racji, a także nieco kanciastą formą wykładu. W tym gronie wyróżniała też Dahrendorfa awangardowa pewność siebie w podważaniu utartych opinii.

Jego przewaga w postępach kariery była już wówczas imponująca. Ówczesny dwudziestosześciolatek miał już za sobą habilitację. Jako filozof i filolog klasyczny napisał najpierw doktorat o Marksie, by zaraz potem uzyskać egzotyczny dla nas wtedy tytuł PhD z zakresu socjologii w London School of Economics. Wkrótce otrzymał powołanie do Tybingi jako najmłodszy w historii profesor zwyczajny. Ale największy szacunek rówieśników zapewniała mu jego fachowa wiedza, znajomość anglojęzycznej debaty oraz świadomość, że za sprawą opartej na teorii konfliktu krytyki Talcotta Parsonsa, który rządził wtedy niepodzielnie na arenie międzynarodowej, znalazł się w naukowej czołówce. My, studenci z tylnych ławek, lekturę Parsonsa mieliśmy dopiero przed sobą.

Kierunek uprawianej przez Dahrendorfa krytyki był jasny. Konflikty społeczne, które w końcu zawsze wynikają ze stosunków władzy, są siłą napędową dynamiki społecznej. Są czymś pożądanym, nie należy ich rozwiązywać, lecz instytucjonalizować je i rozgrywać w cywilizowany sposób. W latach 50. i 60. Dahrendorf wyznaczał swoim rówieśnikom poziom naukowej debaty. Bez niego nie doszłoby do dyskusji o teorii ról, bez jego inicjatywy nie byłoby sporu o pozytywizm. Jego pierwsze książki "Klasy społeczne i konflikty klasowe w społeczeństwie przemysłowym" (1957), "Homo Sociologicus" (1961) oraz "Społeczeństwo i wolność" (1961) stały się z czasem klasykami. Rozwijają one dwie tezy, które kształtować będą odtąd oryginalną i uparcie kontynuowaną drogę intelektualną tego nieprzejednanego liberała.

Teza pierwsza ustawia Kanta i Maxa Webera w opozycji do Rousseau, przy czym w rzeczywistości wymierzona jest w Marksa: społeczne nierówności nie biorą się przede wszystkim z nierównego podziału własności, lecz z konieczności wymuszania sankcjami takiego zachowania społecznego, które będzie zgodne z normami. Nierówności społeczne są skutkiem ubocznym struktury władzy właściwej każdemu społeczeństwu jako takiemu. Druga teza wymierzona jest przeciwko klasycznej socjaldemokracji i usprawiedliwia system rynkowy jako główny mechanizm wolności: równość względem prawa, na jakiej opiera się status obywatela, musi oznaczać przede wszystkim równość szans, a nie równość partycypacji. Wolność samorealizacji jednostki jest w sytuacji konfliktu ważniejsza niż ciężar społecznych nierówności. Jednakże i Durkheim nie popada całkiem w zapomnienie: jeśli społeczny świat skurczyłby się do różnorakich opportunities [szans], między którymi możemy wybierać, w sposób mniej lub bardziej racjonalny, to więź trzymająca społeczeństwo zostałaby zerwana.

Antyutopijny charakter takiego liberalizmu rynkowego, choćby opartego na demokratyczno-egalitarnych założeniach, był dla mnie wtedy nie do przyjęcia. Później porwał mnie jednak oświeceniowy impet, z jakim ten namiętnie zaangażowany naukowiec i nauczyciel przemawiał swoim rodakom do sumienia. Twierdził, że zajmujące ich problemy dotyczyły zazwyczaj narodu i kwestii socjalnych, a nie liberalizmu i demokracji, jak w społeczeństwach miłujących wolność. Jako lewicowy liberał Dahrendorf zerwał także z dwuznacznym dziedzictwem niemieckiego liberalizmu narodowego. W 1965 roku ukazuje się jego dzieło "Społeczeństwo i demokracja w Niemczech" - prawdopodobnie najważniejszy traktat kształtujący mentalność Niemców na długiej drodze Republiki Federalnej do tego, czym jest ona dzisiaj: demokracją, która dopiero w ciągu trzech-czterech dziesięcioleci pożegnała się z pozostałościami mentalności autorytarnej.



Rocznik 1929

Dla Dahrendorfa socjologia zawsze oznaczała teorię społeczeństwa. Fachowej wiedzy używa on jako instrumentu diagnozowania problemów świata niespokojnej nowoczesności, świata, którego złożoność gwałtownie rośnie. Socjologia odziedziczyła po filozofii zadanie ubierania w myśli upływającego czasu. To klasyczne pojmowanie jej roli zostało dziś jednak w dużej mierze zarzucone. Dlatego ciągłe rozumienie tej dyscypliny jako narzędzia umożliwiającego orientację i samopoznanie wymaga wyjaśnienia. Także swoją akademicką działalność Dahrendorf uprawia jako homo politicus. Żyje, myśli i pisze, posługując się doświadczeniem pokolenia Niemców, które definiuje się przez to, że nie mogło nie zająć stanowiska wobec epokowej cezury roku 1945.

Pouczająca jest w tym względzie jego najnowsza książka "Pokusy zniewolenia" (2006). Na przykładzie szeregu postheroicznych bohaterów Dahrendorf rozwija w niej coś w rodzaju politycznej etyki cnoty. Nie jest w tym miejscu istotne, czy galeria wybranych przez niego postaci [Karl Popper, Raymond Aron, Isaiah Berlin] w pełni przekonuje i czy lista cnót kardynalnych tych nieprzekupnych, ale zaangażowanych obserwatorów życia publicznego jest szczególnie ekscytująca. Ciekawszy jest kształt, jaki socjolog Dahrendorf nadaje swojej etyce. Pisze on historię przeciwbieżnych mentalności politycznych pewnej generacji, tych urodzonych między 1900 a 1910 rokiem, pokolenia, którego pierwszy portret stanowi słynna powieść Ernsta Glaesera "Rocznik 1902". Jej bohater reprezentuje owo "pokolenie zdeterminowanych", z którego w latach 20. i 30. rekrutowali się zdecydowani i gotowi do działania uczestnicy wielkich ruchów politycznych. Powieść kreśli tym samym obraz tych, którzy nie stroniąc od przemocy, stanowili przeciwieństwo liberalnych ikon Dahrendorfa, owych Aronów, Popperów i Berlinów, inaczej niż wielu ich rówieśników trzymających się z dala od totalitarnych ruchów, zarówno z lewa, jak i z prawa. Sposób ich przedstawienia nie pozostawia wątpliwości, że chodzi o pokazanie wzorcowego charakteru ich postawy. Tym, co uodporniło tych intelektualistów na pokusy totalitarnego stulecia, było umiłowanie wolności.

Uwagę zwraca okoliczność, która być może więcej mówi o samym autorze niż o tym, co chce on powiedzieć swoim czytelnikom wprost. Niezależnie od tego, w jakim kierunku pomaszerował - albo i nie - rocznik 1902, to pod jednym względem wzrastał on w warunkach historycznych podobnych do rocznika 1929. Reprezentanci obu tych roczników mieli na początku, odpowiednio, pierwszej bądź drugiej wojny światowej 11-12 lat, a pod koniec wojny 15-16. To nie przeciwstawne poglądy, lecz prowokujący, zmuszający do zajęcia jakiegoś stanowiska charakter zachodzących wydarzeń sprawił, że w obu wypadkach te grupy rówieśników stały się pokoleniami. Dahrendorf pozostawia gdzieś w cieniu swoją własną, "nienarażoną na pokusy" generację uprzywilejowanych. Ale nawet bez takiego bezpośredniego porównania te podobieństwa, a przede wszystkim oczywiste różnice między nimi, musiały ukształtować jego spojrzenie na to wcześniejsze pokolenie intelektualistów, którzy musieli stanąć na wysokości zadania. A mogli zawieść.

Pokoleniu później urodzonych pokusa totalitaryzmu została oszczędzona. Mogło to niewątpliwie skłaniać do tego, by nie zadając sobie wiele trudu, odwołać się do wcześniejszej konstelacji i tanim kosztem utożsamić się z tą jej częścią, która miała wyższość moralną. Ale Dahrendorf jest przypadkiem wyjątkowym. Już jako piętnastolatek, kiedy inni w domowym zaciszu borykali się jeszcze z problemami dojrzewania, wychylił się politycznie tak daleko, że aresztowało go gestapo. Wątpliwości z powodu spóźnionego radykalizmu nie mogą go więc prześladować. Jeśli mimo to w biografiach podziwianych przez niego erazmiańskich postaci przebija nutka żalu z powodu naszych nieheroicznych czasów czy nawet maleńkiej dozy kwietyzmu, to przyczyną może być tylko niecierpliwy temperament i namiętne zaangażowanie tego - przy całej jego racjonalności - wojowniczego intelektualisty. Czy kiedykolwiek wielbiłby z pełnym przekonaniem kraj, któremu nie są potrzebni żadni bohaterowie?

Tłum. Piotr Buras

"Frankfurter Allgemeine Zeitung"

Tekst jest zapisem przemówienia Jürgena Habermasa wygłoszonego 1 maja 2009 r. w Oksfordzie a opublikowanego nazajutrz we "Frankfurter Allgemeine Zeitung"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':